Pokuta IX: "Redemptio!"

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Kontynuując jej przeglądanie, zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

  • Pokuta IX: "Redemptio!"

    Pokuta IX
    "Redemptio!"
    45 pierwszych zgłoszeń



    "... nie każdy bowiem ma w sobie tyle wiary, nadziei i miłości, by oddać swe życie..." - rozlega się głos - "Ona to bowiem wyruszyła w wielką tułaczkę...".
    "Ona... Ona... Ona..." - rozbrzmiewa echo.
    "Nie poddała się... Nie poddała się... Nie poddała się..." - powtarza się.

    ***

    "Przeklinam Cię, świecie, że odebrałeś mi ją!" - ryczy zielonowłosy chłopak trzymający w rękach nieżywą kobietę - "Ten świat nie zna litości i współczucia! Dla niego najlepsze by było, gdyby już się skończył! Byłaś okrutna, ale chciałaś się nawrócić! Gdy mówiłaś o górze Redemptio... Byłaś tak żywa! Nie chciałem Ci mówić, że ta góra nie istnieje, a jest jedynie legendą... Nie chciałem, byś straciła nadzieję! Świecie, zabierz mnie, nie widzę już sensu w swym życiu! Nie znasz litości! Nie wiesz, czym są miłość i współczucie!".

    ***

    Po śmierci Zenas i Imperatorów świat ogarniał chaos. Wielka świątynia na wschodzie, w której niegdyś czczono boskie zasługi Matki Erenii, runęła. Ludzie robili, co tylko mogli, by zniszczyć najwyższą wieżę położoną na zachodzie, gdyż wierzyli w proroctwo, które głosiło, iż po jej zniszczeniu pokój zostanie przywrócony. Podczas tych katastrofalnych dni gwiazdy z hukiem spadały, a roślinność i zwierzyna wymierały. Wszyscy ludzie gromadzili się na podwórzach i patrząc w niebo, modlili się i błagali o litość.

    ***

    "Godfrydzie! Dziecko to należy się obu kobietom, więc przepołów je i daj im po równej części!" - rozlega się krzyk.
    Aaaaaaaaaaach!!!
    Co się dzieje?! Nie!
    Czemu ta posadzka przesiąka krwią? Kim ja jestem? Kim jest ta kobieta?
    "Gdybyś była choć trochę podobna do królowej Erenii!" - słyszę.
    Erenia?
    Nie, zostawcie to dziecko! Zostawcie! Ach, nie mogę nic powiedzieć! Nie mogę się ruszyć!
    Nie chcę oglądać tej podłej kobiety! Niech mnie ktoś od niej zabierze!
    "Brzdęk!" - rozlega się echo.
    Ziemia wiruje, a cegły walą mi się na głowę!
    Boli! Nie, to nie ból! To tak bardzo piecze!
    Krztuszę się krwią! Krwią tego dziecka!
    A ona... Ona się śmieje!
    Kim ona jest!?
    Spadam w przepaść.

    ***

    "Zabiorę Cię..." - płacze zielonowłosy chłopak - "w miejsce, gdzie nikt już nigdy Cię nie dotknie i nie zrobi Ci żadnej krzywdy.".
    Klęczący przy ciele spalonej kobiety kapłan nagle zadrżał, gdyż ziemia zaczęła się trząść. Wtem podbiegła do niego grupa wieśniaków.
    "Kapłanie, ratuj się! Koniec świata nadchodzi! Gwiazdy spadają na nasze pola, a woda z ogniem przegrywa! To koniec!" - krzyczą.
    Mężczyzna jednak ze spokojem spojrzał w niebo, po czym zbladł.
    "Uhm... Nie jest dobrze..." - szepnął.

