Pokuta III: "Pozbądź się skazy!"

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Kontynuując jej przeglądanie, zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

  • Pokuta III: "Pozbądź się skazy!"

    Pokuta III
    "Pozbądź się skazy!"
    110 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas

    Na zachodnim lądzie każdy kolejny dzień tym różnił się od poprzedniego, że stawiał coraz to inne wyzwania przed mieszkańcami, którym musieli sprostać, by przeżyć. Wspólne, bardzo rzadkie spotkania organizowane przy stole rodzinnym nawet ich nie uszczęśliwiały. Choć były one zakazane na mocy 13. paragrafu Praw Wszechmogącej Władczyni Zachodnich Ziem Zenas, to powód był zupełnie inny. Co z tego, że spędzą z rodziną dzień, kiedy następnego mąż zabrany może zostać do armii, dziecko zagonione do pracy na polu, a matka posłana na daleką północ? Królowa nie przejmowała się losem swoich poddanych. Wolała, by ludzie oszukiwali, mordowali i kradli niż żyli uczciwie. Stąd też pokątni sprzedawcy na ulicach sprzedawali odurzające substancje, a kobiety dopuszczały się rozpusty. Miasto przesiąkało brudem i od brudu gniło.
    Nawet monety z królewskiego skarbca były naznaczone krwią. Należała ona do byłego ministra - Denariusa - a także służby Zenas, którą ta w płaczu wymordowała w dniu, w którym jej bogactwa runęły w ogromną przepaść na skutek trzęsienia ziemi.

