Pokuta VIII: "Moriemini!"

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Kontynuując jej przeglądanie, zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

  • Pokuta VIII: "Moriemini!"

    Pokuta VIII
    "Moriemini!"
    60 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas



    Za panowania prawego Słońca zjednoczone królestwo przesiąkało dobrem i miłością. Ludzie nie toczyli wojen, a żyli ze sobą w wierze, nadziei i miłości, bowiem cnoty te stanowiły fundament istnienia samych bogów. W przeciwieństwie do swych skończonych potomków - ludzi - bogowie byli pysznymi stworzeniami. Pożądali oni uwielbienia i chwały, stale konkurując ze sobą, tak że wielu z nich na przestrzeni dziejów wyginęło. Niestety, chorobliwe ambicje i pycha zaszczepione zostały również w sercach króla Słońca, jak i jego syna - księcia Księżyca. Początkowo Księżyc gniewał się na swego ojca, gdyż ten od długiego czasu przetrzymywał jego miecz. Drobna utarczka prędko przemieniła się w zaciekły konflikt. W oczach fałszywego dziecka niegdyś sprawiedliwego władcy zaczęły iskrzyć się promyki żądzy władzy. Wielka wojna pochłonęła wiele istnień i zapewne złe siły ogarnęłyby niebawem i cały świat, gdyby nie heroiczne poświęcenie żony Słońca.
    W nieopisanej rozpaczy chwyciła ona płomienny miecz swego męża, a także lodowatą włócznię swego syna, po czym ustaliła cztery kierunki świata, jak i przyniosła odnowę ludzkim ziemiom. Ostatnie swe tchnienie skierowała do swej umiłowanej córki - Erenii - błagając ją, by doprowadziła wszelakie dobre stworzenia ku światłości. Erenia spełniła wolę swojej matki, tworząc wspaniałe królestwo na wschodzie. Siostra, którą bardzo kochała, i z którą chciała od wielu lat pojednać się, sfałszowała ojcowski testament i zjednoczyła ludy morderców, kłamców i oszustów, a następnie udała się z nimi na zachód, gdzie też pośród bezkresnego pustkowia nadała podwaliny pierwszemu miastu zachodniego królestwa - Cormalum. Wielka mapa świata została wówczas przepołowiona na dwie nierówne części.
    Wspaniałe królestwo Słońca nie tylko obfitowało w cnoty nadające życiu sens. To pierwotne królestwo świata przeszło do historii jako ośrodek niesamowitych dokonań i zasług ludzkich. Zakryci jedynie listkiem figowym przez bogów pierwsi ludzie prędko wykształcili w sobie różnorakie talenty, przez co niektórzy potrafili pięknie śpiewać, inni pisać opowieści poruszające serca i wyzwalające łzy z oczu, zaś jeszcze inni tworzyli wspaniałe budowle, tak by zostawić po sobie ślad dla przyszłych pokoleń. I tak oto w bezkresnym królestwie Amor Regnum powstało siedem cudów świata, które uwielbiane były dopóty dopóki potężne królestwo nie rozpołowiło się na pół.
    Na środku świata starożytni budowniczowie postawili złoty posąg Pierwszego Stworzyciela. Jego serce płonęło żywym ogniem, zaś z oczu nieustannie lały się łzy. Posąg ten bowiem sam w sobie zawierał skupienie myśli, uczuć i cnót, dzięki którym dokonywać można boskich rzeczy na podobieństwo Pierwszego Stworzyciela.
    Drogę żeglarzom pokazywała wielka latarnia położona nad miastem Foros, która nigdy nie przestawała świecić. Ta wielka budowla niejednokrotnie naprowadzała również na właściwy cel zbłąkane dusze ludzkie wciąż stąpające po ziemi.
    Stolica Gloria okryta była cudownymi ogrodami wyrastającymi z ziemi, a przypominającymi o darach natury.
