Pokuta VII: "Ruń pod ciężarem win!"

This site uses cookies. By continuing to browse this site, you are agreeing to our Cookie Policy.

  • Pokuta VII: "Ruń pod ciężarem win!"

    Pokuta VII
    "Ruń pod ciężarem win!"
    60 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas

    Stolica Cormalum była jednym z największych miast na zachodnim lądzie. Górujący nad nią wielki pałac królowej Zenas stale napawał jej mieszkańców strachem i obrzydzeniem. Nad monstrualną budowlą wzbijały się ku niebu cztery wieże, z których na szczycie najwyższej znajdowała się komnata okrutnej władczyni. Wieżę tę dostrzec można było nawet z najdalszego zakątka wybrzeża. Stale przypominała ona ludziom o tyranii Zenas, ale też napawała nadzieją. Od nieznanego czasu bowiem po zachodnich, jak i wschodnich ziemiach krążyło proroctwo głoszące, iż nadejdzie taki dzień, kiedy córka króla Słońca zasiądzie na tronie i w pysze wybuduje sięgającą słońca wieżę, która kiedyś runie, aby dać początek nowym czasom. Choć Zenas potępiała przepowiednie, w tę akurat wierzyła. Kiedy Słońce okryty został żałobnym całunem, a na mapach pojawiła się czerwona linia rozdzielająca niegdyś wspaniały kontynent na dwie nierówne części, Zenas zarządziła wybudowanie wieży sięgającej aż do chmur, tak by mogła spoglądać na całe królestwo. Królowa była osobą niezwykle inteligentną i przebiegłą, ale wówczas nie zdawała sobie sprawy z tego, że dopełniła pierwszej części starodawnej przepowiedni.
    Do wielkiej komnaty prowadziło sześćset sześćdziesiąt sześć schodów. Leniwą królową, jak i i ciężkie klejnoty musiała wnosić na samą górę służba. Wieża ta została solidnie ugruntowana w ziemi, a także zabezpieczona przed destruktywną siłą natury, jak i innymi zagrożeniami mogącymi jej zaszkodzić. Żyjąca w obłudzie królowa panicznie bała się przepowiedni. Z biegiem czasu jednak pycha zaślepiła jej wszelkie zmysły, a gniew doszczętne wyniszczył cały dwór, tak że w pałacu nie pozostał nikt, oprócz niej. Pozostawiona samej sobie Zenas nie myślała już o kraju czy też swoich poddanych. Błąkała się po pałacowych korytarzach i krzyczała na cały głos, gdyż na swych rękach ciągle widziała krew, której nie była w stanie zmyć. Królowa popadała w obłęd.
    Po krwiożerczej uczcie miasto kompletnie opustoszało. Pozostali przy życiu mieszkańcy żyli w lęku i nie opuszczali swych domostw. Kiedy Matka Erenia z triumfem wybawiła świat i zmarła, zło zaczęło koncentrować się na zachodzie. Nad Cormalum zawisły czarne chmury, które wyrzucały w stronę pałacu przeraźliwie ogromne pioruny. Ludzie modlili się i błagali, aby wszystko, co złe, na dobre się skończyło. W sercu Zenas narodziło się ogromne poczucie winy. Kiedy dowiedziała się, że jej siostra zginęła, oddając życie za wszystkich ludzi, rozpłakała się, a jej łkanie dało się słyszeć w każdym zakątku zachodniego lądu.
    "Co się stało, co to za wycie, matko?" - rzekło dziecko, wskazując na pałac.
    "Dziecko, nie wychodź z domu i nie patrz na to przeklęte miejsce! Nadciąga straszna wichura!" - krzyknął ktoś z pobliskiego domu.
