Pokuta VI: "Oślepnij blaskiem miłości!"

This site uses cookies. By continuing to browse this site, you are agreeing to our Cookie Policy.

  • Pokuta VI: "Oślepnij blaskiem miłości!"

    Pokuta VI
    "Oślepnij blaskiem miłości!"
    75 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas


    Kiedy matka Erenii i Zenas poświęciła życie, by uratować swoje córki, jak i wszystkie stworzenia przed krwiożerczą wojną między mężem - Słońcem - a synem - Księżycem - cały świat zadrżał. Wiatr opłakiwał ją wiekami, szumiąc wniebogłosy, a zalana krwią poległych ziemia otwierała liczne zapaście i przestawała mnożyć pożywienie. Choć wydawało się wtedy, że świat umrze, tak się jednak nie stało. Sprawiedliwa i miłująca swą matkę Erenia zebrała lud i wyruszyła z nim na daleki wschód, gdzie też ustaliła granice swego królestwa. Przyroda zauważała w jej sercu miłość tak silną, że postanowiła miłować ją i jej dzieci po wsze czasy. Dlatego też wschodnie ziemie należały do najbardziej użyźnionych, a obficie padający deszcz podtrzymywał królestwa roślin i zwierząt.
    Niestety, nie wszyscy poszli za Erenią. Pewna część ocalałych ludzi, wśród których największą liczbę stanowili złodzieje, oszuści i mordercy, udali się za okrutną Zenas, która była całkowitym przeciwieństwem swej matki, jak i siostry. Zbuntowała ich ona przeciwko siostrze i wyruszyła na daleki zachód, gdzie pośród pustkowia ustanowiła granice swego królestwa, jak i nowej stolicy, którą nazwała Cormalum.
    Przyroda nieprzychylnym okiem spoglądała na zachód. Wielkie gałęzie drzew rosnących na wschodzie ustawione były zawsze w kierunku wschodzącego słońca, dlatego mrok obejmował nie tylko graniczące ze wschodem ziemie królowej Zenas, ale również i wielką stolicę.
    Na przestrzeni lat znienawidzona władczyni nie zrobiła nic dobrego. W pysze wyciągnęła swój królewski miecz i przeszyła serce dobrodusznego Godfryda, który wspomniał o ziemiach będących pod władaniem łagodnej Erenii.
    Jej upór doprawdy nie znał granic. Ze wszystkiego na świecie Zenas nienawidziła rywalizacji, bowiem obawiała się, że może nie udać jej się zwyciężyć. Z tejże przyczyny starała się tłamsić wszelakie oznaki buntu i zdrady. Zabiła nawet dwóch geografów, o których doniósł jej zdradziecki wiatr, a którzy rozmawiali w szczytowej komnacie o płynących na wschodzie mleku i miodzie.
    Czy Zenas żałowała swoich win? Nie miała nawet na to czasu. Ta chciwa kobieta kochała nie mieniące się miłością serca ludzkie, a błyszczące w słońcu świecidełka wykonane z mosiądzu. Niejednokrotnie i one były poplamione krwią.
    Mimo że to ona zgodziła się na budowę nowego skarbca, który pomieścić miał w sobie niewyobrażalne zapasy cennego kruszcu, nie przyznała się do tego, kiedy jej bogactwa runęły w ogromną przepaść. Wolała posądzić o to niewinnego Denariusa, który jako pierwszy jej to zaproponował. Wkrótce i jego serce zostało przecięte na pół. Jego przyjaciel - minister Aureus - nie doczekał tej chwili, gdyż jego dusza jako pierwsza uleciała z tego świata z rąk nieczystej królowej
    Parę miesięcy później zwołane zostało Zgromadzenie Siedmiu Prowincji, na które przybyło sześciu Imperatorów. Zdradliwa królowa ustaliła na nim nowe prawa, a na sprawiedliwych panów nałożyła szereg obowiązków. Imperatorzy byli ludźmi bardzo specyficznymi. Niektórzy z nich zebrali się na odwagę, by sprzeciwić się złej królowej. W ten sposób dwóch straciło życie, a jednemu królowa przecięła język, by nie mógł już więcej mówić.
    Za panowania wielkiej Zenas nikt nie był w stanie wzniecić buntu. Ludzie wiązali koniec z końcem tylko po to, by przetrwać. Jedynie czwórka szlachetnych mężczyzn wiedziała o jedynej słabości królowej, która mogłaby im pomóc przywrócić dawno wyczekiwany ład. A był to strach.