    Ziemie, na których znajdowały się wszystkie cuda świata, przejęła okrutna Zenas. Choć ta mściwa kobieta niszczyła niemal wszystko, co wpadło jej w ręce, to cuda świata postanowiła zachować nietknięte z szacunku dla zmarłego ojca. Większość tych zaszczytnych budowli i tak została nadgryziona zębem czasu, ale za jej panowania nienaruszone pozostały latarnia nad miastem Foros, posąg Pierwszego Stworzyciela, Akademia Mądrości, Cytadela Słońca i wieża Akamet.
    Po wielu niesprawiedliwych latach panowania Zenas nadszedł w końcu czas buntu. Czterech Imperatorów wraz z ludźmi zbuntowali się przeciwko tyranii królowej i najechali na niesławną stolicę Cormalum, zajmując pałac. Zenas jednak nie znaleźli, gdyż ta przyoblekła czarny płaszcz i uciekła ze swego miasta na sam wschód.
    Po ucieczce gniewnej królowej wszyscy mieszkańcy cieszyli się i wystawiali wielkie uczty. Tylko Imperatorzy chodzili z posępnymi minami, gdyż nie udało im się osiągnąć najważniejszego celu, jakim było zabicie królowej.
    Los chciał, że nie wszystkie cuda świata zostały zniszczone po najeździe. Wśród nich pozostało kilka nienaruszonych, takich jak Akademia Mądrości, latarnia położona nad miastem Foros i wieża Akamet. W niedługim czasie mieszkańcom nowej stolicy udało się odnowić Pomnik Stworzyciela, który został w czasie najazdu zniszczony.
    Choć zdobyta stolica przybrała nazwę Corbonum, co oznacza Serce Dobra, to nawiedzające niegdyś serce Zenas złe moce nie opuściły tego miejsca.
    "Nasz generał postradał zmysły, Inersie." - rzekł jeden z Imperatorów w pałacowej komnacie.
    "Do diaska! Powinniśmy czym prędzej wynosić się z tej stolicy, bo... to chyba jakieś przekleństwo!" - wysyczał Imperator Superbus.
    Wtem drzwi do komnaty otworzyły się z hukiem i wszedł do nich Imperator w pozłacanej zbroi, na której zawieszonych było wiele odznak.
    "O czym tak rozmawiacie, Panowie?" - popatrzył się podejrzliwie przybyły.
    Mężczyźni nieco zawahali się z odpowiedzią, ale po kilku sekundach jeden z nich zabrał głos.
    "Generale, zdajemy sobie sprawę z tego, że poprowadził Pan wojska, a dzięki Pana strategii odnieśliśmy zwycięstwo. Ale proszę pamiętać, że rangą jesteśmy tu wszyscy równi!" - powiedział.
    Generał przymrużył wściekle oczy, po czym spojrzał na drugiego.
    "A ty co powiesz, Inersie?" - rzekł przez zęby.
    "Nie będę ukrywał, władza należy się nam wszystkim! Nie możemy ponownie dopuścić do tego, co było za panowania Zenas!" - krzyknął.
    "Haha, to mnie rozbawiliście! Zapominacie, na czym polega monarchia, moi drodzy!" - zaśmiał się.
    "Nie zapomnieliśmy... Władza należy się mnie!" - wykrzyczał Superbus.
    "Dzięki mnie nasi żołnierze nie umarli z głosu! To ja powinienem być królem!" - poniósł się głos drugiego, tym razem Inersa.
    Niestety, odejście mściwej królowej nie oczyściło krainy z krwi poległych, jak i z grzechów, które zakorzeniły się w niej tak głęboko, że wkrótce opętały i serca pragnących zemsty Imperatorów. Wystarczyło tylko kilka dni, by generał Surrexerunt porzucił dawne idee i wkroczył na drogę postępowania okrutnej władczyni.
    Czy była to wina niespełnionej przepowiedni? Zapewne tak, gdyż najwyższa wieża wciąż była cała. Osiadł w niej sam Surrexerunt, który wyjaśniał, że proroctwo to brednie, a z wieży wypatrywać może miejsca, w którym znajduje się królowa.
