Pokuta II: "Przepadnij, jak Twe bogactwa!"

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Kontynuując jej przeglądanie, zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

  • Pokuta II: "Przepadnij, jak Twe bogactwa!"

    Pokuta II
    "Przepadnij, jak Twe bogactwa!"
    100 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas

    Wzbijający się ku niebiosom majestatyczny pałac królowej Zenas górował nad całym miastem, stale przypominając mieszkańcom o swojej obecności. Choć pałac ten kunsztem mierzyć by się mógł ze wschodnimi perłami architektury, nie budził on podziwu, a jedynie niechęć i odrazę. Na zachodnim lądzie istniał również jeszcze jeden budynek, który okryty był tym samym płaszczem niesławy, co on. I wprawdzie zwykło się mawiać, iż przeciwieństwa się przyciągają, to jednak nie w tym przypadku, bowiem na przekór losowi budynek ten znajdował się nieopodal siedziby okrutnej królowej. Był to skarbiec.
    U pozłacanych wrót prowadzących do ogromnego składowiska stała gwardia królewskich rycerzy, którzy bacznie czuwali nad tym, by nikt nie prześlizgnął się do niego niezauważenie. Było to najbardziej zabezpieczone miejsce na całym kontynencie, wzniesione przez byłego króla - ojca Zenas.
    Ojciec królowej Zenas bardzo cenił sobie tradycję i prawdomówność. Był on idealnym władcą, dopóty dopóki żądza władzy nie pognała go do walki przeciwko swojemu rodzonemu synowi. Drobna utarczka szybko przerodziła się w zaciekły konflikt, który wkrótce objął i cały wszechświat. A na imię im było Słońce i Księżyc.
    Krwawa wojna trwała aż 1800 dekad, a na jej skutek wszelakie życie przestałoby istnieć, gdyby nie niezwykłe poświęcenie matki Erenii i Zenas.
    Królowa zachodnich ziem od nieznanych czasów pragnęła dorównać swemu ojcu. Niestety, również i ona opętana została żądzą władzy, tak że kazała wypierać wszelakie oznaki tradycji rodzące się w mieście.
    I tak też Zenas prędko zastąpiła królewski symbol gołębicy na monetach sierpem księżyca. Stąd też właśnie symbol ten zawisł również nad wrotami wielkiego skarbca.
    Do skarbca dostęp mieli wyłącznie królowa i dwóch ministrów, którzy koordynowali obiegiem złota, ale tylko w jednym kierunku. Ciążyła na nich duża odpowiedzialność, gdyż jeśli choćby jedna sztuka złota zaginęła, uznani by zostali za złodziei i zdrajców narodowych. Całkowitą władzę nad państwowym majątkiem trzymała kobieta o fioletowych włosach - Zenas.
    Wielki skarbiec otwierany był tylko raz w miesiącu. W dzień, w którym na niebie królował zanikający sierp, ministrowie mieli ręce pełne roboty, gdyż w owym dniu do miasta przybywały wozy ze złotem z innych prowincji.
    Tradycja tak mocno zakorzeniła się w sercach i umysłach mieszkańców, że gniewnej królowej nie udało się jej doszczętnie stłamsić. Jednym z comiesięcznych zwyczajów było obstawianie, ile wozów ze złotem wjedzie do miasta. Choć tradycja ta obejmowała całe miasto, jak i okoliczne wsie, królowa nigdy o niej nie słyszała. Mieszkańcy swój wybór ryli na frontowej ścianie domu, a powołana podczas wiecu osoba dzień wcześniej przechadzała się po mieście i wsiach, i nie wzbudzając uwagi strażników zapisywała zaszyfrowane głosy na karcie. Była to jedna z najciekawszych rozrywek mieszkańców królestwa Zenas.
    Pewnej mroźnej nocy, kiedy niebo już przypominało wszystkim o zachodnim lądzie, do miasta zaczęły licznie przybywać wozy obładowane cennym kruszcem. W czasie rozładowywania ostatniego wozu do skarbca przybyła i sama królowa. Dołączyła ona do dwóch ministrów, którzy na jej widok lekko się wzdrygnęli.
