Pokuta IV: "Poczuj smak porażki!"

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Kontynuując jej przeglądanie, zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

  • Pokuta IV: "Poczuj smak porażki!"

    Pokuta IV
    "Poczuj smak porażki!"
    90 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas

    Królestwo zachodnie graniczyło ze wschodnim od kilkunastu lat. Choć ludzie żyjący przy granicy z obydwu stron nie przepadali za sobą, to przyroda postanowiła połączyć te dwie ziemie w nadziei, że dwie nienawidzące siebie siostry kiedyś w końcu zakopią topór wojenny i zjednoczą się. Dlatego też cały graniczny pas wyściełał obfity las, w którym panowały wiara, nadzieja i miłość. Las ten nie tylko zapewniał ludziom poszukującym spokoju i harmonii przetrwanie, ale także zwracał uwagę na wielką różnicę między zachodnim a wschodnim lądem. Tam, gdzie kończył się popiół, zaczynał się las, zaś za nim trawiaste doliny ciągnące się aż po sam wschodni kraniec.
    Niegdyś zachodnie ziemie również były bardzo urodzajne. Kiedy na tronie zasiadł sprawiedliwy Słońce, nie było żadnych waśni i niesnasek. Nie było również podziałów, które ustanowione zostały później przez jedną z jego córek - Zenas - bowiem wówczas wschód i zachód byli jednością.
    Zenas od dzieciństwa nienawidziła swej siostry - Erenii. Od nieznanych czasów zazdrościła jej posłuchu wśród ludu i większego uwielbienia w oczach rodziców. Mimo że Zenas i Erenia przyszły na świat w tym samym momencie, ojciec skupiał się wyłącznie na Erenii - zawsze, gdy uczył ją manier, Zenas pozostawała sama. Było to dla niej bardzo bolesne, dlatego postanowiła do końca życia być lepsza od swej siostry i nigdy nie pozwolić, by mogła ona zostać w przyszłości królową.
    Przyszedł jednak i czas kresu Słońca. Wtedy to Zenas w szale zazdrości wykradła z pałacowej komnaty ojcowski testament i krwią dodała tylko trzy słowa: "zachód", "Zenas", "królowa". Erenia nie chciała się kłócić ze swoją siostrą, zaproponowała jej nawet ugodę, ale Zenas z szyderczym uśmiechem i gniewnym spojrzeniem odwróciła się na pięcie i pognała do nowej stolicy, którą nazwała Cormalum, czyli Serce Zła. Było to ich ostatnie spotkanie w życiu, po którym bliźniacza siostra Zenas rozpaczała całymi latami.
    Królowa wschodnich ziem przez wiele laty próbowała skontaktować się ze swą siostrą. Wysyłała do niej wiele listów, które, jak potem się okazało, były palone. W czasie żądza władzy Zenas przybierała na sile. Zrzekła się ona praw królewskich ustanowionych przez jej ojca i ustanowiła własne. W przeciągu pierwszych miesięcy panowania wszystkie domy we wszystkich siedmiu prowincjach oblepione były nowymi uregulowaniami, z których znaczna część tyczyła się wschodniego lądu. Niewinna i pragnąca miłości Zenas prędko przeobraziła się w plugawą kobietę, której zazdrość stanowiła jedno z imion.
    Pewnego dnia do miasta przybył bogato zdobiony wóz prowadzony przez dwa białe konie. Na ulicach zrobił się motłoch, ponieważ nikt z mieszkańców, a nawet miejskich szpiegów nie słyszał, by ktoś wysoko postawiony miał przybyć do miasta. Nie wiedziała o tym nawet sama królowa, która wyszła przed wrota swego czterowieżowego pałacu. Wystarczyło tylko, że mrugnęła, by wszyscy ludzie ze strachu uciekli do swych domostw. W końcu wóz zatrzymał się przed królową, a z niego wyszła czerwonowłosa kobieta. Była to cesarzowa Aemulor - żona Imperatora drugiej, najbogatszej po Septem Peccata Capitalia dzielnicy Invidia położonej na graniczącym ze wschodem północnym krańcu. Ziemie te należały to najbardziej użyźnionych, a znajdujące się na ich terenie pokłady klejnotów i innych surowców przynosiły wiele zysków, dlatego królowa spoglądała na nie dość przychylnym okiem.