    ***

    Leżę... Na ziemi...
    Zimna, ale za to jaka gorąca!
    Ona płonie! Nie wytrzymam!
    Muszę się podnieść!
    Widzę wielkie miasto...
    Ciarki mnie przechodzą, czemu tu jestem!?
    Większość chat zniszczonych... A to...
    Co za wysoka wieża!
    Okropne to miejsce! Ale czuję... Czuję, że nadchodzi ktoś dobry...
    Tam w karawanie! Wysiada!
    Uśmiecha się łagodnie, mieszkańcy radują się!
    Podbiegam.
    O nie! Znów ta kobieta!
    Wita ją... Wpatruje się w nią ze wściekłością...
    W jej diadem! Uważaj, o pani! Ona chce przyozdobić swe fioletowe włosy Twoim diademem!
    Nie mogę tego znieść, muszę ją powstrzymać!
    Znów nie mogę się ruszyć! Upadam.
    Zamykam oczy. Nie wiem, co się dzieje.
    Tak bardzo źle się czuję.
    Znajduję się w jakimś pokoju. Och, tu jest tak bezpiecznie!
    To ta dama! Siedzi sobie spokojnie na łóżku! Ach, jaka ona dobra!
    Drzwi otworzyły się z hukiem! Nie! To ta podła kobieta!
    Nie... Nie mogę tego znieść! Co za okropny widok!
    Ona ją zabija! Tylko po to, by zdobyć ten diadem!
    "Giń, Aemulor!" - krzyczy.
    Nie mam gdzie uciec. Krew leci prosto na mnie.
    Przesiąka przeze mnie i kapie na podłogę...
    Ja... Ja jestem... Duchem!?
    Nie chcę tego oglądać!
    Czemu ja tu jestem!?
    Kim ja w ogóle jestem!?
    Och, roztapiam się w powietrzu!


    ***

    "Nareszcie jesteś, przyjacielu! Ale... Czemu wziąłeś jej ciało?" - mówi człowiek odziany w białą szatę.
    "Nie czas na zbędną gadkę, Sollicitusie. Opowiadaj, co wiesz." - odpowiedział mu zielonowłosy chłopak.
    "Nie wiem, od czego zacząć... Niezwykłe rzeczy się dzieją... I nie mówię o tych zjawiskach na niebie, ale na... ziemi... Dowiedziałem się, że mieszkańcy zachodu robią wszystko, by przewalić najwyższą wieżę dawnego pałacu Zenas, ale nie udaje im się to. A za to..." - przerwał.
    "Tak?" - zaniepokoił się drugi.
    "A za to wszystkie inne budowle są zniszczone... Tylko nie ta..." - zakończył.
    Zielonowłosy chłopak spojrzał w oczy kobiecie, którą trzymał w rękach.
    "Nie chcesz pogodzić się z porażką, co?" - uśmiechnął się.

    ***


    Wszystko staje się inne...
    Ściany zamieniają się w rośliny... Zwierzęta w skały...
    Czy ktoś właśnie tworzy świat?
    Nie! Okropny ogień mnie goni!
    Muszę uciekać!
    Złapał mnie! Pożera!
    Nie płonę? Ale... Ale co to za straszne uczucie!?
    Widzę wyjście! Biegnę.
    Upadam. Jestem w wielkiej sali.
    Co za piękna sala... Niesamowite rzeźby, malunki...
    Nie! Na podłodze są... Ludzie!
    Ich krew... Ich krew spływa do wielkiej konwi!
    A w oddali... Na wielkim tronie...
    Ona! Fioletowowłosa kobieta!
    Upaja się tym widokiem!
    Słyszę czyjś oddech! Muszę pomóc!
    Nic nie mogę zrobić. Dlaczego?
    Kto mnie tu zesłał, kim ja jestem?
    Kim jest ta podła kobieta!? Nie! Nie mogę uwierzyć!
    Ona je te ciała!
    Ona spija krew z wielkiej konwi!
    Dlaczego i ja mam krew na rękach?
    Jest mi bardzo źle... Ale nie potrafię płakać!
    Niech ktoś ją zatrzyma, ona błądzi!
    Coś... Coś niedobrego się dzieje!
    Nie mogę tego wytrzymać! Uciekam stąd!