    Strach ten przyćmiewał Zenas wszystkie zmysły. Przestała ona kochać, szanować i współczuć. Pożądała natomiast wszystkiego, co tylko wpadło jej w oko. I tak też z jej rąk zginęła również niewinna Aemulor - żona Imperatora dzielnicy Invidia - która przybyła do Cormalum, by zdobyć jak najwięcej informacji. Królowa przeszyła jej serce mieczem i rozszarpała ciało. Wieść ta wstrząsnęła cały kraj, a w szczególności Imperatorów, którzy poprzysięgli zemstę. Na dalekiej północy formowana była armia, o której królowa nic nie wiedziała, gdyż nawet siły przyrody zbuntowały się i stopniowo zanikały. Kiedy w kraju zaczęło brakować wody, królowa urządziła niebiańską ucztę, na której zginęło kilkuset mieszkańców. Krew ich wykorzystała do użyźnienia ziemi, zaś ciała zjadła. Krwawa uczta zakończyła się, a gniew i strach królowej przybierali na sile.
    Podczas gry bezlitosna władczyni zajadała się mięsem w swojej komnacie, na mroźnej północy rozbrzmiał huk trąb wojennych. Z dala dostrzec się dało masę wymachujących mieczami i tarczami uzbrojonych ludzi.
    "Niech żyje generał Surrexerunt! Chwała Superbusowi! Chwała Inersowi! Chwała Squalidusowi! Biada Zenas!" - rozległ się krzyk armii.
    Wtem przed szereg wysunęli się czterej panowie na białych koniach.
    "Surrexeruncie! Jak zatem przebiegać będzie operacja?" - rzekł jeden z Imperatorów.
    "Wozy, wozy, miłościwi panowie! Co lubi królowa najbardziej?" - odrzekł dostojny pan w pozłacanej zbroi.
    "Brudne złoto... Plugawe klejnoty..." - wysyczał inny.
    "Dokładnie, Inersie! Niedługo przypada dzień comiesięcznego importu złota do stolicy. W tych oto wozach schowamy się my, a gdy już dostaniemy się do pałacu nikt i nic nas nie powstrzyma!" - odpowiedział z triumfem na twarzy.
    Imperatorzy podnieśli swe miecze i skierowali je na południe, a ich konie pognały naprzód.
    "Za nasze żony! Za nasze dzieci! Za nasze rodziny! Niech żyje przyszłe Corbonum! Biada Zenas!" - dało się słyszeć.
    Stolica Zenas umierała. Po przeraźliwej uczcie w mieście, jak i pałacu pozostała tylko garstka ludzi. Królowa w napadzie strachu błąkała się między korytarzami i ciągle przemywała swe dłonie. Kiedy dowiedziała się, że jej stolicy zagraża atak ze strony buntowników, popadła w obłęd. Na swych dłoniach widziała krew, której nie była w stanie zmyć. Nie tylko strach przybierał na sile, ale również i gniew.
    "Królowo!" - krzyknął uzbrojony postawny mężczyzna - "W armii pozostało mniej niż setka żołnierzy! Nie mamy szans w tej bitwie, proszę, pozwól nam odejść! Musimy ratować swe życia!"
    "Głupcze!" - krzyknęła rozwścieczona królowa - "Jesteście tu od walki, macie bronić stolicy i wygrać!"
    "Proszę zrozumieć, nie mamy żadnych szans!" - odrzekł królewski generał.
    W tym samym momencie Zenas wyciągnęła swój miecz i w przeciągu sekundy przecięła generałowi gardło.
    "Giiiiiiiiiiiiiiiń!" - krzyknęła ze wściekłością, po czym upuściła swój miecz
    Dźwięk odbijającej się od kamiennej posadzki stali rozległ się na cały pałac. Zenas upadła.
    "Aaaaaaaaa! Wciąż widzę krew!" - ryknęła.
    Królowa nie mogła wstać. Przed oczami miała wizję poległych ludzi i swej siostry. Wtem jednak stanęła na nogi i pognała do jednej z największych komnat znajdujących się w szczytowej wieży, w której też postawione było wielkie lustro.
    Tymczasem posuwający się naprzód Imperatorzy z armią nagle przystanęli na wzgórzu, gdy z dala dostrzeli czarną plamę, nad którą zaczęły kłębić się ciemne chmury.
    "Żołnierze! Szykować wozy!" - krzyknął jeden z Imperatorów w pozłacanej zbroi.
    "Wozy.... Generale Surrexeruncie! Doprawdy genialny ten Twój plan!" - z dumą odrzekł inny.
    A Zenas?
    Wciąż przemierza schody, by dostać się do swej komnaty i zobaczyć swą twarz.
    Zahacza się.
    Potyka.
    Ze wściekłością uderza schody.
    Bo kogo innego, skoro nikt inny w pałacu już się nie ostał?
  • Pokuta VI
    "Oślepnij blaskiem miłości!"
    75 pierwszych zgłoszeń