    W tym samym czasie miasto zadrżało. Brama miejska otworzyła się, a przez nią zaczęły przejeżdżać białe konie, do których przyczepione były wozy. Ich liczba była znacznie większa niż w poprzednich miesiącach. Zaczął też padać śnieg. Wszystkie wozy kierowały się w stronę pałacu, a na dźwięk uderzających o ziemię końskich kopyt mieszkańcy otworzyli swe okna i z radością wiwatowali. Choć widok ten był znajomy od kilkunastu lat i powtarzał się co miesiąc, nigdy dotąd ludzie aż tak się nie cieszyli.
    Posuwające się przez stolicę wozy zauważyła i sama królowa, której po wielu godzinach udało się wspiąć do swej komnaty. Bardzo ucieszyła się na ten widok i zaczęła rozmyślać, czy skarbiec zdoła utrzymać tak dużych zapasów złota i drogocennych kamieni. Prędko jednak porzuciła tę myśl i upadła, łkając. Kiedy ostatni wóz wjechał do pałacu i wielkie wrota z hukiem zostały zamknięte, miasto nawiedziła wielka ulewa, a ziemie okryte zostały gęstą mgłą. Pioruny zaczęły uderzać coraz intensywniej, a z najwyższej wieży zaczęły spadać cegły.
    Wtem z wozów wyszło kilkuset uzbrojonych mężczyzn, którzy wyciągnęli swe miecze i z radością skierowali je ku człowiekowi w pozłacanej zbroi.
    "Generale Surrexeruncie, czekamy na Twe rozkazy!" - krzyknął jeden z nich.
    "Znaleźć ją... I zabić!!!" - zawył.
    Naraz cała armia rozproszyła się po pałacu, niszcząc wszystko, co wpadło jej w ręce, a co przypominało o królowej.
    Tymczasem kobieta o fioletowych włosach nie przestawała wyglądać przez wschodnie okno najwyższej wieży. Patrzyła na swe królestwo, jakby zaraz miała się z nim pożegnać. Do jej uszu dochodził dźwięk uderzającej stali, a także wściekłe ryki. Właśnie wtedy też słońce wyjrzało zza chmur i wypuściło swe błogosławione promienie, które oświetliły panią, wygrawerowany na ścianie księżyc, jak i całe pomieszczenie. Wiedziała ona bowiem doskonale, że właśnie teraz powinna być gdzieś zupełnie indziej. Myśl o tym jednak wprawiała ją w wielki smutek.
    Raptem wrota do wieży otworzyły się i wszedł do niej młody mężczyzna. Na jego twarzy malował się strach. Był to kapłan o wyrazistych zielonych włosach, który jako jedyny pozostał u boku gniewnej królowej.
    "Królowo..." - wymamrotał - "Pragnę z wielkim żalem przekazać, iż...".
    "Wynoś się stąd!" - ryknęła kobieta.
    Przestraszony mężczyzna opuścił komnatę i rzucił się na schody, by jak najdalej znaleźć się od szalonej kobiety.
    Zenas nie przestawała rozmyślać o przeszłości. Kiedy uświadomiła sobie, że błąd popełniła na samym początku, budując najwyższą wieżę, podeszła do olbrzymiego, pozłacanego zwierciadła i przyjrzała się swej twarzy. Zwierciadło to było jedyną pamiątką, jaka pozostała jej po zmarłym ojcu. Królowa nigdy wcześniej się w nim nie oglądała, gdyż od tego miała swe klejnoty.
    Choć z jej twarzy lały się łzy, zauważyła w nim rozpromienioną kobietę o pszenicznych włosach. W oczach tej kobiety dało radę dostrzec miłość tak silną, że Zenas nie mogła znieść tego widoku. Podniosła swą rękę i rozbiła zwierciadło, tak że rozsypało się ono na miliony drobnych kawałków. Część z nich ugodziła ją tak dotkliwie, że po chwili zemdlała.
    W tej samej chwili przy wejściu do najwyższej wieży rozmawiało czterech Imperatorów.
    "Tak myślisz, Surrexeruncie?" - rzekł Imperator Superbus.
