Pokuta V: "Nasyć się ubóstwem!"

This site uses cookies. By continuing to browse this site, you are agreeing to our Cookie Policy.

  • Pokuta V: "Nasyć się ubóstwem!"

    Pokuta V
    "Nasyć się ubóstwem!"
    80 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas

    W pewnej drewnianej chacie położonej daleko na mroźnej północy przy stole siedziało czterech mężczyzn. Ich spojrzenia przesiąknięte były gniewem.
    "Już niedługo..." - rzekł starszy mężczyzna.
    "Nie mogę się doczekać!" - odpowiedział mu drugi, siedzący naprzeciwko.
    Nagle jeden z nich wstał i rozłożył na stole wielką mapę. Na mapie tej zaznaczonych było siedem obszarów, centralny z nich zaś przekreślony był czerwonym krzyżem. W jednej chwili mężczyźni wyciągnęli swe miecze i wbili je w środek mapy.
    "Niech żyje przyszłe Corbonum! - krzyknął jeden - Biada Cormalum i okrutnej Zenas!
    "Niech żyje przyszłe miasto pokoju! - wtórowali pozostali - Biada jej, biada jej!
    "Za niewinną Aemulor! - krzyknął ten sam - I innych poległych ludzi!"
    "Biada tyranii! Biada Zenas! Biada!" - poniósł się głos.
    Mężczyźni nie byli jednak sami. W chacie znajdował się również wiatr, który w tych okolicach miał niesamowicie potężną siłę. Kierował się na południe, by wyszumieć uszom królowej o spisku czterech władczych mężczyzn. Kiedy minął okute lodem i mrozem ziemie, przypomniał on sobie o czymś, opadł i rozpłynął się w pustce. Wkroczył on bowiem na ziemie, które od wielu tygodni nie były skąpane deszczem. W ostatnich sekundach swego istnienia zauważył na horyzoncie wielkie miasto, na czele którego górował pałac. Była to stolica okrutnej Zenas - Cormalum.
    Z powodu wielkiej suszy w wielkim królestwie zaczęło brakować wody i pożywienia. Wieśniacy robili, co tylko mogli, by bronić swe rodziny przed suszą, którą w późniejszym czasie nazywać zaczęto przekleństwem lub karą. Ci, którzy posiadali pola, wydobywali z nich ostatnie zbiory, by potem przechować je w najciemniejszych zakamarkach piwnicy. W owym czasie Zenas bowiem zarządziła królewskie świadczenie, które nałożyło na wszystkich obywateli nakaz importu do pałacu znajdującego się w wielkiej stolicy 95% posiadanych racji żywnościowych i wody. Niektórzy wieśniacy nie posiadali pól, a za to hodowali zwierzęta. Te jednak suszy nie przeżyły, gdyż żadne hodowlane zwierzę wówczas się nie ostało - wieśniacy zabijali wszelaką zwierzynę, by mieć mięso. Siły przyrody przestały być przychylne ludzkości. Ziemię stawały się nieurodzajne, a wiatr tracił na mocy. Mieszkańcy nie zauważali okrucieństwa królowej, a koncentrowali się na tym, by tylko przetrwać. Prości wieśniacy uważali, iż wiatr, a z nim i inne siły umierają z powodu braku wody.
    Z dnia na dzień w mieście robiło się coraz bardziej niespokojnie. Kiedy w mieście wybuchła wieść, że Imperatorzy formują armię i szykują atak na stolicę, by zbawić kraj i doprowadzić go do starego ładu, w sercach mieszkańców narodziła się nadzieja. Sprawiła ona, że ludzie zaczęli wydajniej pracować, co zauważyła i sama Zenas. Zaskoczyło ją to tak, że postanowiła wydać dla najbardziej pracowitych mieszkańców ucztę, którą nazwała niebiańską. Gdyby jednak pałac dowiedział się, co kłębi się w głowie wielkiej królowej, nie radowałby się aż tak, jak wtedy.