    ***

    W podziemiach wielkiej świątyni, w półokręgu siedzieli mężczyźni odziani w wytworne szaty. Byli to kapłani. Rozmawiali oni o czymś głośno, ale zamilkli, gdy drzwi otworzyły się, a weszli przez nie zielonowłosy chłopak z innym, rosłym mężczyzną.
    "W końcu się spotkaliśmy, Viatoremie." - rzekł najstarszy z siedzących w półokręgu kapłanów.
    "Tylko tylu Was zostało..." - odrzekł na powitanie chłopak.
    "Jeśli dzisiaj nie przeżyjemy, to sierp księżyca będzie opłakiwał nasze dusze." - odpowiedział mu uśmiechem - "Musi być jakiś inny sposób! Przecież Erenia oszukała proroctwo!".
    "Erenia, arcykapłanie, Erenia..." - rzekł - "Może i jest pewien sposób... Ale my sami nic nie zrobimy....".
    Po tych słowach chłopak wyciągnął z torby jajo, z którego emanowało światło tak silne, że pozostali kapłani musieli swe oczy zasłonić ręką. Wszyscy na jego widok ogromnie się zdumieli.
    "Potężne jajo... Jajo od maga z lodowej wyspy... Jedyne takie na świecie." - powiedział.

    ***

    Nie! Nie mogę przed nią uciec!
    Czy ona mnie prześladuje!?
    Goni mnie!
    Ach, zostaw mnie!
    Nie... Ominęła mnie!
    Ale... Co ona robi?
    Krzyczy, że ma ręce we krwi... Ciągle je myje!
    Ryczy na cały głos! Nie może przestać!
    Kim jest ta kobieta!?
    Kim jestem ja!?
    Ona teraz biegnie do najwyższej wieży!
    Muszę od niej jak najdalej uciec! Ona jest straszna!
    Wchodzę do jakiejś komnaty. Pusta.
    Wszystko wiruje! Ściany nachodzą na siebie, a ja nie mogę oddychać!
    Uff, przeszło. Ach, coś się pojawiło! Gigantyczne lustro!
    Co w nim ujrzę?
    Podchodzę do wielkiego lustra.
    Przeglądam się.
    Ale... Dlaczego...
    Dlaczego ja w nim widzę tę... Tę podłą kobietę!?
    Fioletowe włosy... Ta twarz...
    Nie... To nie może być prawda.
    Co... Co się dzieje z tym lustrem!? Dlaczego ono pęka!?
    Nie, nie zdążę! Odłamki lecą w moją stronę.
    Trafiają w me oczy. Nie widzę nic.
    Krwawię.
    To... Koniec!
    Ale... Kim ja właściwie jestem!?
    Moje fioletowe włosy...

    "Zenas!" - rozlega się niewyobrażalnie potężny głos.

    Ze... Zenas!?
    Przecież Zenas to...
    A więc jestem...

    ***

    Leżę.
    Wiatr uderza mnie ze wszystkich stron.
    Czuję zimno... To śnieg!
    Wstaję.
    Gdzie ja jestem!? Widzę cały świat przed oczyma!
    Tam... To Cormalum!
    Ach, co dzieje się z tym światem? On... On się rujnuje!
    Jestem na jakiejś górze... Co ja widzę? Wchodzą na nią ludzie!
    Spadają... Wszyscy spadają...
    A tam u podnóża... Kto to? Co za potężny głos!
    "Któż z Was ma na tyle wiary, nadziei i miłości, by oddać swe życie za drugiego człowieka? Żałujecie swych win? Porzućcie wszystko, co macie, i przyobleczcie płaszcz pokuty! Biada i szczęście temu, kto przyoblekł płaszcz pokuty!" - rozbrzmiewa echo.
    Głowa mnie bardzo boli. Czuję, że słabnę. Spoglądam w górę.
    Co... Co to za tajemniczy obłok!? Niemal go dosięgam!
    Wspinam się. Jest już niemal na wyciągnięciu mej ręki...
    Czuję... Mistyczny obłok otacza całe me ciało i...
    Upadam. Widzę przed oczyma ciemność. Szumi mi w uszach.
    Próbuję wstać.
    Nie mogę.
    Mam ręce i nogi zakute w kajdanach.