    "Trochę to potrwa, ale nie ma innego miejsca, w którym mogłaby się schować! Przeczesaliśmy przecież cały pałac! Panowie, chodźcie ze mną!..." - skinął na pozostałą trójkę - "Dobrze ją przecież znacie, ona nadal może coś knuć!"
    "Panowie, do komnaty Zenas!" - krzyknął Superbus, po czym otworzył drzwi prowadzące do najwyższej komnaty.
    Królowa wprawdzie nic nie knuła, a nieruchomo leżała na zimnej posadzce.
    Miała sen.
    W śnie tym znajdowała się na pozbawionym życia pustkowiu. Miała na sobie czarną, podartą szatę. Wiatr uderzał w nią ze wszystkich stron, tak że zachwiała się i upadła. Wstała, przetarła oczy, po czym zauważyła, że na pustkowiu tym nie rośnie żadna roślinność, a na niebie kłębią się czarne chmury, zaś pomiędzy nimi świeci zorza polarna. Nagle odwróciła się i dostrzegła wielką, stromą górę, na którą wspinają się ludzie. Ludzie ci mieli na sobie czarne, podarte szaty, jak ona sama. Kobieta podniosła nieco wyżej swój wzrok, chcąc dostrzec szczytu. Niestety, był on okryty tajemniczym obłokiem, z którego emanowało światło, tak że nie mogła zauważyć, co na nim się znajduje. Spostrzegła, że żadnemu z pielgrzymów nie udaje się wejść na samą górę. Niektórzy gubią spojrzenia, inni chwytają się ruchomego kamienia, a jeszcze inni próbują z niej schodzić. Wszyscy jednak spadają z krzykiem w ogromną przepaść.
    U podnóża góry zauważyła pokaźną grupę ludzi, która przysłuchuje się siedzącemu na skale mężczyźnie. Postanowiła podejść do nich. Zauważyła, iż ów mężczyzna stanowi w tej grupie jakiś niepowszechny autorytet - ludzie słuchają go z wielką uwagą i poruszeniem. Zenas zdziwiła się, gdyż nikt się jej nie bał, a nawet czuła, jakby każdy zapraszał ją do tego grona.
    "... nie każdy bowiem ma w sobie tyle wiary, nadziei i miłości, by oddać swe życie..." - ze spokojem prawił mężczyzna - "Za drugiego człowieka. Zaprawdę powiadam Wam, droga ku koronie jest usłana cierniami, spójrzcie tylko na wspinających się braci!" - gdy to powiedział, kolejny mężczyzna spadł z wielkim krzykiem w ogromną przepaść.
    "Ona to bowiem wyruszyła w wielką tułaczkę, mając przy sobie jedynie pajdę chleba i bukłak wody. Zaufała losowi, nie poddała, a koniec końców udało jej się wejść na sam szczyt." - po czym wskazał palcem na miejsce znajdujące się ponad chmurami - "Odkupiła ludzkość, ale nie samą siebie. Jej dusza nie zaznała spokoju."
    "Dlaczego?" - odezwał się z tłumu głos.
    Nagle wszystkie spojrzenia zwróciły się ku Zenas.
    "Najbardziej zależało jej na pojednaniu się ze swoją siostrą, którą tak bardzo ukochała!" - rzekł pielgrzym, wpatrując się w przybyłą.
    "Co mam czynić?!" - rozpaczliwie krzyknęła kobieta.
    "Pokutuj!" - wyrwał się z tłumu krzyk.
    Wtem jednak pielgrzymi zniknęli, zaś do uszu Zenas doleciał z góry znajomy głos.
    "Siostro..." - dało się słyszeć.
    Po czym Zenas obudziła się.
    Tymczasem w innej części pałacu czterech Imperatorów wspinało się coraz wyżej i wyżej.
    "Panowie, widzę drzwi! Wyciągnijcie miecze!" - krzyknął generał Surrexerunt.