    Pokuta królowej Zenas

    Ach, co za piękny poranek!
    Ptaki przeskakują od gałęzi do gałęzi i ćwierkają, a drzewa szumią, jakby zaraz miały wyrwać się do tańca...
    Piękny to widok!
    Czas już jednak wstać...
    Uch, moje kości! Nie przywykły do kamieni, nawet jeśli są one ze wschodu.
    Ech, czy kiedykolwiek znajdę cel swej wędrówki? Nie chcę w to wątpić, ale...
    "Dzień dobry!" - słyszę.
    O, moja przyjaciółka! Jak ja się cieszę, że ją widzę. Przy niej czuję się tak jakoś bezpiecznie... Chwila, mój kaptur! O nie!
    Podchodzi do mnie. Dlaczego ona płacze?
    "Masz piękne, fioletowe włosy. Rozumiem, że nie chciałaś mi ich pokazać. Przypominasz mi kogoś..." - mówi.
    Zdradziłam się! Pewnie zaraz mnie znienawidzi!
    "K... Kogo?" - trzęsę się.
    Uśmiecha się. Patrzy w niebo. Przestała płakać. Niesamowite, ona nigdy nie przestanie mnie zadziwiać!
    "Bardzo bliską mi osobę, którą poszukuję... Jej dusza stąpa gdzieś po ziemi i... Tak bardzo za nią tęsknię!" - przytula mnie.
    Och, całe szczęście, że mnie nie poznała... No cóż, fioletowe włosy to co prawda rzadkość, ale nie wyjątek. Ona jest taka dobra... Bardzo cenię sobie jej pomoc... Nigdy nie czułam się też aż tak... Kochana? Tak! To chyba dobre słowo! A może... Zapytam ją kogo szuka? Choć...
    "Nie czas na ziemskie rozterki, naprawdę." - mówi - "Proszę, podczas gdy ty spałaś, ja wyłowiłam parę śledzi i podpiekłam je nad ogniskiem. Zgaduję, że nic nie jadłaś od paru dni.".
    No nie wierzę! Pieczony śledź!
    "Bardzo Ci dziękuję... Wciąż nie mogę pojąć, skąd w Tobie tyle dobra i miłości!" - mówię zdziwiona.
    "To nic trudnego!" - odpowiada mi - "Wystarczy po prostu się uśmiechać!"
    Że co? Tylko się uśmiechać? Hej, dokąd ona idzie!? Na coś wskazuje... Podchodzę do niej...
    "Ty też jesteś dobra, moja przyjaciółko! Nie wierzysz w to?" - uśmiecha się - "Spróbuj, oswój ją!"
    Owca? Na wschodnim lądzie owce są tak spokojne... Spróbuję!
    Pochodzę po cichu do owcy. Kucam. Przywołuję ją do siebie i... Tak, mam ją!
    "Widzisz, udało Ci się! Tak pięknie razem wyglądacie! Choć płaszcz Twój brudny i podarty, serce białe, jak jej wełna! Kiedy kiedyś by mnie zabrakło... Spójrz na nią! Miłość jedno ma imię!" - cieszy się.
    "Nie chcę Cię stracić!" - szepczę.
    Nigdy w życiu nie czułam się tak dobrze, jak teraz... Siostro, wierzę, że to Ty mi ją zesłałaś! Naprawdę bardzo Ci dziękuję!
    "Chciałabym Ci pokazać pewne miejsce..." - przybliża się do mnie.
    Skinęłam głową. Powstaję. Okoliczna przyroda jest tak piękna... Tu na każdym kroku zaczyna się nowy świat. Ech... Przypominają mi się moje dawne ziemie... Ciekawe, jak jest teraz... Co lub kto tam panuje? Anarchia czy Imperatorzy? Może czasem mi przykro, ale... Podjęłam decyzję. Nie wycofam się!
    "Nad czym tak rozmyślasz?" - pyta się przyjaciółka.
    Czuję potrzebę, ale... Nie chcę jej mówić o mojej przeszłości... Ech, do licha! Skąd to wynika? Przecież nie potrzebuję pomocy, nigdy jej nie potrzebowałam... Ja... Po prostu... Nigdy z nikim nie rozmawiałam tak czule, jak z tą kobietą...
    "Nic takiego... Podziwiam przyrodę." - odpowiadam.
    "Piękne te ziemie, prawda?" - bierze głęboki wdech "Przyroda nie zmienia się od wiek wieków, próbując uświadomić ludzkości, że w harmonii kryje się prawdziwe szczęście. Ale ludzie... Wojny, konflikty... Ech...".
    Pałac. Widzę to przed oczyma. Imperatorzy przetrząsający wszystkie korytarze, by pokazać rozwścieczonemu ludowi moją rozczłonkowaną głowę. Brrr...
    "Ona idzie wciąż za Tobą. Polubiła Cię." - wskazuje na coś.
    Ach, owca! Faktycznie, wciąż za mną idzie...
    Mam wrażenie, że niedługo dotrzemy na sam wschodni kraniec... Idziemy już od paru godzin, przedzieramy się przez gęstwiny, a końca nie widać... Nie widzę też góry, którą poszukuję, ani świątyni... Siostro, zaniosę to jajo, choćby życie mnie to miało kosztowało!
    A gdzie ona się podziała!? A, widzę ją. Jest tam, na wzgórzu. Wpatruje się w coś. Podchodzę.
    "Och!" - krzyczę.