    ***

    "Oto i ona!" - rozlega się głos.
    Z ciemności wynurza się tysiące ludzi. Jedni nie mają głów, inni mają przeszyte serce mieczami, nożami, a jeszcze inni posiekane całe ciało. Podążają oni ku kobiecie w fioletowych włosach. Ta na ich widok panicznie się boi i próbuje uciec, ale nie może się ruszyć.
    "Osądźmy jej duszę! Niech się stanie osąd duszy!" - rozlega się potworny krzyk.

    ***

    "Pyszna królowo!" - odzywa się mężczyzna z szeregu - "Nazywam się Godfryd!"
    "Godfryd!?" - szepcze kobieta.
    "Ten, któremu odebrałaś życie i rodzinę! Niech się stanie kara!" - krzyczy.

    ***

    Nie... Proszę, nie podchodź!
    Błagam, nie!
    Miecz... Trzyma miecz! Kieruje go w me serce...
    Nie mogę się ruszyć! Z mego serca leje się krew! To tak boli!

    ***

    "Witaj, zaślepiona chciwością królowo!" - odzywają się dwaj mężczyźni - "Oto nadchodzi kara! Jesteśmy Denarius i Aurelius! Pozbawiłaś nas życia! Zamiast ludzi kochałaś pieniądze! Niech się stanie kara!"

    ***

    Krztuszę się! Krztuszę się... Pieniędzmi!
    Mam dość! Nie mogę... Upadam...
    Niech mnie ktoś uratuje, błagam!!!

    ***

    Wtem z szeregu wyszła dwójka mężczyzn.
    "W końcu się spotykamy, nieczysta kobieto! Przyjmij karę od gniewnych Imperatorów! Odebrałaś nam to, co najcenniejsze! Niech się stanie kara!" - krzyczą.

    ***

    Nie... Co za tortura!
    Wycinają mi język! Nie mogę nic zrobić!
    To tak strasznie boli! Nie mam już nawet łez, by płakać!

    ***

    Wtem z tłumu rozwścieczonych, przesiąkniętych krwią ludzi wynurza się piękna kobieta trzymająca w ręku pozłacany diadem.
    "Spójrz, jaki cudowny diadem trzymam w mej prawej ręce, zazdrośnico! Jestem Aemulor! Niech się stanie kara!" - krzyczy.

    ***

    Aemulor... Nie sądziłam, że...
    Nakłada na mą głowę diadem...
    On... On tak bardzo parzy! Chcę go zdjąć, nie mogę!
    On jest taki piękny, ale... Nie chcę go mieć!
    Nie mogę go zdjąć!
    Palę się, palę!

    ***

    Kiedy Zenas pozbyła się ze swej głowy diademu, dało się słyszeć ryk wściekłych ludzi. Mówili oni wspólnym głosem.
    "To my, uczestnicy niebiańskiej uczty! Zenas! Niech się stanie kara! Zasiądź z nami przy stole! Dziś Ty będziesz głównym daniem!" - rozbrzmiał ryk.
    Nagle setki ludzi zaczęły pędzić w kierunku Zenas. Syczeli oni ze wściekłości, a w rękach trzymali narzędzia zbrodni - topory, miecze i włócznie.
    Zaczęli oni kłuć ciało królowej, tak że ta upadła.
    "Ona zasługuje na..." - krzyknęli jednym głosem.
    Kiedy pierwszy z nich podnosił miecz, by przeciąć jej głowę, zawył potężny głos.
    "Wybawienie!" - dało się słyszeć.