    Drzwi były zamknięte. Jednemu z Imperatorów udało się je wyważyć i niebawem wszyscy znajdowali się w najwyższej komnacie. Jak się jednak okazało, komnata ta była pusta. Jedynie wiatr przelatywał przez otwarte okno i tańczył z fioletowymi firanami.
    Imperatorzy stanęli jak wryci i nie wiedzieli, co mogło się stać. Po chwili jeden z nich wysunął się z szeregu i podszedł do okna. Wychylił nieco swą głowę, a spojrzeniem wędrował po całej krainie. Zaobserwował on, że ciemne chmury znikły, a na niebie pojawiła się tęcza. Kiedy w oddali spostrzegł znajomą kobietę o fioletowych włosach, która miała na sobie nie królewskie szaty, a podartą, czarną tkaninę, na jego twarzy zaczęła malować się wściekłość.
    "Ach tak..." - szepnął.
    "Panowie Imperatorzy!" - obrócił się w stronę mężczyzn - "Szczur wymsknął nam się z klatki, trzeba go złapać i... zabić!".
    Tyrania okrutnej Zenas zakończyła się. Wszyscy mieszkańcy i żołnierze świętowali zakończenie najazdu, oprócz czterech Imperatorów. Wpatrywali się oni rozwścieczonymi spojrzeniami na wschód i spoglądali na najwyższą wieżę, która wciąż była cała.
    A gdzieś tam z dala od wielkiego królestwa wędrowała kobieta w czarnym płaszczu.
    "Naprawdę jesteś tak wielka, jak we śnie?... Znajdę Cię, zobaczysz! Od dziś porzucam swe imię..." - mówiła do siebie
  • Pokuta VII
    "Ruń pod ciężarem win!"
    60 pierwszych zgłoszeń

    Pokuta królowej Zenas

    Jak mogłam ją zostawić?
    Wciąż nie mogę przestać o tym rozmyślać. Była dla mnie taka dobra, a ja zostawiłam ją, kiedy najbardziej mnie potrzebowała...
    Och, siostro! Jak mogłaś mnie za życia kochać!?
    Teraz już rozumiem, że to, co robiłam, było złe.
    Byłam naprawdę okrutną królową. Nie miałam nikogo, do kogo mogłabym się zwrócić, wyżalić.
    Nienawidziłam świata, a świat znienawidził mnie.
    Gardziłam ludźmi, a ludzie zgardzili mną.
    Kapłani mieli rację... Świat ma w sobie tyle podobieństw...
    Choć teraz zaczynam na nowo żyć, to on wciąż mnie nienawidzi! Bo odebrał mi ją, moją przyjaciółkę!
    Ach, w tym miejscu ona straciła również swoich przyjaciół... Tak piękne miejsce, a tak przeklęte...
    Szkoda, że nic więcej o niej nie wiem... Bezimienna dziewczyna o wymownym sercu... Niesamowite!
    Boli mnie głowa. To pewnie od nieprzespanej nocy.
    Czy ja wciąż jestem na wschodnim lądzie? Noce z dnia na dzień robią się coraz bardziej zimne, a z lasu wydobywają się przeraźliwe zwierzęce krzyki.
    Wstaję.
    Ta lilia jest doprawdy przepiękna. Ale skoro w tak błogosławionym miejscu nie można znaleźć pokoju, lepiej będę się już zbierać.
    Siostro? Zwyciężyłaś... A więc dlaczego zostawiłaś swój ląd w takim stanie? Tak go przecież ukochałaś! Ech, nic nie rozumiem.
    "A co to?!" - patrzę w niebo.
    Pięknie, no po prostu pięknie! Nadchodzi burza. Oczywiście z zachodu... Nie podoba mi się to...
    Wspinam się na pobliskie wzgórze. Muszę nieco rozeznać się w terenie. Zaczyna padać.
    Na szczęście powietrze jest dość przejrzyste. Widzę w oddali tę wielką świątynię. Oni zmierzali w jej kierunku... Myślę, że tam się udam...