    Cóż za przepiękny widok! Wzbijająca się ku niebiosom gigantyczna lilia, z której emanuje światło tak silne, że aż muszę mrużyć oczy! Co to za miejsce!?
    A ona... Ach, czemuż ona płacze!?
    "Hej, nie płacz!" - przytulam ją.
    "Dziękuję, że jesteś." - szlocha - "Kiedyś... Kiedyś w tym miejscu straciłam moich najukochańszych przyjaciół."
    Musieli być doprawdy szlachetni, skoro zmarli w tak zaszczytnym miejscu...
    "A więc to ich poszukujesz?" - pytam zaciekawiona.
    "Nie... Oni teraz radują się tam..." - wskazuje na niebo - "Szukam mojej siostry... Bardzo za nią tęsknię!"
    Ona jest do mnie taka podobna... Mam z nią tak dużo wspólnego...
    "Hej, ktoś mi niedawno mówił, że wiara jest w stanie góry przenosić, prawda?" - uśmiecham się.
    "Dziękuje... Naprawdę cieszę się, że spotkałam Cię wtedy u podnóża tamtej góry... Proszę, daj mi chwilę pobyć w samotności... To miejsce jest dla mnie bardzo bolesne..." - mówi.
    Kiwam głową. Nieopodal jest pomarańczowy las, przejdę się trochę po nim. A ta owca wciąż podąża za mną... Naprawdę musi mnie lubić!
    Piękne są te drzewa... Każde inne od drugiego, po prostu niezwykłe!
    Och, a co to za olbrzymie kwiaty tam w oddali? Wyglądają, jak ta wielka lilia, tylko... Są o wiele mniejsze! Podejdę trochę bliżej...
    Mmm... Jak one pachną! Coś tam się w środku mieni... A, to przecież pręciki! Tak złote, jak włosy mej przyjaciółki! Wiem! Zbiorę kilka i dam jej w prezencie. Na pewno się ucieszy!
    Zebrałam trzy pręciki. Chowam je do torby i...
    "Moje oczy!!!" - krzyczę.
    Upadam. Jajo wypadło mi z torby. Matko, jak ono świeci, jak ono wibruje! Co się dzieje, do diabła!?
    Wietrze, czemu tak nagle się zerwałeś? Co się dzieje, że wszelaka zwierzyna uciekła?
    Owco? Owco, gdzie pędzisz!? Zaczekaj!
    Biegnie w stronę wielkiej lilii... Coś musiało się stać... Słyszę jakieś krzyki!
    Ukrywam się za gałęziami... Co tam... Co oni jej robią!?
    To moja przyjaciółka! Czemu oni ją wiążą!? Muszę jej pomóc! Co oni gadają? Nic nie słyszę!
    Ach, porywają ją! A ja... Nic nie mogę zrobić... Nie mam odwagi...
    Ona mnie tak bardzo ukochała, a ja...
    O, siostro... Nie zasługuję na wybaczenie... Jestem tchórzem!!!
    Podbiegam na wzgórze. Widzę, widzę ich! Zmierzają ku wschodzącemu księżycowi... Sierp...