    Wieść o ucieczce królowej szybko rozprzestrzeniła się po całym zachodnim lądzie. Generał, który niedługo sam nałożył na swą głowę koronę, zarządził zakaz wspominana o imieniu dawnej władczyni pod pretekstem kary śmierci. Potajemnie szykował on również wojsko, by udać się wraz z nim na wschód i nie tylko znaleźć i zabić poszukiwaną królową, ale też splądrować wschodnie ziemie. Pozostałym Imperatorom bardzo się to nie podobało, ale byli całkowicie bezsilni, bowiem większość dworu popierała generała-króla.
    Jedynie sam Surrexerunt wiedział, kto pomógł Zenas wydostać się z pałacu. Był to Kamil, jeden z żołnierzy, który dostał od jednego z zielonowłosych kapłanów wysoką łapówkę za ochronę królowej. Choć w przeszłości Zenas wyrządziła jemu i jego rodzinie wiele szkód, był on człowiekiem przyziemnym, dla którego liczyły się dobra materialne. Kapłana jednak nie znaleziono. Podejrzewano, że zdołał uciec z miasta podziemnymi tunelami jeszcze przed najazdem, ale nie było na to jakichkolwiek dowodów, ponieważ nie pozostał po nim żaden ślad.
    W końcu nadszedł dzień, w którym wojska wraz z generałem na czele, jak i pozostałymi Imperatorami miały ruszyć na wschód w poszukiwaniu królowej i ograbieniu wschodnich ziem. W dniu tym również za namową kapłanów generał nakazał zburzyć najwyższą wieżę, gdyż w królestwie zaczęło brakować wody, a siły natury nie były przychylne ludziom. W czasie, gdy przed pałacem Imperatorzy formowali szereg, a ludzie wiwatowali, generał Surrexerunt wszedł do lochów i kierował się w stronę celi, w której znajdował się zdrajca narodowy - Kamil.
    "Mów, gdzie ona jest!" - ryknął generał.
    Były żołnierz popatrzył na niego i nie przestawał się uśmiechać. Nic nie odpowiedział.
    "Mów, bo Cię zabiję!" - poniósł się głos.
    Kamil wstał i rozprostował kości. Spojrzał w oczy generałowi, po czym rzekł:
    "I co z tego, że mnie zabijesz? I tak kiedyś umrę. Nie wiem, gdzie ona jest. Ale wiem jedno. Nawet jeśli uda Wam się zniszczyć najwyższą wieże, nie przywrócicie pokoju dla zachodnich ziem. Nawet jeśli zabijecie ją... Będzie tylko gorzej."
    Generał kipiał ze złości. Otworzył bramę celi, wszedł do niej i spoliczkował jeńca, tak że z jego oczu zaczęła cieknąć krew.
    "Pójdziesz z nami. Obiecuję Ci, że zginiesz w takich samych męczarniach, co ona!" - rzekł.
    Tymczasem na powierzchni ludzie robili co tylko mogli, by przewalić wieżę z proroctwa. Nie udawało im się to jednak. Kiedy Surrexerunt dowiedział się o tym, wściekł się i zaczął przeklinać Zenas.
    "Zabijemy ją, a wraz z jej śmiercią ta wieża runie i proroctwo się spełni!" - szepnął.
    Słowa te usłyszał Kamil.
    "Obłudnicy... Nie uda Wam się przewalić tej wieży i dopełnić proroctwa... Nawet jeśli ona umrze..." - odpowiedział.
    Generał nie usłyszał jego słów. Wpatrywał się w stronę wschodzącego sierpa księżyca. Drżał ze złości.
    Corbonum...
    Jesteś przeciwieństwem Cormalum!
    Dlaczego więc podążasz za swą nieczystą matką?
    Wszak miałeś być rajskim miastem z proroctwa!
    Kto lub co przewalić może wieżę niezgody?
    Czy dopełni to śmierć zmierzającej na wschód kobiety?
    Ludzkości!
    Zaślepiona własnymi żądzami i przekonaniami!
    Nieznająca litości i współczucia!
    Tak bardzo błądzisz...
    Cormalum i Corbonum!
    Nic Was nie różni!
  • Pokuta VIII
    "Moriemini!"
    60 pierwszych zgłoszeń