    "Przy okazji odniosę Twoją pamiątkę, siostro." - uśmiecham się pod nosem.
    Wyciągam z torby wielkie jajo. Wciąż świeci, ale bladym światłem. Dziwię się. Raz świeci mocniej, a raz słabiej. Kiedy przyjaciółka była w niebezpieczeństwie... Jajo wyskoczyło mi z torby i zaczęło wibrować i świecić tak intensywnie, że niemal oślepłam...
    Wciąż na nie spoglądam.
    "Siostro, może w nim tkwi Twoja dusza?" - zastanawiam się.
    Odwracam wzrok od jaja. Spoglądam na horyzont. Serce podchodzi mi do gardła.
    "Co... Co się..." - szepczę.
    Widzę w oddali płomienie. To... To chyba jakaś wioska? Ona płonie! O, siostro, coś niedobrego dzieje się na Twoim lądzie!
    Nie ma czasu do stracenia, muszę czym prędzej ją odnaleźć, zanim zrobią jej coś niedobrego!
    Jestem już z dala od tej lilii... Przesiąkam od wody i zimna. Chyba będę chora... Muszę znaleźć jakieś schronienie przed nocą.
    Mijam łąki i pola. Nie oglądam się za górami. Choć dotąd myślałam tylko o jednej, teraz najważniejsze jest uratowanie tej niewinnej duszy. Wierzę, że pogoda znacznie się zmieni, gdy będzie z nią już wszystko dobrze!
    Czy dobrze słyszę? Tak... To chyba jakiś strumień! A więc i źródło wody, wspaniale!
    Podchodzę do strumienia i wyciągam pustą butelkę. Nabieram trochę wody. Jakaś taka mętna...
    Piję trochę. W smaku dobra! Chociaż tyle dobrego. Co to za...
    Ach, to dzik. Uciekał przed czymś lub... kimś?...
    Króliki, szopy, lisy... Wszyscy uciekają... Co się tam dzieje?
    Obracam się za siebie. Zamieram.
    Cały las... Płonie!!! Płomienie rozchodzą się tak szybko, że małe zwierzęta nie dają rady!!!
    A tam..! Och, moja owca!!! Owco!!!
    Nie... Nie uda mi się... Kolejny raz nie uratuję życia... Zbiera mi się do płaczu...
    Co robić, co robić!? Muszę uciekać, ratować się!
    Biegnę. Czy to jakaś pułapka? Ktoś musiał ten las podpalić! Ale kto?...
    Imperatorzy...
    Czy mogli przybyć aż z tak daleka?...
    Biegnę już od kilkudziesięciu minut. Nie czuję nóg, ale nie mam innego wyjścia, jeśli chcę przeżyć...
    W końcu koniec lasu. Jeszcze trochę i...
    Jakaś dolina. Wygląda na zupełnie nienaruszoną. To dobry znak.
    Wspinam się na pobliską skałę. Mam wrażenie, że tam coś chyba rośnie...
    Ach, nie myliłam się. To chyba strąki groszku. A gdybym tak...
    Mogą mi się przydać. W potrzebie pielgrzymowi wszystko może się przydać. Zebrałam trzy sztuki małego grochu.
    Wędruje wzrokiem po krainie. Siostro! Pomimo okrucieństwa, jakie naszło na Twoją krainę, ona naprawdę nigdy nie przestanie mnie zadziwiać!
    A tam w oddali... Och, aż tak blisko!? Monstrualna budowla pnąca się aż do nieba! Czuję... Czuję, że emanuje z niej jakaś taka... Miłość? Jaka ona wspaniała, cud tego świata! Ale nie czuję się do końca bezpiecznie...
    Tak! Jestem już coraz bliżej celu! Siostro, zaniosę tę pamiątkę, znajdę górę i niedługo się spotkamy! Jeszcze trochę!
    Ech, od kilku dni nic nie jadłam... Ciągle burczy mi w brzuchu, niedobrze...