    "Królowo... Jest..." - rzekł elegancko ubrany mężczyzna, który nie spuszczał wzroku ze swych notatek.
    "O co chodzi, Aureusie?" - rzekła z grymasem królowa.
    Mężczyzna skierował swój wzrok na królową, zaczęły mu drżeć ręce.
    "Skarbiec... Skarbiec nie zdoła utrzymać tak dużych ilości złota!" - rzekł.
    "I?" - odpowiedziała mu.
    "Rzecz w tym, że..." - jąkał - "Trzeba to złoto na coś przeznaczyć! Tyle ludzi chodzi po mieście głodnych... Mieszkańcy piją skażoną wodę, dzieci chodzą bez ubrań... To... To okropne! Denariusie! Powiedz coś!"
    Wzrok królowej powędrował do drugiego - o wiele młodszego - mężczyzny. Ten jednak udał, że nic nie słyszy.
    "Skończ, głupcze!" - rzekła Zenas ze wściekłością - "Rozwiązanie jest banalnie proste, rozkażę wybudować dodatkowy skarbiec, by mógł pomieścić moje cenne klejnoty!"
    Starszy minister mocno poruszył się na upór królowej. Przypomniał sobie o swojej matce, która zmarła z powodu niedożywienia. W królestwie Zenas jedzenia i czystej wody brakowało od kilku lat. Królowa stale tłumaczyła, iż to z powodu niedostatecznej ilości złota, przez co import racji żywnościowych z innych wsi jest niemożliwy. A o to właśnie przed sobą widział kilometry nieużywanego złota, w którym pławiła się kłamliwa królowa.
    "To szaleństwo!" - krzyknął.
    Zenas jednak nie usłyszała jego krzyku, gdyż w tym samym czasie czytała raport dotyczący długów i zobowiązań innych prowincji.
    "Denariusie!" - rzekła - "W zeszłym roku północne królestwo pożyczyło od nas 600 sztuk złota, prawda?"
    "Tak... Wasza wysokość?" - odpowiedział młodszy urzędnik.
    "Zgodziliśmy się, by oddali nam złoto do 6 miesięcy. Nie uczynili tego." - powiedziała.
    "Tak, zobowiązali się jednak, że za każdy miesiąc zwłoki dodatkowo oddadzą nam 400 sztuk złota." - rzekł z pewnością.
    "Oczywiście... A ile czasu minęło od tej pożyczki?" - głos królowej przechodził we wściekłość.
    "Hmmm... Niech no spojrzę w kalendarz... 9 miesięcy..." - odpowiedział z bojaźnią na twarzy.
    "3 miesiące zwłoki! A dotąd oddali nam jedynie 200 sztuk złota! Poza tym królestwo południowe również się u nad zadłużyło na 150 sztuk złota! A zatem, Denariusie, ile sztuk złota powinniśmy w sumie aktualnie otrzymać od północnego i południowego królestwa?!" - mówiąc to, królowa nie potrafiła opanować złości.
    "Kró... Królowo! Pragnę przypomnieć Waszej wysokości, że sprawami długów zajmuje się Aureus!" - krzyknął.
    "Ja..." - odpowiedział starszy urzędnik.
    "Ach, tak... Tyle złota przepadło..." - szepnęła królowa, po czym chwyciła miecz.
    Mężczyzna jeszcze nie skończył mówić, gdy jego serce zostało przeszyte królewskim mieczem:
    "Królowo... Nie, nie! Ja to wyjaaa... Arghhhhhhh!"
    Krew wkrótce naznaczyła część królewskich monet. Zenas jednak w ogóle tym się nie przejęła.
    "A zatem, Denariusie..." - ze spokojem zaczęła.
    "A zatem, o wielka królowo, zacznijmy budowę drugiego skarbca!" - skończył.
    Wkrótce powstał i nowy skarbiec, który pomieścić miał ogromne ilości złota. Kiedy już został w większości zapełniony, trzęsienie ziemi nawiedziło miasto, a wszelakie bogactwa chciwej królowej runęły w ogromną przepaść. Na wieść o tym królowa płakała przez kilka dni i wymordowała część dworu, by zaoszczędzić na służbie.
    Zabiła również i młodego Denariusa, gdyż to on zachęcił ją do budowy nowego skarbca.
    A wszystko to przez chciwą Zenas, która zamiast kochać wolała mieć.
  • Pokuta II
    "Przepadnij, jak Twe bogactwa!"
    100 pierwszych zgłoszeń