    ***

    Ciemność... Ciemność znika...
    Przetrwałam... Wszystko sobie przypomniałam...
    Spłonęłam... Nie udało mi się zdobyć szczytu...
    Nie pojednałam się ze swą siostrą...
    Ale teraz mogę dostrzec, że...
    Ciemność już całkowicie się rozproszyła, widzę światło!
    Siostro, gdzie jesteś!?
    Czy wylądowałam w piekle?!
    Cóż to za mistyczne lustro pojawiło się na samym środku?
    Podejdę.

    ***

    Kobieta o fioletowych podeszła do lustra znajdującego się na samym środku szczytu tajemniczej góry. Lustro to było od niej tysiąc razy większe. Przewyższało ją nie tylko w wielkości, ale i w pięknie, bowiem przyozdobione było rzeźbami przedstawiającymi pierwszą wojnę bogów, kobietę taplającą się w pieniądzach, grono pielgrzymów i wiele innych. Całe zwierciadło wyginało się, zaś obraz wciąż się zniekształcał. Kiedy podeszła do niego i ujrzała swą twarz, włosy jej zmieniły odcień na żółty, a lustro powiększyło się tak, że objęło ją w całości, po czym cały świat zaczął wirować. W lustrze nie widziała już swego odbicia. Zauważała w nim natomiast, że ktoś z oddali nadchodzi.

    ***

    Siostro? Siostro, czy to Ty nadchodzisz!?
    Nie... Poznaję tę twarz... To moja przyjaciółka!
    To ona! Tak, to ona!
    Siostro!? A gdzie Ty jesteś!?
  • Pokuta IX
    "Redemptio!"
    45 pierwszych zgłoszeń

    Tak bardzo za nią tęskniłam...
    I nadal tęsknię...
    Nie mogłam z tym wszystkim się pogodzić. Powstałam z martwych.
    Wyruszyłam, by ją odnaleźć. I odnalazłam...
    Tu na szczycie wielkiej góry Redemptio zadzieje się rzecz niezwykła.
    Oto siostra ma wyruszyła w wielką wędrówkę, by się ze mną spotkać i pojednać!
    Oto teraz widzę ją. To była ona, jak mogłam jej nie poznać!?
    Niech błogosławieństwo wielkiej Ancelloan zstąpi na lustro odkupienia!
    Czas ukazać swe prawdziwe oblicze!

    ***

    "Musimy uciekać!" - krzyknął najstarszy kapłan.
    "Senexie! Uważaj!" - zawył ktoś.
    Nagle kamienny sufit runął na starca, tak że ten przewalił się i nie było już po nim żadnego śladu.
    "Wynośmy się stąd czym prędzej!" - rozległ się głos.
    "Proszę, proszę..." - rzekł wpatrujący się w nieżywą kobietę zielonowłosy kapłan.

    ***

    Kobieta o pszenicznych włosach podeszła do lustra i zaczęła wpatrywać się w swe odbicie. W tej samej chwili z drugiej strony fioletowowłosa kobieta również patrzyła w lustro.
    "Kto śmie oglądać się we mnie?" - wydobył się głos z lustra.
    "Zenas!" - odpowiedziała kobieta o fioletowych włosach.
    "Erenia!" - odpowiedziała kobieta o złotych włosach.

    ***

    Erenia!? Zaraz! Przecież to... Jak to możliwe!?
    Ono... Ono mnie pochłania!
    Dzieje się coś dziwnego! Tam była moja przyjaciółka!
    Siostro!? Przyjaciółko!? Czy wy...
    Widziałam ją po drugiej stronie lustra! To nie była moja siostra!
    A raczej w odbiciu... Przecież ja nie mam włosów w kolorze pszenicy!
    To nie byłam ja! Jak to możliwe!?
    Ach, moje ręce stają się nienaturalnie długie!
    Co się dzieje!? Wszystko zostało zakrzywione!
    Widzę jakiś obraz...
    Widzę, widzę... Nie wierzę!
    Powstałaś z martwych, by mnie znaleźć!!!
    To byłaś Ty! Jak mogłam Cię nie poznać!?