    Chwila, a co tam jest?
    Podchodzę bliżej urwiska. Tam coś leży... Jakiś worek... Zerknę, co jest w środku.
    Przecież to figi kaktusowe! O, siostro, dzięki Ci, że...

    ***

    Moja... głowa...
    Nic nie widzę...
    Czy ja się unoszę?...
    Nie... Nie chcę o niczym myśleć... Tak mnie boli głowa...

    ***

    Zimno.
    Otwieram oczy.
    Ciemność.
    Gdzie... Gdzie ja jestem? Co się stało!?
    Leżę na jakimś kamieniu. Wszystko mnie boli, mam rozdarty płaszcz.
    Może uda mi się podnieść. Spróbuję.
    Nie mogę. Dobrze, że mam nogi i ręce...
    Czołgam się. Uderzam w coś twardego.
    "Ałł!" - krzyczę.
    "Nie wyjdziesz stąd." - słyszę.
    Kto... Kto to powiedział!?
    Podnoszę głowę. Za kratami widzę jakiegoś mężczyznę odzianego w takie same podniszczone łachmany, co ja.
    "Kim jesteś?" - pytam się obolała.
    "Po co Ci to wiedzieć?" - odpowiada "Wiem za to, kim Ty jesteś, królowo zachodnich ziem, któraś wymordowała cały naród! Zenas!"
    Moje imię... Porzuciłam je! Skąd on wie!? Do diabła!
    "Zabiłaś moją rodzinę!" - kontynuuje - "Pozbawiłaś życia moich dzieci!"
    Gdyby on wiedział, jak bardzo teraz tego żałuję...
    "Ja..." - szepczę.
    "Ale... Nie martw się... Nie zwykłem rozpamiętywać przeszłości. Nazywam się Kamil. Tak, jak i Ty i ja czekam na śmierć." - mówi.
    Na śmierć!? Jak to, nic nie rozumiem!?
    "Co ty gadasz, jak na śmierć!? Co Ty tu robisz!?" - krzyczę.
    "Nienawidziłem Cię. Ale zapłacono mi, bym pomógł Ci wydostać się tamtego dnia z pałacu. Pamiętasz? Imperatorzy szaleli, podczas gdy Ty byłaś już z dala od królestwa." - uśmiecha się.
    "Jak to mi pomogłeś, kto Ci zapłacił!?" - dziwię się.
    "Nie zrozumiesz tego. Niedługo umrzemy, Zenas. Zginiemy. Ja i Ty. Nie zmienisz tego. Wiedz, że Imperatorzy osiągnęli już swój cel. Mają już moją, ale co najważniejsze Twoją głowę. Uwierz mi, że nie chcę rozpamiętywać tego, co złe... Było, minęło. Byłaś okrutną kobietą. A może i nadal jesteś? Przed Tobą w tej celi znajdowała się pewna osoba... Która ciągle o Tobie wspominała i bardzo za Tobą tęskniła... Gdyby nie ona, z pewnością w gniewie nawet bym Cię zabił... Ale ona..." - patrzy na mnie.
    To niemożliwe! Czy to...
    "Kto to!?" - dopytuję.
    "Weź, prosiła mnie, bym Tobie to przekazał." - podaje mi jakąś rzecz.
    W dotyku bardzo delikatna. To jakiś materiał. Tak, żółtawy materiał. Hej, przecież to chusta!. Drobna chusta, na której są...
    "Czemu ona jest taka mokra?" - pytam się.
    "Ona ciągle płakała." - odpowiada.
    Chusteczka... Chusteczka rozłąki... Ja i ona... Oddzielone... Przepraszam!
    "Co teraz z nami będzie?" - trzęsę się.
    "Haha, nie ma pewniejszej rzeczy na świecie niż śmierć. Masz odpowiedź." - śmieje się, po czym wyciąga chleb - "Chcesz? Podzielę się z Tobą. Nawet najgorsi złoczyńcy w najgorszej chwili powinni sobie pomagać."