    Pokuta królowej Zenas

    Moje oczy...
    Co za przeklęte słońce! Służba! Gdzie jest moja służba, do licha?! Dlaczego leżę na zimnym kamieniu!?
    Ach... Zapomniałam... Tak trudno jest mi z tym wszystkim się pogodzić.
    Czas wstać.
    Podwijam nieco płaszcz. Noga wciąż mnie boli, ale widzę, że rana powoli się zasklepia.
    Wstaję.
    Nie wiem, czemu, ale kręci mi się w głowie i ciągle kaszlę. Chwytam się kamieni i idę w kierunku wyjścia z kopalni.
    "Do diabła!" - mamroczę.
    Pył opadł i odsłonił słońce, które razi mnie teraz w oczy. Wiem już, czemu tak kaszlę. Najwidoczniej w nocy musiałam się nałykać tego paskudztwa. Niedobrze...
    Na szczęście słońce wyjrzało zza chmur całkowicie, a powietrze jest już czyste.
    Wciąż jednak nie wiem, dokąd mam iść... To wszystko zaczyna mnie naprawdę przytłaczać.
    Znów kręci mi się w głowie. Siadam na kamieniu, zbiera mi się do płaczu.
    "Myślałam, że będziesz mi pomagać, dasz mi jakiś znak!" - ryczę.
    Opuściłaś mnie tak, jak kiedyś ja Ciebie. Nie mogę przestać płakać. Bardzo żałuję tego, jaka byłam i co robiłam. Nie nagnę jednak czasu, dobrze o tym wiesz.
    Łzy przemyły moje oczy, a kaszel ustał. Słońce wysoko wspięło się na nieboskłonie... Musiałam przespać z pół dnia. Jestem taka głodna...
    Wyciągam kamień, który ostatnio znalazłam. W słońcu mieni się on jeszcze bardziej. Niegdyś miałam takich mnóstwo, a teraz... Gdy na niego patrzę, przypominają mi się dawne czasy... Gdybym wróciła... Byłoby ich na pewno znacznie więcej...
    "Przeklęty kamień!" - krzyczę.
    Wyrzuciłam go. Nie chcę mieć przy sobie niczego, co błyszczy. Ani oczu, ani żołądka mi to nie nasyci.
    Wstałam i przetarłam oczy. Nie mogę ciągle ślęczeć w jednym miejscu. Rozglądam się dookoła siebie. Na południu i północy nie widzę nic poza bezkresnym pustkowiem, a na wschodzie lekkie pasma górskie.
    Gdybym chociaż miała przy sobie mapę... Ten sen... Wielka góra...
    Znów przed oczyma widzę górę, na którą wspinają się pielgrzymi. Jest ona wielka, więc powinnam ją widzieć, gdyby była w pobliżu. A tam na górze...
    Ach! To chyba z głodu zaczynam mieć te omamy! Muszę czym prędzej wyruszyć w poszukiwaniu jedzenia i wybaczenia. O, siostro! Nie chcę klejnotów, jak kiedyś! Proszę, ześlij mi coś do jedzenia! Przepraszam!
    Postanowiłam. Wyruszę na wschód.
    Skaliste odłamy i piaszczyste wydmy nie napawają mnie optymizmem. Jestem już daleko od mego królestwa. Moje klejnoty... Nie! Nie chcę o tym już pamiętać!
    "Aaaaa, moja noga!" - wyję.
    Moja noga utknęła w jakimś... gąszczu? Co robi te parę krzaczorów w tak bezkresnym pustkowiu?
    Udało mi się uwolnić nogę.
    Z tych krzaków wydobywa się jakiś znajomy zapach. Podchodzę bliżej i...
    Owoce! To przecież owoce z kwitnących drzew - tak smaczne i słodkie! Nie jest ich tu za dużo...
    Zerwałam trzy owoce i zjadłam jeden. Są one dość duże, więc na razie musi mi to wystarczyć. Dwa zachowam na później. Wątpię, bym znalazła więcej jedzenia na tym opuszczonym przez bogów pustkowiu!
    Nie wiem, ile już godzin maszeruję. Szarawy pył został już daleko za mną, teraz na jego miejscu pojawiły się kamienie.
    Wiem, co to oznacza...
    Zbliżam się do królestwa... mej siostry.... Ach, jak dobrze, że mam płaszcz, nikt mnie chociaż nie rozpozna! I tak dotąd nikogo nie spotkałam...
    Widzę przed sobą jakąś rozpadlinę. Och, poznaję to miejsce z map! W tym wąwozie niegdyś moi poddani wydobywali cenne kamienie, dopóki nie zagarnęła ich lawina, a potem porywisty nurt rzeki.
    Czy to tutaj? Tak, na samym dole widzę rzekę. Oznacza to, że jestem już bardzo blisko królestwa mej siostry... Oby mnie tylko nikt nie zauważył.
    Nie ma innej drogi na dół, jak przez to urwisko. Powoli schodzę w dół.
    Ryzykuję. Gdy tak pomyślę o swoim życiu, nie mam aktualnie nikogo, kto by mnie opłakiwał. Straciłam wszystko i wszystkich... Znów zaczynają cieknąć mi łzy.
    Zahaczyłam się o kamień. Lecę w dół wraz z kamieniami. Czy to koniec?
    "Moja... głowa..." - szepczę.
    Coś słyszę... To mój oddech. Nie umarłam.
    Wstaję. Mam poobijane ramiona i całą twarz. Nie spadłam z dużej wysokości, więc nic sobie nie złamałam. Nie mogę jednak powstrzymać płaczu.
    "Dlaczego?! Dlaczego?!" - ryczę.
    Muszę wziąć się w garść. Słońce niedługo będzie chować się za pasmem górskim, a ja muszę dotrzeć na sam dół, gdyż w pobliżu rzeki jest najbezpieczniej.
    A co tak tu pięknie pachnie? Znam skądś ten zapach... Zapach dzieciństwa?
    Co za piękne kwiaty... Znam je! Kiedyś matka mi i Erenii upleciła wianek z tych kwiatów... One pachną tak pięknie, przywołują czasy, kiedy ty... jeszcze żyłaś...
    Zerwałam po jednej sztuce z obu rodzajów tych kwiatów. Przypominają mi dzieciństwo, ale też i moją siostrę, do której zmierzam.
    Powoli schodzę w dół. Rzeka jest już coraz bliżej, ale moja noga... tak bardzo boli.
    "Nieeeeee, do diabła!" - krzyczę.
    Spadłam na sam dół. Oddycham. Z czoła leje mi się krew. Nie mogę wstać.
    Koło mnie widzę jakiś posąg. To chyba ten krab, o którym zwykły mawiać legendy. Ponoć lubi błyskotki. Dobrze, że nie mam przy sobie żadnej cennej rzeczy...
    W zasadzie nie mam nic... Wszystkie moje klejnoty przepadły... Cały dorobek wraz z nimi...
    I ja sama też przepadłam... Nie widzę żadnej innej drogi prowadzącej na drugi brzeg rzeki.
    Ściemnia się... Myliłam się. Musiałabym wspiąć się znów na górę, ale... Nie mogę wstać.
    Siedzę obok posągu tego kraba. Gdybym była cenna, już dawno by po mnie przyszedł. To na nic.
    Nikt o mnie nie pamięta. I ty też już o mnie zapomniałaś, nie pomagasz!
    Drugą ręką przybliżam do mego nosa kwiaty. Choć zapach znajomy, tym razem zero wspomnień. Wyciągam też i owoce, które mi pozostały...
    Sięgam też po wodę... Och, nie mam jej... Widocznie musiała mi wypaść. Wszystko, co cenne, przepadło...
    Nie mam sił, by wstać...
    Wiatr ciągle targa me włosy...
    Płaczę...