    Cesarzowa Aemulor znana była wśród ludu jako znawczyni mody. Jako jedna z nielicznych kobiet zajmowała wysoką pozycję w hierarchii, a ze względu na wysoko rozwinięte umiejętności krasomówce zajmowała się większością spraw swego męża.
    Zenas nie zareagowała tradycyjnym skinieniem głowy na oddany przez cesarzową hołd, a tylko oschle powiedziała.
    "Gdybyś nie przybywała z aż tak daleka, posłałabym Cię tam, skąd przybyłaś. Co Cię tu sprowadza?".
    Cesarzowa uśmiechnęła się na te słowa. Z udawanym smutkiem na twarzy powiadomiła królową o nieszczęsnej sytuacji na ziemiach dzielnicy Invidia. Opisywała ona, jak z lasu wyłoniły się dzikie tygrysy, które zaczęły pożerać robotników i zamieszkały w kopalni, w której wydobywany jest kosztowny kruszec. Królowa bardzo wzdrygnęła się, gdy Aeumulor powiadomiła ją, iż jeśli nie wyśle wsparcia, dostawa kamieni może zostać przerwana. W rzeczywistości było to kłamstwo, a powód przybycia sprytnej cesarzowej był zupełnie inny.
    "Królowo, pozwól mi zostać na noc w Twoim mieście. Przebyliśmy długą drogę, a ciemność powoli okrywa całą ziemię." - rzekła.
    Zenas miała już odmówić, kiedy oślepił ją blask odbijających się z kosztownych kamieni diademu cesarzowej promieni zachodzącego słońca. Wprawdzie nie przepadała za tą kobietą, ale dla drogocennych kamieni potrafiła zrobić wyjątek.
    "Zapraszam więc do mego pałacu - rzekła - Straż! Proszę zaprowadzić tę kobietę do pokoju dla służby!"
    Cesarzowa uśmiechnęła się z triumfem, gdyż bardzo zależało jej na tym, by dostać się do pałacu. Gdy przechodziła obok Zenas, ta raz jeszcze spojrzała na jej diadem, na którym osadzone były rubiny. Zaczęła nienawidzić ją jeszcze bardziej. Pragnęła zdobyć dla siebie te klejnoty.
    O prawdziwym przybyciu Aemulor do pałacu wiedzieli tylko ona i czterech Imperatorów. Przechadzając się po korytarzach, cesarzowa uważnie rozglądała się wokoło, liczyła i zapamiętywała, ile straży napotkała, a także jak wygląda układ pomieszczeń. Wkrótce jednak nadeszła noc, zatem do swojego pokoju udała się i cesarzowa.
    "Już niedługo najedziemy na Twój pałac i w końcu Twoja utopia spłonie, a ostrze rankoru obróci się przeciw Tobie. Dzięki Wam, matko i ojcze, że obdarzyliście mnie kwiecistą mową. Królowa łyknęła tę historyjkę jak pelikan! To jasne, że jestem tu tylko po to, by powęszyć i zdobyć jak najwięcej informacji! Haha, ale..." - szeptała do siebie cesarzowa.
    Wtem drzwi do pokoju otworzyły się i weszła do niego królowa, w której oczach dostrzec można było zazdrość.
    "Królowo! Jak miło Cię widzieć... o tej porze!" - rzekła kobieta.
    "Oddawaj!" - krzyknęła Zenas, po czym rzuciła się na kobietę.
    Królowa z impetem przeszyła serce cesarzowej sztyletem, a następnie poszarpała jej ubranie, a z uszów wyrwała kolczyki i rzuciła je do płomieni palących się w kominku. Gdy zobaczyła diadem, uśmiechnęła się, po czym chwyciła go i zaczęła mu się przyglądać.
    "Ach, kolejny do mej kolekcji, jak ja je uwielbiam! Mam już ich tyle, że mogłabym uhonorować każdą z pałacowych wież po jednym, a i tak miałabym jeszcze jeden najwspanialszy dla siebie!" - rechotała.
    O szaleństwie królowej dowiedziało się niebawem całe miasto. Wieści te dotarły również do uszu czterech Imperatorów, którzy poprzysięgli zemstę za uczuciową Aemulor i innych niewinnych ludzi.
    Czy była to wina Zenas?
    Tej, która nie potrafiła od dzieciństwa wyrażać uczuć...
    Tej, która od zawsze czuła miłość tylko do samej siebie...
    Tej, która nikim innym się nie interesowała...
    Zenas i Cormalum! Nieszczęsne synonimy!
  • Pokuta IV
    "Poczuj smak porażki!"
    90 pierwszych zgłoszeń