    "Cibusie, rozkaż pozostałym, by przygotowali stosowne ogłoszenie, zaś wybranym przesłali zaproszenia. Osobiście zajmę się wystrojem sali, jak i przygotowaniem jedzenia," - odrzekła królowa z uśmiechem do nadzorcy pałacu.
    "To wspaniałe wieści, królowo!" - krzyknął, po czym pognał w głąb korytarza.
    Królowa weszła do sali bankietowej. Kiedy już upewniła się, że wszystkie drzwi są zamknięte i jest w niej sama, zaśmiała się głośno. Następnie ustawiła stoły i zaczęła wkładać coś do dziur w ścianach. Po tym udała się do kuchni, gdzie rozdzieliła mięso i kości na dwie części. Okryte skórą kości położyła na pozłacanych tacach, które zaniosła na stoły.
    Podczas gdy szczęśliwe rodziny zaczęły zmierzać do pałacu, w wieży meteorologicznej królewski geograf szkolił młodego ucznia.
    "W geografii najważniejsze jest sokole oko, młody!" - powtarzał nauczyciel.
    "Mistrzu-nauczycielu, me czujne oko właśnie ujrzało grupkę ludzi, którzy wyciskają ze szmat wodę i piją ją!" - rzekł z podnieceniem uczeń.
    Stary geograf wstał zza biurka, wyciągnął swoje okulary i przyjrzał się temu.
    "Widzisz, Falconie. Od wielu tygodni nasze królestwo nęka posucha. Ludzie ci nie mają co pić, wyciskają, co tylko mogą, by przetrwać..." - odpowiedział mu ze smutkiem.
    "Hahahaha!" - zaśmiał się młody.
    Starszy pan usiadł znów za biurkiem i łzy zaczęły mu cieknąć z oczu.
    "Kraina okrutnej Zenas... W której wszelakie siły przyrody tak bardzo mają dość rządów despotycznej królowej, że giną... Nie, to nie z powodu braku wody. Gdyby choć trochę królowa była podobna do królowej Erenii... Cała przyroda znów by ożyła... O, Zenas... Jakie to uczucie, gdy najlepszy przyjaciel-kurier ma cię tak dość, że sprzeciwia ci się i umiera!?" - pomyślał.
    Sala bankietowa wkrótce była w zupełności zapełniona. Na wielką ucztę przybyło kilkuset mieszkańców. Kiedy ostatni z nich wszedł, drzwi zamknęły się z wielkim hukiem. Mieszkańcy zaczęli panikować.
    Wtem ze ścian z impetem zaczęły wylatywać metalowe strzały, które przeszywały przybyłych. Ludzie krzyczeli wniebogłosy i chowali się pod stołami, ale to nic nie dało, gdyż strzały były wystrzeliwane nawet z podłogi. Niebawem lśniąca, pozłacana posadzka pokryta była krwią. Widok ten był tak przerażający, że nie da się opisać go ludzkimi słowami. W całej krainie dało się słyszeć przeraźliwy skowyt armii dusz zmierzających ku niebiosom i przeklinających królową.
    Wtem wielkie drzwi otworzyły się, a do sali weszła Zenas trzymająca w ręku dużą konew. Wkrótce w środku pozostały tylko ciała. Służba bardzo zdziwiła się, gdyż na podłodze nie było żadnej krwi.
    Tymczasem w pałacowym ogrodzie diamentową konwią tryskającą życiem Zenas z królewską gracją podlewała pola.
    "Hihi, dzięki niej szybciej urośniecie i będę mogła Was zjeść, moje maleństwa." - szepnęła.
    Parę chwil później cały ogród okryty został tym samym kolorem.
    Z sali bankietowej w niedługim czasie zniknęły i ciała.
    Nikt nie wiedział, co mogło się z nimi stać...
    Wiedziała o tym tylko siedząca na tronie królowa, która zajadała się mięsem znajdującym się na półmiskach.
    "Takiego to jeszcze nie jadłam!" - ucieszyła się.
    Tym samym krwiożercza uczta zakończyła się...
  • Pokuta V
    "Nasyć się ubóstwem!"