    Znienawidzona królowa znana była z oszustw i kradzieży. Obszar wokół stolicy nosił nazwę Septem Peccata Capitalia. Dzielnica ta była najbogatsza i znacznie wyróżniała się na tle innych dzielnic-prowincji. Przez 25 ostatnich lat najbiedniejszymi dzielnicami były Superbia i Avaritia. W roku zebrania Zgromadzenia Siedmiu Prowincji, czyli wtedy, gdy kraj nawiedziło silnie trzęsienie ziemi, dzielnica Avaritia utraciła miano dzielnicy najbiedniejszej, bowiem na jej terenie odkryto duże ilości pokładów rud miedzi i węgla. Choć chciwa Zenas zażądała comiesięcznej dostawy do stolicy w wysokości 95% wydobytych surowców, to mieszkańcy sprytnie wysyłali zaledwie 80%. W owym roku jednak dzielnicę Luxuria nawiedziła wielka zaraza, na skutek której większość ludzi i zwierząt wymarła. Dlatego też również i ta dzielnica zyskała miano dzielnicy najuboższej.
    W skład Zgromadzenia Siedmiu Prowincji wchodziło 6 Imperatorów, którzy byli opiekunami swej prowincji, jak i sprawowali nad nią władzę, a także 1 Wielki Imperator, który był Imperatorem dzielnicy królewskiej - Septem Peccata Capitalia - a także wywodził się z królewskiej linii. Głównym celem powołanego przez ojca Zenas Zgromadzenia było szerzenie pomocy dla wszystkich prowincji, jak i całego kraju. Przyjęta przez Zgromadzenie dewiza W jedności siła! szybko utraciła na mocy, gdy na królewskim tronie siadła córka poległego w bitwie ojca - Zenas.
    Zebranie było zwoływane co 7 lat przez panującego władcę. Każdy Imperator miał obowiązek wziąć w nim udział, gdyż w przeciwnym wypadku Zgromadzenie by się nie odbyło, a dla Imperatora karą byłaby śmierć. Taka sytuacja jednak nigdy nie miała miejsca.
    W czasie panowania Zenas Imperator nie posiadał żadnych przywilejów, oprócz uczestnictwa w wielkim Zgromadzeniu. Królowa zarządziła całkowite podporządkowanie się innych prowincji pod prowincję królewską, tak że w rzeczywistości to ona, a nie Imperatorzy sprawowali władzę nad innymi ziemiami. Sączyła ona z nich życie i przekazywała nie swojej dzielnicy, a pałacowi. Ludzie doskonale o tym wiedzieli. Choć mieli już dość intryg królowej, nikt nie odważył się, by wszcząć bunt.
    W końcu nadszedł i dzień, w którym do stolicy przybywać zaczęli Imperatorzy z innych prowincji na Zgromadzenie Siedmiu Prowincji. Dzień ten dla mieszkańców był świętem, które prawo, o dziwo, nie potępiało. Mieszkańcy zbierali się na głównej ulicy i rzucali pod stopy Imperatorów żonkile. Dawniej rzucane były lilie, które symbolizować miały niewinność Imperatorów i nadzieję dla kraju, ale Zenas szybko zakazała tego, gdyż uznała, iż jest to przejaw zdrady narodowej. Świętujący potraktowani zostali jako zdrajcy i posłani na śmierć. Królowa jednak nie wiedziała, iż mieszkańcy w ciszy wciąż żywili nadzieję, że Imperatorzy podczas tajnych obrad zabiją królową, dlatego tak tłumnie zbierali się, by ich przywitać. Nie ma co się więc dziwić, że było to jedno z najpopularniejszych, jak i najszczęśliwszych świąt dla mieszkańców królestwa Zenas.
    Kiedy Imperatorzy udali się do wielkiej pałacowej sali, na środku której znajdował się okrągły stół i 6 kamiennych krzeseł, a także 1 złote, królowej jeszcze nie było. Okazało się, że nie tylko miejsce królowej stoi puste, bowiem puste było również krzesło oznaczone symbolem róży. Miejsce to należało do Imperatora dzielnicy Luxuria. Przybyli panowie prędko jednak to dostrzegli i wkrótce rozgorzała dyskusja.
    "Miłościwi panowie, wśród nas brakuje Surrexerunta! Nie możemy rozpocząć obrad bez niego! Co się z nim stało?!" - zaczął elegancki pan, na którego krześle znajdował się symbol orła.