    Pokuta królowej Zenas


    Poranek.
    Słońce razi mnie w oczy. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. Ciągle myślę o tym, jak poradzę sobie na wschodzie, ale też i... o nim. On jest dla mnie taki miły, taki dobry! Ech, ojcze, dlaczego nigdy nie chciałeś rozmawiać ze mną o uczuciach? Może teraz bym wiedziała, czemu czuję ucisk w sercu...
    Czas wstać.
    To bardzo dziwne. Choć w jego chatce mogłyby się zmieścić co najwyżej cztery osoby, czuję się w niej o wiele bezpieczniej niż u mnie w pałacu. Tu nie ma żadnych ozdób i rzeźb, a palący się w kominku ogień nie pozwala mi oderwać od siebie oczu. A więc tak smakuje szczęście? Zawsze myślałam, że szczęście zależy od statusu społecznego i zgromadzonych przez człowieka bogactw... Przez całe życie... myliłam się?
    Ech, czemu teraz myślę o takich bzdurach? Nie mam czasu...
    Przemywam twarz wodą z miski stojącej obok mego łóżka. No, widzę, że moja twarz nabrała nieco kolorów. A może... To dlatego, że o nim wciąż myślę?
    Grr, dość! Może i się zakochałam, ale nie mogę przecież zapominać o... Chwila! O czym ja właśnie pomyślałam!?
    Ha, głupia ze mnie była królowa, skoro nadal nie potrafię opanowywać emocji! Ech...
    Wychodzę na zewnątrz.
    Tu jest tak pięknie, że mogłabym tu zostać do końca życia! Ale nie mogę, tęsknota mi na to nie pozwoli. Gdybyś była tu ze mną siostro... Byłoby zupełnie inaczej!
    "Hej, panienka wstała, widzę! Jak się masz?" - słyszę.
    A oto i on! To niesamowite, on nigdy nie przestaje się uśmiechać!. Ten... Ten las zawiera w sobie wszystko to, czego nigdy nie było w mym królestwie, a czego też i ja sama nie doświadczyłam. Las łączący dwa królestwa, taki piękny! A mi mówili, że stale toczone tu są wojny...
    "Dość dobrze, choć..." - mówię.
    Do licha! Czemu, jak na niego patrzę, nagle odbiera mi mowę!?
    "Co tak zamarłaś, coś się stało?" - pyta.
    "Nie... Po prostu... Nikt wcześniej nie był dla mnie aż tak miły..." - odpowiadam.
    "Rozumiem... Pewnie dużo przeszłaś w swoim życiu. Obiecasz mi, że kiedy kolejnym razem się spotkamy, opowiesz mi o swojej przeszłości?" - uśmiecha się.
    Sama chcę o niej zapomnieć! Gdyby ktoś dowiedział się, kim naprawdę jestem... Nie, nie mogę!
    "Kiedy kolejnym razem się spotkamy..." - mówię ze smutkiem.
    Widzę w jego oczach smutek... Czym on tak się martwi, ma tu przecież spokojne życie!
    "Erenia bez grzechu nie byłaby święta." - mamrocze.
    "Słucham?" - dziwię się.
    O czym on mówi?...