    80 pierwszych zgłoszeń

    Pokuta królowej Zenas

    Ach, nadal nie mogę nadziwić się Twoim lądem, siostro...
    Nie wiem już, co jest większym cudem: zachodzące czy wschodzące słońce?
    Jeśli każdy dzień tu jest tak piękny, to tylko żyć i nie umierać!
    Dosyć tych rozmyśleń. Muszę w końcu znaleźć tę górę i zrobić coś z tym jajem.
    Niesamowite, ono wciąż się błyszczy! Przecież nie miałam nikogo bliskiego... Tym bardziej kogoś, kto by teraz żył...
    Śmieję się pod nosem. Ale ja głupia! Przecież to przez promienie wschodzącego słońca!
    Schodzę. Zakładam kaptur na głowę, by nikt mnie nie rozpoznał. Mam nadzieję, że tak czy siak nikogo na swej drodze nie spotkam, ale przezorny zawsze ubezpieczony, jak to mówią.
    Patrzę na swój płaszcz. Jest strasznie brudny i podarty. Jak ja wyglądam... Ale sama tego chciałam... Uciekłam przecież z mego pałacu, by ratować swe życie.
    Muszę przyznać, że schodzenie jest o wiele łatwiejsze niż wchodzenie. Ale to słońce tak mnie oślepia! To dobry znak, idę we właściwym kierunku.
    A co to za zapach? To chyba... Tam?
    Tak, to wydobywa się z tych drzew... Dziwne, co robi parę drzew na tak skalistej górze?
    Na tych drzewach rosną jakieś owoce... O, porozrzucane butelki! A gdybym tak...
    Haha, wygląda przepysznie! Choć nie jest to woda, a gęsty sok, to każde pożywienie mi się przyda. Kto wie, co mnie jeszcze czeka...
    No, zebrałam aż trzy buteleczki tego owocowego soku. Wprawdzie zamiast niego przydałaby mi się woda, ale... Nie będę wybredna.
    A może bym tak trochę się napiła? Usiąść pod cieniem drzewa i rozkoszować się chwilą... Nie, nie mogę!
    Zaraz, co to za hałas? Ktoś tu chyba idzie! Co robić, co robić!?
    Chowam się za pobliskimi kamieniami. Widzę dwóch mężczyzn ubranych w jakieś szaty, którzy schodzą inną drogą niż ja.
    "Nie jest dobrze..." - słyszę - Proroctwo się... Dwie siostry... Ona tu jest... Świątynia...".
    Mówią coś o świątyni! Cholera, oddalają się, słabo słyszę!
    "Zatem... Klątwa... Dwie siostry... Proroctwo..." - odpowiada drugi.
    No i już nic nie słyszę... Poszli sobie... Nie wiem, mam wrażenie, że mówili coś o mnie... Ich miny były bardzo przerażone.
    Chwila, coś chyba im wyleciało!
    Podchodzę do miejsca, w którym coś się świeciło
    To jakieś kryształy... Dwa kryształy... W kształcie półksiężyca... Ciekawe.
    Po szatach poznaję, że byli jacyś kapłani... Ciekawe, jakby zareagowali, gdyby mnie zobaczyli. Pewnie spaliliby mnie na stosie, ach...
    Ech, znów mi się nic nie udaje, nie mam nawet nic do jedzenia... Chcę mi się płakać.
    Nie wiem dokładnie, dokąd mam iść... Jak tak patrzę w przeszłość... Doszłam tak daleko tylko dzięki szczęściu.
    "O, siostro! Dlaczego mi nie pomagasz!? - wyję - Dlaczego stawiasz na mej drodze same przeszkody!?".
    A może ona mi nigdy nie wybaczy? Byłam taka głupia, że nie przybyłam nawet na jej pogrzeb... Wolałam zajadać się świeżym mięsem i patrzeć, jak moi poddani wiążą koniec z końcem... Brr... Na samą myśl o tym... O tym, jaka byłam, jak postępowałam... Słabo mi się robi!