    "Żyje, ale... On nie przybędzie, Superbusie..." - odrzekł mu mężczyzna siedzący naprzeciwko - na jego krześle widać było namalowaną monetę.
    "A zatem Zgromadzenie uznać można za..." - jeszcze nie skończył, po czym do sali weszła królowa.
    "Rozpoczęte, Superbusie, rozpoczęte. Przypominam Ci, że to ja decyduję o wszystkim, co związane ze Zgromadzeniem!" - rzekła królowa i zajęła swe miejsce.
    "Jak i o wszystkich prowincjach..." - szepnął Imperator siedzący na pierwszym krześle znajdującym się po prawej stronie Zenas.
    Niestety, królowa to usłyszała i w porywie gniewu wyciągnęła miecz, a po chwili przecięła język "zdrajcy".
    "Może nauczy Cię to nieco milczenia. Następną karą będzie śmierć, innych nie przewiduję." - rzekła do wijącego się z bólu mężczyzny.
    Nikt nie wstał, by pomóc ryczącemu wniebogłosy Imperatorowi. Podeszła do niego tylko królowa, by zatkać mu usta materiałem. W ten sposób w wielkiej sali nastąpiła grobowa cisza, którą po chwili przerwała okrutna królowa. Nikt nie śmiał zakłócić jej przemówienia:
    "Jestem władczynią zachodniego kontynentu, zatem i wszelakie ziemie należą do mnie - zaczęła - Nie obchodzi mnie, czy Wasi, a raczej moi poddani żyją w ubóstwie, gdyż najważniejsze jest to, by serce narodu mogło prawidłowo funkcjonować. W związku z tym wycofuję moje obietnice dotyczące przedłużenia okresu spłaty długów. Spłacić macie je w nadchodzących dniach, co więcej, nie obchodzi mnie również to, w jaki sposób to uczynicie.
    Złamanie obietnicy królewskiej było jednym z najgorszych czynów, jakich dopuścić mógł się władca. Dla nieuczciwej Zenas był to codzienny zwyczaj.
    "O wielka kró... królowo - jąkał jeden - nie mamy przy sobie przecież żadnych kosztowności!
    "To niesprawiedliwe!" - krzyknął drugi.
    "Nie bardziej od Twego życia!" - odrzekła Zenas, po czym chwyciła królewski miecz i przerżnęła Imperatorowi gardło, tak że ten po chwili zmarł.
    "Czy ktoś jeszcze ośmieli się mi sprzeciwić?... Hę?... Słyszę ciszę. Doskonale!" - rzekła, po czym wyciągnęła zza pazuchy długi papirus, który przeleciał przez cały stół i kawałek podłogi.
    "Od tej chwili macie obowiązek wpłacać do skarbca rocznie 100000 sztuk złota. Jeśli kwota nie zostanie wpłacona, dług będzie znacznie większy. Proszę złożyć swoje podpisy." - zakończyła Zenas.
    "Tylko tyle? Przecież ta lista ma z kilometr!" - wyrwał się głos.
    "Nie, to tylko drobnostka - uśmiechnęła się - Jest jeszcze parę błahostek, jak zrzeczenie się tytułu Imperatora czy też..."
    Zenas zaczęła po kolei wymieniać "błahostki", które dla Imperatorów były prawdziwym utrapieniem. Wtem jeden z nich wyciągnął swój miecz i skierował go w stronę Zenas.
    "To niesprawiedliwe, pogwałcenie nieśmiertelnych praw! Umrzyj, nieczysta kobieto!" - krzyknął.
    Został on jednak szybko zgładzony przez strażnika.
    Pozostali panowie złożyli swe podpisy, wkrótce Zenas Zgromadzenie uznała za zakończone.
    W sali nie pozostał nikt, oprócz niej samej - patrzącej na podpisy i uśmiechającej się do siebie.
    "Niech żyje królowa!" - szepnęła.
    Pozostali Imperatorzy szybko opuścili pałac i miasto. Niektórzy mieszkańcy słyszeli, jak oddalający się w pośpiechu panowie rozmawiali o nadziei dla kraju, która niedługo się spełni, inni - o wytrawnej uczcie podczas Zgromadzenia, a jeszcze inni - o buncie. Kto jednak mówił prawdę?
    Zachodni ląd...
    Pozbawiony wszelakich skrupułów...
    Zimny, plugawy i brudny...
    Stolica Cormalum...
    Siedlisko najgorszego zła...
    Powód płaczu i cierpienia wielu ludzi...
    Pociecha nieczystej Zenas...
  • Pokuta III
    "Pozbądź się skazy!"
    110 pierwszych zgłoszeń