    ***

    Mistyczne lustro pochłonęło również drugą kobietę. Naraz obie kobiety znalazły się na tej samej wysokości i wyciągnęły do siebie ręce.


    ***

    "Zenas... Moja najukochańsza siostro!" - krzyczę.

    ***

    "Erenio... Moja najukochańsza siostro!" - krzyczę.

    ***

    "Zenas! Chwyć mą rękę i złączmy się na wieki!" - podaję rękę siostrze.

    ***

    Wtem lustro rozpołowiło się na dwie równe części, tak że jedna strona zwierciadła spoglądała na drugą, odbicie drugiej na odbicie pierwszej, a kolejne szły za śladami poprzednich - i tak w nieskończoność. Kiedy odbicia chłonęły kolejne odbicia, nagle na ziemię runęła kobieta o włosach fioletowo-złotych. Twarz tej kobiety promieniała z radości, ale też kipiała ze wściekłości. Jedna połowa jej ciała była przyodziana w białą szatę, zaś druga - czarną. Odbicia zaczęły pochłaniać widok kobiety. Połowa pierwszego lustra ukazywała gniewną kobietę o fioletowych włosach, zaś druga - rozpromienioną kobietę o pszenicznych włosach. Kiedy dwie połówki zwierciadła zauważyły, że przedstawiają kompletnie inne wizerunki tej samej kobiety, zaczęły pękać, a ciało kobiety zaczęło rozdzielać się na dwie części.

    ***

    "Ludzie, spójrzcie na niebo! Gwiazdy... Gwiazdy wirują!" - krzyknął jeden z wieśniaków.
    Wszystkie gwiazdy wirowały po niebie, jakby za chwilę miały wybuchnąć. Żadna z nich jednak nie zderzała się z inną. Naraz wyłoniły się z nich dwie olbrzymie, które pochłaniały jasność z pozostałych. Choć wielkością były one takie same, to kolor miały zupełnie inny. Z jednej z nich emanowała ciemność tak głęboka, że absorbowała światłość mieniąca się z drugiej. Druga wyciągała z pierwszej ciemność, tak że obie zaczęły zamieniać się kolorami.

    ***

    "Dobro i zło - dwie nierozerwalne ze sobą siostry! Jedność jedności! Niechże zamienią się miejscami!" - rozległ się głos.

    ***

    "To... To niemożliwe..." - szepnął zielonowłosy kapłan.
    Zebrani ludzie nie mogli uwierzyć w to, co widzieli. Dwie olbrzymie gwiazdy migotały w różnych kolorach. W pewnej chwili złączyły się ze sobą, a powstały twór pulsował ciemnością i światłością.

    ***

    "Siostro Zenas!" - mówię.

    ***

    "Siostro Erenio!" - mówię.

    ***

    "Ma najukochańsza siostro! Stańmy się jednością! Przyjmij na swe barki mą duszę! Niech się stanie światłość!" - wołam.

    ***

    "Ma najukochańsza siostro! Stańmy się jednością! Przyjmij na swe barki mą duszę! Niech się stanie ciemność!" - wołam.

    ***

    "Ogień i woda - dwaj wrogowie! Światłość i mrok - dwaj wrogowie! Miłość i nienawiść - dwaj wrogowie!" - wydobywa się z lustra głos - "Niechże miłość złączy się z nienawiścią, a światłość z mrokiem! Niechże dwa przeciwne byty zamienią się miejscami! Oto jest warunek pojednania!".