    Pokuta królowej Zenas

    Od kilku tygodni na zachodnich i wschodnich ziemiach zaczynają gromadzić się czarne chmury. Roślinność wymiera, a zwierzęta chowają się w najróżniejszych zakamarkach. Wiatr szaleje, a wody zbierają i zalewają miasta. Ludzie żyją w strachu. Mówią, że świat się kończy.
    W tych najgorszych chwilach wszyscy złoczyńcy zostali wyswobodzeni z więzień. Wszystkie cele pozostały puste, oprócz jednej. To właśnie w niej znajdują się okrutna królowa zachodnich ziem - Zenas - i były żołnierz, który pomógł jej uciec.

    ***


    Ja... Jestem Zenas.
    Jestem... Byłam... Królową zachodniego lądu.
    Siedziałam na tronie w stolicy Cormalum.
    Byłam okrutnym człowiekiem... A może nadal jestem?
    Nie pamiętam, jak wygląda świat. Czy on nadal istnieje?
    Jestem w tej celi od kilku tygodni. Straciłam wszystko, co dla mnie ważne, a po śmierci...
    A po śmierci stracę zupełnie wszystko!
    Pokuta... Na nic zdało się to wszystko...
    Siostro... Już za późno.
    Wołałaś mnie. Posłuchałam.
    Ale nie wytrwałam. Nie udało mi się. Nie każda historia kończy się dobrze.
    Kamil mówił, że niedługo po nas przyjdą...
    Żądni krwi... Nieznający litości... Imperatorzy...
    Nie dziwię im się. Sama jej nie znałam.
    "Kamil?" - szepczę.
    "Hm?" - mruczy.
    "Dlaczego śmierć jest tak bardzo straszna?" - pytam się.
    Uśmiecha się. Co jak co, ale po nim nie widać, by się jej bał.
    "Bo nigdy nie umiera." - mówi.
    Nienawidzę, jak odpowiada tymi swoimi półsłówkami...
    Wciąż nie wiem, kto pragnął, bym przeżyła i uciekła z pałacu...
    Nie wiem też, co stało się z moją najukochańszą przyjaciółką...
    Mówi, że to jeszcze nie czas, bym wiedziała...
    Kiedy się tego dowiem, do diabła!? Po śmierci?!!!
    Płaczę.

    ***

    Przed zagarnięciem Zenas i Kamila okrutny generał Surrexerunt wraz z pozostałymi Imperatorami, jak i uformowaną armią najechali na wschodnie ziemie i palili wioski i miasta. Płomienie tlą się do dzisiaj. Przyroda zbuntowała się przeciwko ludzkości. Ziemie przesiąkają krwią niewinnych ludzi. Wszyscy oczekują na śmierć okrutnej królowej, wierząc, że przyniesie to odnowę świata i dawno wyczekiwany pokój. Przez trzęsienia ziemi budynki burzą się, a góry kruszeją.

    ***

    "Kamil, ja nie chcę umierać!" - płaczę.
    "A kto chce?" - odpowiada - "Nie ma na świecie siły silniejszej od śmierci, nawet jeśli..."
    Co to za łomot!? Słyszę jakieś głosy... Ktoś... nadchodzi!
    "Nadszedł czas..." - szepcze.
    Z oddali ktoś się zbliża. Widzę płomienie!
    "Wstawać!" - rozlega się krzyk - "I bez sprzeciwów!"
    Ktoś wszedł do celi i łapie mnie za ramię!
    "Kamil!" - krzyczę.
    Nic nie widzę. Oni... Ktoś zawiązał mi oczy! Nie mogę nawet ruszyć rękoma, zakuli mnie! Ach!
    "Szybciej, królewska poczwaro!" - popycha mnie nieznajomy.
    Drżę ze strachu. Nigdy tak się nie czułam... W reku wciąż ściskam chustę od mej przyjaciółki... Jest przesiąknięta moimi i jej łzami... Ona... Ona już chyba nie żyje! Ale z częścią jej duszy nie ulęknę się! Siostro, dopomóż mi!

    ***

    Nadszedł dzień wyroku Zenas i Kamila. Wedle nakazu generała egzekucja ma zostać przeprowadzona w jednym z najokrutniejszych miejsc na świecie. W miejscu, w którym płomienie nigdy nie gasną, a błąkają się dusze morderców, kłamców i oszustów. W czasach, kiedy Słońca jeszcze nie było na świecie, mordowani tam byli ludzie, którzy za swego życia dopuścili się nieopisanych okrucieństw. Dziś w tym pokrętnym labiryncie okrucieństw i cierpienia osądzona ma zostać królowa, która zabiła tysiące ludzi, by spełnić swoje zachcianki. Królowa nie miała już na sobie podartego płaszcza, a starą piżamę. Wraz z nią osądzony ma również zostać zdrajca narodowy, który pomógł jej uciec. Ludzie gromadzą się tłumnie w tym miejscu i wyczekują na nadejście poszukiwanej od dawien dawna kobiety.