    Pokuta królowej Zenas

    Niebo nade mną... Ziemia pode mną...
    Gdzie ja jestem? Ja... unoszę się nad ziemią!?
    Zapewne, bo nóg nawet nie czuję. Moja głowa tak boli, ach!

    ***

    Otwieram oczy. Ciemność.
    Nie, to dach!
    Dach?
    Spróbuję się podnieść...
    Moja głowa!

    ***

    Jeden oddech. Drugi oddech.
    Trzeci oddech.
    Żyję.
    Otwieram powoli oczy. W powietrzu czuję zapach świeżo ściętych drzew.
    Gdzie ja jestem?
    Próbuję wstać.
    Głowa nadal mnie boli.
    "Dzień dobry, panienko!" - słyszę.
    Czy to ludzki głos? Tak dawno go nie słyszałam... O nie! To oznacza, że mnie ktoś znalazł!
    "Kim, kim... jesteś?" - szepczę.
    Nie mogę nic więcej powiedzieć. Czuję, że kręci mi się w głowie.
    "Po prostu wypoczywaj. Potrzebujesz odpoczynku." - rzekł do mnie.
    Widzę jego twarz... Zielone włosy... Znów kręci mi się w głowie... Cały świat wiruje i...

    ***

    Dzień.
    Promyki słońca rażą mnie w oczy.
    Żyję!
    Muszę czym prędzej wstać i dostać się na drugi brzeg rzeki! Ale... Coś tu nie gra...
    Powoli otwieram oczy. Jestem w jakiejś drewnianej chacie. Skąd ja tu się wzięłam?
    Wstaję.
    Trochę ćmi mi w głowie, ale daję radę. Podwijam mój płaszcz. Na nodze nie widać już żadnej skazy. Cud?...
    Czy zostałam uprowadzona? Nie... Przecież to niemożliwe!
    Wychodzę na zewnątrz. Słońce wspięło się wysoko, a dookoła słychać ptaki.
    Co za piękny las, jak tu zielono! Nie przypominam sobie, by jakiś znajdował się w moim królestwie... Gdzie ja jestem!?
    O, tam ktoś jest nad rzeką! Odruchowo sięgam po kaptur... Moje włosy...
    Ach, on już je zauważył! To na nic, zapewne mnie rozpoznał... O, losie, podąża w mym kierunku!
    "Hej, byłaś bardzo słaba, jak się czujesz? Nie chowaj swoich włosów, są bardzo piękne." - mówi z uśmiechem.
    Niech nie struga głupca, na pewno mnie zna! Pewnie w tylnej lewej ręce trzyma nóż, by mnie zabić!
    "Ej, nie cofaj się, nie musisz się mnie bać. Proszę, to dla Ciebie!" - daje mi jakiś bukiet.
    Kwiaty? Nie, to chyba trawa... Przecudny zapach!
    "Bardzo ładnie pachnie! Skąd ją masz?" - pytam się.
    "To pachnąca trawa z okolicznej łąki. Nazrywałem ją, gdy spałaś. Byłaś tak bardzo wyczerpana... Czujesz się już lepiej?" - mówi.
    Dlaczego on się tak na mnie patrzy? Na pewno czeka tylko na okazję, by mnie... Grrr, czemu tak się czerwienię?!
    "Tak, bardzo... po prostu dziękuję Ci! Kim jesteś i jak mnie znalazłeś?" - pytam zaciekawiona.
    "Usiądźmy." - wskazał na pień przy pobliskiej rzece.
    Akurat musiał usiąść naprzeciwko mnie! Czemu on tak ciągle spogląda w me oczy!?
    "Jestem podróżnikiem, a od paru lat tutejszym leśniczym. Żyję z tego, co da mi natura. Moja matka zawsze mi powtarzała, że natura odpłaca się uczciwością, jeśli my sami będziemy wobec niej uczciwi. Niczego mi tu nie brak, toczę sobie spokojne życie na tym pograniczu, którym nikt się nie interesuje." - skończył.
    Chwila... Czy to możliwe?
    "Pograniczu?" - dziwię się.
    "Wiesz... Las ten dzieli królestwa dwóch nienawidzących siebie sióstr: Zenas i Erenii. Pustkowie, na którym Cię znalazłem, ciągnie się aż przez cały zachodni ląd. Tymi ziemiami rządzi Zenas - królowa niemająca litości, jak określają ją ludzie. Ale ja wierzę, że w każdym kryje się choć nikły rąbek dobra, gdyż..."
    To nie... niemożliwe! Czy on naprawdę nie wie, kim jestem!?
    "Las ten teraz tętni życiem, ale jeszcze niedawno było zupełnie inaczej. Dzięki Matce Erenii ziemię tę znów nawiedza deszcz! Niech będzie chwała Erenii!" - krzyczy i patrzy w niebiosa z uwielbieniem.
    Och... Siostro... Ten las... On... łączy!
    "Co znajduje się po drugiej stronie lasu?" - pytam.
    "Królestwo Erenii... Zmarłej Erenii... Cudowne i szczęśliwe, ale aktualnie okryte całunem żałoby..." - mówi ze smutkiem.
    On jednak naprawdę nie wie, kim jestem... Może to i dobrze...
    "A Ty kim jesteś? Co robiłaś na tak odległym pustkowiu?" - patrzy z zaciekawieniem na mnie.
    Do licha, akurat musi o to pytać! I co ja mam mu powiedzieć... On jest... Taki miły... Nie chcę go okłamywać, ale nie mogę też powiedzieć prawdy!
    "Ja... Jestem zagubioną duszą... Wędrowcem, który szuka celu swej wędrówki..." - mówię.