    "Proszę, daj mi jakiś znak!" - patrzę w niebiosa, po czym kładę ręce na twarzy.
    "Tak, wiem, nie byłam przy Tobie, gdy mnie potrzebowałaś! - krzyczę - Ale teraz bardzo tego żałuję! Jak mam odkupić swe winy?! Ach...".
    A cóż to? Wiatr? Czemuś taki spokojny?... Chcesz mi o czymś powiedzieć? A może chcesz mnie przed czymś ostrzec?
    Hę, kto tam?! Ktoś wynurza się z krzaków... Kim jest ta osoba!? Oby tylko mnie nie poznała!
    Zbliża się do mnie. Co robić, uciekać? Nie widzę jej twarzy, słońce przyćmiewa mi wszelakie zmysły.
    "Dzień dobry!" - mówi.
    Teraz... Teraz widzę ją nieco wyraźniej. Ach, jakież to ona ma piękne pszeniczne włosy! Opadają aż po sam pas! A te przejrzyste oczy... Widzę w nich swoje odbicie. A może jej? Ale dlaczego... Dlaczego w jej oczach widzę jej twarz?
    "Kim jesteś?" - pytam się zaciekawiona.
    Uśmiechasz się? Oddychasz głęboko? Czemu? A może to szpieg wysłany przez Imperatorów, by mnie złapać!?
    "Hm?" - dopytuję.
    Nie przywykłam, by oceniać ludzi po wyglądzie. Ale ona... W głębi serca czuję, że mogę jej zaufać... Dlaczego moje serce i torba stały się aż tak ciężkie!?
    "Przybywam z daleka, by odnaleźć osobę, której nie mogę przestać kochać. Czy mogłabyś zdjąć kaptur?" - mówi melodyjnym głosem.
    "Przepraszam, ale... Nie chcę go zdejmować." - mówię stanowczo.
    "Rozumiem. - odpowiada - "Musisz mieć naprawdę piękne włosy. Mogę je sobie tylko wyobrazić. Czuję, że masz szlachetne serce... Tak dawno nie rozmawiałam z człowiekiem... Och, niewinne zwierzę!"
    Ja i niewinne serce? To chyba jakaś kpina... Ale co ona robi, dlaczego ucieka? Ach, widzę! Wilk zaatakował owcę, ruszyła jej na ratunek. Co za niesamowita kobieta! Ale... Ona... Nie da rady z tym wilkiem!
    "Uważaj!" - krzyczę.
    Wiem, co zrobię.
    Biegnę i rzucam kamieniami w stronę wilka. Ten w strachu ucieka.
    A... Gdzie ona się podziała?
    Rozglądam się wokoło. Co za widok! Owca położyła się u jej stóp, a ona się do niej przytula. Czy to urok wschodniego lądu, że spokojna zwierzyna nie boi się ludzi? Nie wiem, kim ona jest, ale... Ta kobieta musi mieć w sobie coś niezwykłego.
    "Jak masz na imię?" - pytam.
    Uśmiecha się do mnie.
    "Nie przywykłam do imion. Możesz mi mówić "pielgrzym". - patrzy w me oczy.
    "Haha, w takim razie Ty na mnie też!" - uśmiecham się.
    "W takim razie coś nas łączy! Jak miło!" - mówi.
    Z oczu zaczynają cieknąć mi łzy. Nigdy nie miałam przyjaciół, a czuję, że mogę jej zaufać... Ale... Ech, nie mogę.
    "Słyszałaś może o wielkiej górze?" - dopytuję.
    "Jakiej górze?" - odpowiada.
    "Nie pamiętam nazwy... Na tej górze... Ech, nieważne..." - kończę ze smutkiem.
    Dlaczego ona wstaje? Och, ona mnie przytula i wyciera moje łzy!
    "Podczas mej wędrówki widziałam już wiele gór. - wyjaśnia - "Jeśli chcesz, mogę się z Tobą przejść i pokazać Ci najwyższe pobliskie szczyty."
    "To bardzo miłe z Twojej strony, ale..." - przerywam.