    Tymczasem w jednym z korytarzy wielkiej świątyni położonej daleko na wschodzie spotkali się dwaj kapłani.
    "Arcykapłanie Kajfaszu, straszna rzecz się stała!" - krzyknął jeden z nich.
    "Ciszej, Emanuelu... Mów, co się stało." - ze spokojem odrzekł drugi.
    "Grób... Grób jest pusty!" - odpowiedział poruszony.
    Kapłan zaczął opowiadać arcykapłanowi, jak to zamierzał złożyć cotygodniowy hołd królowej Erenii, kiedy zauważył, że grobowa płyta jest odsunięta, a w grobie nie ma nic oprócz pukla pszenicznych włosów. Kiedy kończył zdawać mu relację, z daleka ktoś nadchodził.
    "I tak też właśnie przybiegłem, by Ci o wszystkim powiedzieć! Myślę, że ktoś zbezcześcił grób, trzeba tę osobę znaleźć! Nie możemy wywoływać niepotrzebnej paniki wśród ludu! A... Kto tam?" - zakończył.
    "Mylicie się, kapłani... Mylicie..." - odrzekł przybyły strażnik.

    Pytania:
    1. Ile lat trwała wojna między ojcem a synem - Słońcem a Księżycem?
    2. Co było najciekawszą rozrywką mieszkańców królestwa Zenas? Co Zenas o niej sądziła?
    3. Ile wynosił w sumie dług północnego i południowego królestwa (w sztukach złota)?