    "Życie kapłańskie wiele mnie nauczyło. Kiedy królowa Erenia zrzekła się tytułu królowej, a następnego dnia zamiast królewskiego płaszcza narzuciła na siebie starą tkaninę, nikt z ludzi w nią nie wierzył, nawet sami kapłani ją wyśmiewali. Nie mogłem znieść tego widoku. Przez dłuższy czas kontemplowałem jej czyny w tym lesie. Las ten jest szczególny, gdyż łączy dwa zwaśnione ze sobą królestwa, dwa serca, które jedno z nich pragnie ożywić drugie..." - przerywa, po czym łapie mnie za dłonie.
    Ja...
    "Pamiętaj: Erenia również była człowiekiem - od momentu narodzin skażonym grzechem. Wiele razy unosiła się pychą, ale koniec końców znalazła sposób, jak z nią i innymi grzechami może sobie poradzić, a przez to wyzwolić cały świat! Poczekaj..." - kończy.
    On... ma chyba rację... Ale... moja siostra! Jak teraz o tym myślę, to...
    "Proszę, weź to - podaje mi do ręki jakiś kulisty przedmiot - Zmierzasz do wielkiej świątyni położonej na wschodzie, więc zanieś, proszę, to jajo do kapłanów. Opiekuj się nim. Należało ono kiedyś do Erenii, nie pytaj się mnie, w jaki sposób znalazło się ono w moich rękach. Otrzymała ona je kiedyś od jednego z magów z lodowej wyspy. Ponoć błyszczy, gdy bardzo bliska Ci osoba jest w pobliżu." - rzekł.
    "Ale... Ale dlaczego dajesz go mnie!?" - pytam się zdziwiona.
    "Bo Ci ufam - przybliża się do mnie - i wierzę, że zaniesiesz je do świątyni. Sam bym to uczynił, ale kapłani mnie nienawidzą. Proszę, zatroszcz się o nie!"
    A co ja mam powiedzieć, skoro mnie cały świat nienawidzi?... Nie ma szans, bym przetrwała na wschodnim lądzie, a co dopiero dostała się do świątyni!
    "Czyli góra, do której zmierzam, znajduje się na wschodnim lądzie?" - pytam.
    Posmutniał. Dlaczego? Odwraca wzrok.
    "Możesz osiągnąć cokolwiek, na czym Ci bardzo zależy. Uwierz tylko i... nie poddawaj się!" - odpowiedział.
    Dziwne, czemu nie chce mi powiedzieć, gdzie ona się znajduje? Ech... Hej, co on robi! On mnie... całuje?!
    "Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy. Również muszę już iść. Dziękuję, piękna panno." - odchodzi.
    "Hej, dokąd mam iść!?" - krzyczę.
    "Na wschód!" - wskazuje palcem.
    Ech... I znów sama... No nic, czas ruszać. Gdy wyjdę już z tego lasu, będę poza granicą swojego dawnego królestwa... Czasem naprawdę za nim tęsknię. No nic, czas ruszać.
    Przedzieram się przez zielone gąszcze. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że tu jest tak pięknie! Ale... te ziemie już do mnie nie należą. A szkoda...
    Słońce wciąż mnie oślepia. To dobry znak, idę w dobrym kierunku. Chyba jestem już blisko wyjścia,