    "Obie szukamy tego, co jest dla nas ważne. - mówi - Zróbmy tak, że najpierw ja pomogę Ci w odnalezieniu góry, a potem Ty pomożesz mi odszukać osobę bliską memu sercu. Co ty na to?"
    Połowa świata mnie nienawidzi, a połowy nie znam... Ech... Ale... Pomogę jej! Ona jest taka dobra! O, siostro, dziękuję Ci, że zesłałaś mi ją, niedługo znajdę tę górę i do Ciebie przybędę!
    "Proszę. - podaje mi coś do ręki - To jedna sztuka pszenicy. Nie gub jej i pamiętaj o mnie. Niech to będzie potwierdzeniem naszej umowy!"
    Tak złocista, jak jej włosy... Cudowne!
    "Nie mam nic, co mogłabym Ci dać.. - mówię - Ale... Weź, proszę, ten kryształ. Ty i ja mamy po jednym, obie jego części tworzą całość."
    "Jesteś taka dobra, dziękuję Ci!" - ściska mnie - "Ach, koniec dnia się zbliża. Znam pewne miejsce, gdzie spokojnie będziemy mogły spędzić tę noc. Proszę, chodź za mną."
    Przedzieramy się przez jakieś krzaki, jakiś las. Słońce już pomału zachodzi, a ciemność zaczyna okrywać całą ziemię. Nagle w oddali pojawił się zniszczony dom ze stabilnym dachem.
    Wspięliśmy się na dach. Powiedziała, że nic tu nam nie grozi. Chwyciła mnie za rękę i przez dłuższy czas oglądaliśmy pełnię księżyca.
    Popatrzyłam na moją torbę. Bardzo świeciła.
    "To pewnie przez blask księżyca." - pomyślałam.
    Usiadłam i przez dłuższy czas przyglądałam się pełni. Tak dawno jej nie widziałam.
    Przyglądam się kryształowi... Ach, ten symbol... Tak dobrze go znam...
    Może napiję się tego soku? Nie... Nie chcę...
    Tak, żyję teraz w ubóstwie. Może takie jest moje przeznaczenie, siostro?
    Ach, pełnia... Złączenie dwóch sierpów, półksiężyców, symbol królestwa mojego ojca. Jedność wschodu i zachodu...
    W dłoni wciąż ściskam prezent od tej cudownej dziewczyny... Te jej piękne pszeniczne włosy... Moja przyjaciółka!
    "Siostro, gdybyś była tu ze mną... Ach, jak mi przykro, że teraz Cię tu nie ma!" - myślę.

    Podczas nocy pełni księżyca na jednej ze skał stało dwóch kapłanów, którzy przyglądali się płonącej wiosce.
    "Gdzie ona jest?" - rzekł jeden z nich.
    "Przeszukamy wszystkie wioski. Jeśli będzie to konieczne, spalimy cały wschodni ląd. Ona musi zostać pogrzebana. W przeciwnym razie nasze ziemie czeka zagłada!" - stanowczo odpowiedział mu drugi.
    Nagle do kapłanów podszedł strażnik, który oznajmił niepowodzenie misji. Kiedy już odszedł, jeden z kapłanów popatrzył na księżyc i powiedział:
    "Chyba się mylisz, przyjacielu... Żywa czy martwa Erenia na nic nam się zda... ".
    Drugi bardzo się zdziwił na te słowa i pytająco popatrzył na drugiego.
    "Niespełniona miłość... Proroctwo dwóch sióstr... Nic już nie będzie takie, jak kiedyś, dopóki dwie siostry nie złączą się ze sobą tak, jak ten księżyc..." - zakończył



    Pytania:
    1. Dlaczego zmierzający do Cormalum wiatr rozpłynął się w pustce?
    2. Jakie wszystkie możliwe sposoby stosowali mieszkańcy królestwa Zenas, by bronić się przed suszą?
    3. Co było w diamentowej konwi tryskającej życiem należącej do Zenas? Dlaczego właśnie to?