    ***

    "Kamil... Dziękuję Ci za wszystko..." - szepczę.
    "To nie mnie powinnaś dziękować." - mówi.
    "A komu!?" - dziwię się.
    Nie odpowiedział. Przynajmniej ja nic nie usłyszałam. Nie widzę nic, nie wiem nawet, czy się uśmiechnął, jak to robił w zwyczaju...
    "Cisza!" - krzyczy człowiek przed nami.
    Ach, chyba wyszliśmy na zewnątrz! Widzę, jak jasność przebija się przez chustę, którą mam na oczach...
    "Królowa zachodnich ziem! Zenas!" - rozlega się krzyk.
    "Potwór! Zabić ją! Tfu!" - słyszę.
    Upadam. Ktoś mnie popchnął.
    Plują mi w twarz. Chłoszczą. Czuję, jak z oczu coś mi cieknie... Czy to łzy, czy krew?
    "Witaj, Wasza wysokość!" - mówią.
    Upadam na ziemię. Biją mnie.
    "Kto z nas Cię uderzył?!" - śmieją się - "Zgaduj!"
    Powoli wstaję. Wszystko mnie boli. Czuję na twarzy coś delikatnego.
    "Tak mi Ciebie żal! Nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie są tak okropni!" - słyszę.
    "Brać ją, brać ją! Zdrajczyni!" - rozlega się krzyk.
    To była jakaś kobieta... Otarła mą twarz z łez i krwi... O, siostro! Ten świat nie przesiąkł do końca złem! Proszę, uratuj go raz jeszcze!

    ***

    Zenas jest bita, poniewierana, pluta i popychana przez ludzi. Okropny to widok. Ludzie szydzą się z niej i wyśmiewają ją. Tylko nieliczni protestują i płaczą. Ich głosy jednak nie są w stanie przebić się przez ryki wściekłych ludzi. Nie ma już dla niej żadnej nadziei. Znienawidzona królowa wraz z Kamilem są prowadzeni przez labirynt, w którym płomienie nigdy nie gasną, a królują cierpienie i okrucieństwo. Prowadzą ich na sam jego środek, gdzie też czekają Imperatorzy. Nie wyglądają na zadowolonych. Jedynie generał Surrexerunt cieszy się i poleruje swój miecz.
    "Idą! Spójrzcie tylko na nią! Nasza wspaniała królowa! Spójrzcie, jak jest bita, nie daje rady! Mwahaha!" - krzyczy.
    Pozostali Imperatorzy z przymrużeniem wpatrują się w nadchodzących ludzi. Większą uwagę kierują na generała, który całkowicie oszalał.
    "Surrexeruncie." - mówi jeden z nich - "To się nigdy nie skończy..."
    "Superbusie, czy chcesz do nich dołączyć?" - gniewnie odpowiada mu generał.
    Ten jednak nic już nie mówi, a stoi i nie przestaje wpatrywać się w niebo.

    ***

    "Zakuć ją!" - słyszę.
    Poznaję... Poznaję ten głos... To... To on!
    "Witaj, nasza wspaniała królowo!" - mówi Surrexerunt.
    "Zabić, zabić ją!" - rozlega się głos.
    Nic nie widzę. Panicznie się boje. Moje serce drży ze strachu.
    Przykuwają mnie do jakiegoś pnia... Czuję ogromny gorąc. Bardzo boli mnie głowa.
    "Panie i panowie, żony i mężowie! Oto przed Wami klęczy przykuta do pnia wszechmocna królowa zachodnich ziem! Co mam z nią zrobić!?" - rozlega się głos generała.
    "Zabij, zabij ją!" - krzyczą ludzie.
    "Nie... Zrobię coś gorszego..." - śmieje się.

    ***

    Generał wyciąga jakąś ciecz i zaczyna smarować nią królową. Ta wyje z bólu. Wszyscy ludzie z osłupieniem patrzą na to widowisko, ale nie protestują. Jeden Imperator miał już zainterweniować, ale drugi go powstrzymał. Oczy Surrexerunta kipią ze wściekłości. On chce ją podpalić.
    "Osądźmy zdrajcę narodowego!" - krzyczy.
    Generał powoli podchodzi do Kamila, po czym wyciąga swój miecz. Ludzie wiwatują.
    Kamil obraca głowę w kierunku Zenas. Otwiera usta.
    "Wy... Wy głupcy! Wieża, którą tak bardzo chcecie zniszczyć, nie runie, dopóki dwie siostry nie złączą się na wieki! Zenas... A... Amulet!" - szepcze.
    "Giń, zdrajco!" - syczy generał.
    Ludzie radują się. Serce Kamila zostało przeszyte mieczem, a on sam spowija się w bólu aż w końcu całkowicie zamiera. Przykuta kobieta wije się, a z jej oczu ciekną łzy.
    "Przyprowadzić ją!" - ryczy generał.
    Wtem żołnierze przyprowadzają kobietę o złocistych włosach z licznymi ranami na ciele i zawiązanymi oczyma. Na jej widok ludzie zamierają.
    "Ona nie może zginąć!" - krzyczą kapłani.
    "Niech idzie na śmierć wraz ze swoją przyjaciółką!" - rozlega się inny głos.