    "Nie, dziękuję, mam figi." - wyciągam worek.
    Przybliżam figę do ust i...
    "Nie jedz tego!!!" - krzyczy - "Są zatrute! To pułapka! Schowaj je. Weź tę bagietkę. Mam jeszcze drugą."
    "Dziękuję." - uśmiecham się.
    "Co Ty właśnie powiedziałaś?" - patrzy zdziwiony.
    "Podziękowałam. Co w tym dziwnego?" - wzruszam ramionami.
    "Niesamowite..." - odpowiada.
    Siedzę już od paru godzin i nie odzywam się. Nie mam ochoty, on też nic do mnie nie mówi. Siostro... Wygląda na to, że niedługo umrę... Przyjaciółko... Przepraszam, że Cię nie uratowałam.
    Ryczę. Ten świat jest niesprawiedliwy! Wciąż żałuję swych win! Siostro, błagam Cię, przygarnij mnie po śmierci do Ciebie! Nie odnalazłam tej góry, ale... Proszę Cię! Nie opuszczaj mnie już nigdy! Nie mam już przy sobie nawet wody! Pozostała mi jedynie ta pusta butelka! Mam wprawdzie kilka tych zielonych darów natury, ale... Na cóż mi one!? Wycieram oczy chusteczką.
    "Ej, Zenas." - mówi mój towarzysz.
    Patrzę na niego pytająco.
    "Co powiesz na to, by oszukać śmierć?" - uśmiecha się.
    Oszukać... Śmierć!?
    "Możesz przestań mówić tak tajemniczo?" - denerwuję się.
    "Hah, w Twoich żyłach nadal jeszcze krąży ta podła, królewska krew..." - uśmiecha się ponuro - "Weź to, może i wygląda na pustą kartkę papieru, ale tak naprawdę jest to pusty amulet, na którym można zapisać czar."
    Podchodzę do krat i odbieram od niego podarunek.
    "A teraz siądź pod pochodnią i pisz, co Ci będę dyktował! Pomogę Ci oszukać tę... śmierć!" - śmieje się.

    "Generale Surrexeruncie!" - krzyczy z dala starszy człowiek w miedzianej zbroi.
    "Superbusie! Co nowego?" - odpowiedział mu nieco młodszy.
    Przybyły mężczyzna zaczął mówić do drugiego o czymś, a po chwili drugi triumfalnie zawył.
    "A więc w końcu ją mamy! Przygotować salę tortur! Nie mogę się doczekać, kiedy spojrzę jej w oczy!" - krzyknął generał.
    Tymczasem obok Imperatorów przechodziła grupa zakutych w kajdany jeńców. Wśród nich znajdował się zielonowłosy chłopak.
    "Zostawcie naszą krainę! Oddajcie pokój błogosławionym ziemiom Matki Erenii!" - krzyczeli.
    "Szumowiny... Ach, generale, jeszcze jedna sprawa! Co robimy z tą dziewczyną o złotych włosach? Nie wiem, czemu, ale kapłani bardzo jej pragną." - pyta się starszy.
    "My tu rządzimy, Superbusie! To już nie wschodnie, a nasze ziemie! Pamiętaj o tym. Kapłani mogą coś knuć. Ta dziewczyna pójdzie na śmierć wraz z naszą ukochaną królową!" - zaśmiał się.
    "Generale! Twa wspaniałomyślność nie zna granic!" - odpowiedział mu Superbus, po czym popatrzył na wielką świątynię.
    "A tu powstaną koszary!" - uśmiechnął się szyderczo.


    Pytania:
    1. Jaki czyn królowej Zenas zapoczątkował upadek królestwa?
    2. Jakie zjawiska meteorologiczne towarzyszyły najazdowi na stolicę Cormalum?
    3. Jaki był cel wędrówki kobiety w czarnym płaszczu?