    Ach, to słońce! Nic nie widzę, Mrużę oczy. O, wyszłam już z lasu i...
    "Ojeju!" - krzyczę.
    Jak... Jak tu jest pięknie! Nie ma już pyłu i piachu, cały krajobraz wyściełają trawiaste doliny i góry usłane barwnymi kamieniami! Czy... Czy to było królestwo mej siostry? Takich kolorów nigdy w życiu nie widziałam!
    Czuję ucisk w sercu... Poznaję to uczucie. Tęsknota. Ale nie tylko. To samo doświadczałam, gdy do mego pałacu niegdyś przybyła cesarzowa Aemulor. Może... zawrócę?
    Biję się w pierś. Co ja, do diabła, myślę!? Zaszłam już tak daleko, najgorsze wprawdzie przede mną, ale nie mogę zrezygnować! Nie spocznę, dopóki nie odpokutuję swych win!
    Och, siostro! Jakimi pięknymi ziemiami władałaś!
    Nie widzę jednak żadnej świątyni, a co najważniejsze góry, na którą wspinaliby się pielgrzymi. Hm, a może by tak...
    Słońce niedługo zajdzie. Wespnę się na tamtą górę i trochę się porozglądam. Jest dość wysoka, ale widzę łagodne zbocze, więc nie powinno mi to długo zając.
    Wspinam się. Wyciągam jajo, które dostałam. Jest zimne i beznamiętne, a także blade, jak ja sama.
    "Czyli niegdyś Ty je trzymałaś..." - szepczę.
    Znów łzy mi ciekną z oczu. Do diaska, czemu tak ostatnio się wzruszam!? Och, coś słyszałam!
    Uff... Myślałam, że to jakiś człowiek. A to jakaś kupa błyszczących kamieni.
    Ale za to jakich kamieni! To chyba te słynne kamienie gillion używane do wyrobu biżuterii! Ale te klejnoty na nich... Są tak duże! Wezmę z cztery takie kamienie. Są lekkie, więc nie będą mnie obciążać, a ja lubię czasem popatrzeć sobie na świecidełka.
    Słońce pomału zachodzi. Zapewne piękny to widok, ale ja chyba nie chcę tego widzieć... Wiem, co tam ujrzę. Będę kierować się tylko na wschód!
    Nareszcie na szczycie! A niech mnie, to chyba jakiś klif! Ach, jak tu pięknie!
    Co za niesamowity widok! Moi geografowie nie kłamali, królestwo mej siostry przesiąka miodem i mlekiem!
    Nie mogę opisać tego słowami! Choć nie widzę góry ze snu i świątyni, jestem bardzo szczęśliwa!
    Nawet jeśli miałabym teraz umrzeć, to na Twoich ziemiach, siostro!
    Ach, jestem bardzo wysoko, zachód słońca musi być naprawdę piękny. Ale...
    Spróbuję. Zamykam oczy i odwracam się. Podchodzę kawałek dalej. Coś mnie zatrzymuje. Otwieram oczy.
    Czerwony kamień? Nigdy takiego nie widziałam! Podnoszę nieco spojrzenie.
    Moje ziemie... Tam w oddali... Stolica Cormalum... Daleko za horyzontem.
    Przepiękny zachód słońca okrywa cały brud swym majestatem. Niezwykłe...
    Czy tęsknię? Może trochę...
    Ze znajdujących się nieopodal patyków rozpalam obok tego wielkiego kamienia ognisko.
    Usiadłam. Mimo że jestem na obcym lądzie, Twoim lądzie, siostro, czuję się bezpiecznie. Wyciągam te kosztowne kamienie.
    Nie! Jeden spadł w przepaść! Akurat ten z wielkimi klejnotami!
    Nie zależy mi na nich... Mam ich jeszcze trochę...
    Wyciągam dawny artefakt mojej siostry... Muszę go bacznie strzec!
    Czy mi się wydaje, czy on też się błyszczy?
    To pewnie przez to zachodzące słońce.
    Zawędrowałam już tak daleko... Nie poddam się!
    Siostro, odniosę ten artefakt, nawet jeśli miałoby mnie to życie kosztować!
    Nigdy o Tobie nie zapomnę!
    Wielka góro, uciekasz przede mną!
    Haha, znajdę Cię, zobaczysz!

    Tymczasem tajemnicza postać o pszenicznych włosach podążała wciąż ku zachodowi. Gdy ujrzała przed sobą samotną górę skąpaną blaskiem zachodzącego słońca, nagle przystanęła.
    "Solis occasum praeceps." - rzekła.


    Pytania:
    1. Jaki był prawdziwy powód przybycia cesarzowej Aemulor do stolicy Cormalum?
    2. Ile dokładnie diademów posiadała Zenas po zabiciu cesarzowej Aemulor?
    3. Dlaczego Zenas i Cormalum to "nieszczęsne synonimy"?