    ***

    Czy... Czy to ona?...
    Nie widzę jej, ale czuję... Czuję, że żyje!
    Czuję jej zapach!
    Chusteczka, którą wciąż trzymam w dłoni... Przesiąknięta łzami...
    Amulet, gdzie ja mam amulet!? Ach tak, na szyi! O, Kamilu!

    ***

    "Przypiąć ją do pnia i podpalić obie!" - krzyczy rozwścieczony generał.
    "Aaaaaa!!!" - rozlega się ryk ludzi, po czym wszyscy upadają.
    Wtem z nieba zaczęły rozchodzić się tajemnicze światła.
    "Spójrzcie na niebo! Gwiazdy płaczą i wybuchają!" - ktoś krzyczy.
    Wtem przez tłum przedziera się zielonowłosy mężczyzna w błękitnej szacie.
    "One nie mogą zginąć!!! Zenas!!!" - krzyczy, łkając.
    "Rozniecić ogień!" - śmieje się na cały głos generał.
    Płomienie rozchodzą się aż w końcu sięgają obie kobiety. Wyją przeraźliwie.
    Ziemia się trzęsie, a z nieba spadają gwiazdy. Całe niebo przyoblekło czerwoną szatę, jakby za chwilę miało całą planetę zanurzyć w płomieniach.
    "Głupcy! Niespełnione proroctwo dwóch sióstr! One muszą się złączyć, nie mogą zginąć!" - krzyczy zielonowłosy chłopak.

    ***

    Płonę.
    Umieram.
    Sekundy dzielą mnie od śmierci.
    Nie odnalazłam wielkiej góry Redemptio.
    Siostro, wybacz mi.
    Kajdany się stopiły.
    Wyciągam rękę. Muszę.
    Siostro.
    Chwyć ją i razem złączmy się na wieki.

    ***

    "Spójrzcie! Ich dłonie zmierzają ku sobie! One musiały się bardzo kochać!" - krzyczą ludzie.
    "Generale Surrexeruncie! Nie znasz miłości i współczucia!" - szepnął Superbus.
    Generał jednak tego nie usłyszał, gdyż leżał martwy na ziemi. Z jego ust ciekła piana, a całe ciało było sine.
    Kobieta o pszenicznych włosach również wyciągała swą dłoń w kierunku Zenas.
    "Za chwilę złączą się na wieki!" - pomyślał kapłan.
    Zabrakło sekundy, by ich dłonie złączyły się.
    Ludzkość uciekła, gdyż nie mogła znieść tego widoku.
    Imperatorzy popełnili samobójstwo.
    Płomienie zaczęły powoli wygasać.
    Na miejscu pozostał tylko zielonowłosy kapłan. Z jego oczu leją się łzy.
    Zauważa on, że z podarowanego przez przyjaciółkę podarunku również wciąż ciekną łzy.
    Z mistycznego jaja zaś, które trzymała w torbie nie mieni się już żaden blask.
    Jej ciało leży. Zupełnie martwe i pozbawione życia.
    W tej starej szacie, która została na nią nałożona w celi...
    Nie osiągnęła swego celu. Nie każda historia ma dobre zakończenie.
    Wiele budowli zostało zniszczonych. Na zachodzie tylko wieża z proroctwa wciąż pozostała nienaruszona.
    Ziemię nawiedzają trzęsienia ziemi, a lasy palą się.
    Gwiazdy opłakują śmierć pokutującej kobiety.
    Nad jej głową przelatuje mistyczne stworzenie.
    Wciąż ją opłakuje. Leją się z niego łzy.
    Przelatuje ono nad księżycem, który duchem wzlatuje nad jej ciałem.
    Kamil miał rację, śmierć nigdy nie umiera.
    Ona ją jednak oszukała.
    Dzięki Ci, Kamilu, że podarowałeś jej ten amulet.
    Księżyc ten będzie o niej zawsze przypominał.
    Nigdy nie udało jej się zdobyć szczytu Redemptio.
    Szczytu, który nie istnieje na ziemskim globie...



    Pytania:
    1. Jakie cuda świata pozostały nienaruszone po najeździe Imperatorów?
    2. Dlaczego ludziom nie udało się przewalić wieży z proroctwa?
    3. Dlaczego Cormalum i Corbonum nic nie różni?