    "Intrygujące... Myślę, że cel ten już znalazłaś." - uśmiecha się do mnie.
    "Góra... O czym ty mówisz?" - pytam się wystraszona.
    Chyba się zdradziłam...
    "Widzę to w Twoich oczach. Nie zaszłabyś aż tak daleko, gdybyś nie miała ugruntowanego celu. Czego lub kogo zatem szukasz, kobieto o fioletowych włosach?" - patrzy na mnie.
    Przez dłuższy czas myślę i zbieram słowa. On nie wydaje się być złą osobą.
    "Góra... Wielka góra, na którą wspinają się pielgrzymi... A na szczycie... Muszę się tam dostać!" - mówię zdecydowanie.
    Ładny ma ten uśmiech... Jakoś mnie... uspokaja? Czemu on wstaje?
    "Poenitentiae.... Redemptio..." - patrzy na wschodzący księżyc.
    "Słucham?" - pytam się.
    I cisza. Skądś te nazwy jakoś mi znajome, ale... Czemu on mi nie odpowiada? Czy on się wzruszył? Dlaczego z jego policzków płyną łzy?
    "Bardzo tęsknię." - szlocha.
    "Za kim?" - wstaję.
    Przybliża się nieco do mnie. Co on robi?! Łapie mnie za rękę!
    "Za moim bratem. On również niegdyś wyruszył w pielgrzymkę, jak ty teraz. Góra ta ma wiele innych nazw, ale zwykło się o niej mówić Poenitentiae, co oznacza Pokuta lub Redemptio - Odkupienie." - ściska mnie za rękę.
    "Ja również tęsknię..." - mówię.
    "Wiem. Wiesz, w przeszłości byłem kapłanem. Życie kapłana wymaga wielu wyrzeczeń, ale większość z nich i tak goni za pieniędzmi i sławą. Idź. Udaj się do wielkiej świątyni położonej daleko na wschodzie, na pewno z dala ją ujrzysz. Żywa czy martwa, Matka Erenia zawsze i każdemu przybędzie z pomocą!"
    No tak! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślałam!
    "A czuję, że ona naprawdę będzie chciała Tobie pomóc i ciągle nad Tobą czuwa." - uśmiecha się.
    Ha, chciałabym, żeby tak było! A może... Skąd on wie?...
    "Ale nie teraz. Zbliża się noc. Dziś pełnia okryta zostanie sierpem. Niedobry to czas na wędrówkę. Noc ciemna, a wszystko, co złe, przechodzi niezauważenie, więc wyrusz z rana." - mówi dalej - "A ja dzisiejszej nocy będę rozmawiał z drzewami. Przyjmij jednak mały podarunek ode mnie. Jest to amulet, który podarowała mi moja matka. Obroni Cię od wszelkiego zła i podtrzyma nadzieję w najgorszych chwilach. Może i jest to zwykły papirus z naznaczonym czerwonym symbolem, ale ma ogromną moc! Do zobaczenia, panienko!"
    Widzę, jak odchodzi. Moje serce... Co to za uczucie? Ja... Nie mogę go założyć! Ja... Sama jestem... złem!
    Podchodzę do rzeki. Niezwykle przejrzysta. Schylam się nieco i...
    Widzę swe odbicie. Moje włosy... Najbardziej mienią się w księżycowym blasku... Twarz tak bardzo wychudzona. Siostro, tam jesteś i ty!
    Wracam pomału do chaty, z której przybyłam.
    Haha, jednak nie jest to chata, a młyn! Niesamowite!
    A gdybym tak...
    O, schody prowadzące na górę. A co tam jest?
    Jak pięknie, ile kwiatów! Jestem na dachu młyna i patrzę w horyzont... W sam raz na wschód... Za mną zachodzące słońce... Nie! Nie będę tam się zwracała!
    Siadam pośród tych pięknych kwiatów. Zakładam amulet obrony.
    Z oczu ciekną mi łzy. Cieszę się, że spotkałam tego człowieka. On jest... przeciwieństwem mnie!
    A co to nade mną wzlatuje? Cóż za piękne stworzenie!
    Natura Ci skrzydełka dała, że tak wzlatujesz?
    Jarzysz się światłem, oświeć i mnie!
    Ty, tam u góry w niebiosach! Kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, dziękuję Ci!
    Ten chłopak jest naprawdę cudowny... W ręku wciąż trzymam trawy, które on mi podarował. Aż 3 sztuki!
    Skrzydlate stworzenie wciąż nade mną wzlatuje.
    Czuję się tak bezpiecznie...
    A zatem pogranicze, haha!
    Siostro, nadchodzę!

    Poen... eniat... Red.. pten...
    Jakkolwiek się nazywasz, wielka góro położona gdzieś tam w oddali, Ciebie też znajdę!
    Na wschód, na wschód, na wschód!

    Tymczasem tajemnicza postać o pszenicznych włosach oddalała się od wielkiej świątyni. Zmierzała ciągle ku zachodowi.


    Pytania:
    1. Dlaczego mieszkańców królestwa Zenas nie uszczęśliwiały wspólne spotkania przy rodzinnym stole?
    2. Które dzielnice-prowincje były najuboższe po wielkiej zarazie?
    3. Ilu Imperatorów pozostało przy życiu (nie licząc Wielkiego Imperatora)?