    ***

    Kobieta o pszenicznych włosach w białej szacie podała swoją dłoń kobiecie o fioletowych włosach w czarnej szacie. Kiedy ich dłonie złączyły się, lustro rozpadło się na kawałki, a z kobiet zaczęły emanować światłość i ciemność. Fioletowe włosy kobiety przyoblekły złoty kolor, a biała szata drugiej kobiety przygarnęła ciemność. Obie kobiety jakby zamieniły się miejscami. Zenas stała się Erenią, a Erenia stała się Zenas.

    "Obie jesteście takie same! Nic już Was nie różni!" - dało się słyszeć.

    ***

    Kaplan o zielonych włosach biegnie przez lasy, trzymając w ręku nieżywą kobietę.
    "Zabiorę Cię... Zabiorę Cię tam, gdzie już nikt Cię nie skrzywdzi!" - łkał.
    Wtem przed swymi oczyma zauważył wielkie płaty kwiatu, które wzbijały się aż do niebios. Z całej krainy tylko one pozostały nietknięte.
    Nie namyślając się długo, ruszył do wnętrza wielkiego kwiatu, wciąż łkając.


    ***

    "O, siostro! Jestem Tobą, a Ty jesteś mną! Żyjmy w miłości na wieki!" - krzyknęły obie kobiety.
    Niespodziewanie jednak jakaś nieznana siła rozdzieliła obie kobiety. Była to ludzka tęsknota.

    ***

    "Kochałem Cię!" - krzyczał młody kapłan - "A Erenia mi Cię zabrała! Byłaś zaślepiona wyłącznie nią! To niesprawiedliwe!"
    Młody kapłan położył kobietę w piżamie na samym dnie gigantycznego kwiatu. W jej dłoni włożył przedmiot, który jeszcze niedawno pokazywał kapłanom. Iskrzyło się z niego światło tak silne, że kapłan musiał zmrużyć oczy.
    Mistyczne światło przywabiło owcę, która położyła się koło kobiety i zasnęła przy niej.

    ***

    "Siostro! Jakaś nieznana siła nas rozdziela!" - krzyczy Erenia - "Bądź mną, a ja będę Tobą! Nikt nigdy już nas nie rozdzieli!".
    "Siostro! Będę Tobą, a Ty bądź mną! Któż chce nas rozdzielić? Złączmy się ze sobą na wieki! - odpowiada jej Zenas.
    W ostatniej chwili Erenii i Zenas udało się chwycić za dłonie. Choć nieznana siła próbowała je rozdzielić, nie udawało jej się to.

    ***

    Kochałem Cię, Zenas! I nadal kocham!
    Zostawiłaś mnie w pogoni za siostrą! Złączyłaś się z nią, ale nie ze mną! Pewnie nawet mnie nie pamiętasz!
    Czerwone serce duchem wzlatuje nad Twoim ciałem! Świat zaznał spokoju!
    Pojednałaś się z nią! Złączyłaś się z nią!
    Przeklinam Cię, świecie, za niesprawiedliwość!
    Przez całe życie byłem czysty i praworządny!
    A teraz... Teraz jestem wściekły!
    Zenas! Zrobię wszystko, byś sobie o mnie przypomniała!
    Nawet jeśli będę musiał skłócić Cię z Erenią!
    Twoje włosy... Twoje włosy utraciły fioletowy błysk!
    Ach, kogóż widzę przed oczyma!? Jest to Zenas czy Erenia?
    Proroctwo dwóch sióstr zostało dopełnione!
    Zenas! Przesiąkasz światłością!
    Erenio! Przesiąkasz ciemnością!
    Dlaczego? Któż tak postanowił!?