    A tam.. W oddali... Co... Co tam jest?
    Gigantyczna budowla, co to!?
    "Ona jest wielka, z pewnością zauważysz ją z dowolnego miejsca." - powiedział zielonowłosy chłopak.
    Świątynia! Jajo mej siostry! Wciąż świeci! Siostro, odniosę Twoją własność i uratuję przyjaciółkę! Kochałaś każdą istotę... Wierzę, że tego chcesz i ty!
    Ach, ona coś upuściła, gdy ją porywali! Podchodzę do płatów... Tam się coś świeci... Na niebiesko!
    Jakiś... Kwiat? A! Jaki on zimny! Mimo to się nie roztapia... Niezwykłe.
    Tak, wiem, co chciałabyś mi powiedzieć. Nawet absurdalne rzeczy mogą stać się rzeczywistością! Uratuję Cię, obiecuję!
    Płaczę. Wyję na cały głos. Usiadłam koło gigantycznych płatów tej lilii...
    Robi się ciemno. Rozpalam ognisko. Zostałam sama... Patrzę na mojego towarzysza, którego złapałam...
    Leży u mych stóp... Nie boi się mnie... Niewinny, jak ona sama...
    Wyciągam te złote świecidełka... Miałam je dać w prezencie!
    Ech... Na nic to wszystko, jak straci się ukochaną osobę... Teraz to naprawdę doceniam...
    Trzymam też w ręku jajo... Moja siostra... Taka dzielna... Otrzymała je na lodowej wyspie... To musiała być cenna pamiątka...
    Teraz mi wszystko przypomina o przyjaciółce... Siostro, jesteś tak bardzo do niej podobna! Jesteście tak dobre!
    I ta złota pszenica... Ta, którą dostałam... Wspomnienia...
    Nie poddam się! Wyruszę z samego rana i uratuję Cię tak, jak Ty uratowałabyś mnie!
    Tak, to jest moim celem!
    Moja siostra na pewno byłaby szczęśliwa, gdybym uratowała niewinną duszę!
    Chwila... A dlaczego moje włosy mają żółtawy odcień?

    Kiedy Zenas samotnie siedziała i łkając głaskała owcę, na jednym z pobliskich wzgórz rozmawiało dwóch kapłanów.
    "Przypatrz się dobrze! Nie może być mowy o pomyłce!" - rzekł jeden z nich.
    "To na pewno ona! Teraz, gdy wschodzi sierp, mam całkowitą pewność!" - odpowiedział mu z dumą.
    "Czyli ją mamy! W końcu! Trzeba czym prędzej powiadomić Imperatorów!" - krzyknął pierwszy.


    Pytania:
    1. Jakich dokładnie okrucieństw i na kim dopuszczała się Zenas za swego panowania?
    2. Dlaczego królowa Zenas ciągle myła ręce?
    3. Na czym polegał genialny plan wymyślony przez Imperatora-generała?