    ***

    W czasie, gdy kapłan opłakiwał nieżywą kobietę, olbrzymie gwiazdy złączyły się i zniknęły, a niebo przybrało dawne barwy. Po chwili z zachodu do uszu ludzi dobiegł potworny ryk.
    "Grrrruuuuuuuum!!!" - dało się słyszeć.
    "Ludzie! Ludzie, radujcie się! Najwyższa wieża runęła! Niech będzie chwała Erenii! Niech będzie chwała Zenas! Dwie siostry pojednały się na wieki!" - rozległ się radosny krzyk ludzi.
    "Świat uratowany!" - krzyczeli inni.

    ***

    "O, Zenas!" - w dalszym toku łkał młody kapłan - "Chwyć do ręki ten bursztyn! Emanuje on mrokiem! Tak, mrokiem! Niechże Twa dusza wróci i przypomni sobie o ludzkim świecie! Nie chcę Cię stracić!".
    Wijący się z rozpaczy kapłan włożył do ręki nieżywej kobiety bursztyn przesiąknięty mrokiem. Choć emanował on głęboką ciemnością, mieniąca się w drugiej ręce światłość iskrzyła o wiele intensywniej.
    Kapłan usiadł obok jej ciała i rozpalił ognisko.
    "Zostanę tu z Tobą... Na wieki!" - rzekł.
    W tej samej chwili nad głową nieżywej kobiety i przelatującym sercem wzleciało mistyczne stworzenie, które kąpało się w blasku mistycznego światła. Stworzenie to upajało się widokiem nieżywej kobiety i piszczało ze szczęścia.

    ***

    "Zenas! Spoczywaj w pokoju! Nadszedł czas na to, bym to teraz ja przyoblekł płaszcz i wyruszył w podróż! Przeklinam Cię, Erenio, że odebrałaś mi ją! Zenas i Erenio! Skłocę Was ze sobą!" - rzekł ze wściekłością zielonowłosy kapłan.

    ***

    "Oto teraz, gdy Zenas stała się Erenią, a Erenia Zenas, warunek został spełniony! Zenas zaznała odkupienia!" - zabrzmiał melodyjny śpiew.

    ***

    "Siostro, kocham Cię! Nigdy Cię nie opuszczę!" - powiedziała Erenia w diabelskiej postaci.
    "Siostro, kocham Cię! Nigdy Cię nie opuszczę!" - powiedziała Zenas w anielskiej postaci.

    ***

    Tymczasem u podnóża wielkiej góry Redemptio tłum pielgrzymów przysłuchiwał się siedzącemu na skale mężczyźnie.
    "... nie każdy bowiem ma w sobie tyle wiary, nadziei i miłości, by oddać swe życie..." - ze spokojem prawił mężczyzna - "Za drugiego człowieka. Zaprawdę powiadam Wam, droga ku koronie jest usłana cierniami, spójrzcie tylko na wspinających się braci!" - gdy to powiedział, kolejny mężczyzna spadł z wielkim krzykiem w ogromną przepaść.
    "Ona to bowiem wyruszyła w wielką tułaczkę, mając przy sobie jedynie pajdę chleba i bukłak wody. Zaufała losowi, nie poddała, a koniec końców udało jej się wejść na sam szczyt." - po czym wskazał palcem na miejsce znajdujące się ponad chmurami.
    "Mistrzu-nauczycielu, a co się stało z Zenas?" - zapytał pielgrzym.
    "Poenitensie, kiedy Ty wreszcie zaczniesz mnie słuchać?" - odpowiedział mu z uśmiechem - "Wszak właśnie o niej teraz mówię! Bracia i siostry, posłuchajcie opowieści o wielkiej Zenas, która przyoblekła płaszcz pokuty!"



    Pytania:

    1. Na czym polegał osąd duszy Zenas? Jakie dokładnie kary otrzymała?
    2. Kto nieustannie przypatrywał się i najdotkliwiej odczuwał czyny Zenas za jej panowania?
    2. Dlaczego na szczycie wielkiej góry Redemptio Zenas zaczęła emanować światłością, a Erenia - ciemnością?