Pokuta I: "Upadnij, jak Twe królestwo!"

Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Kontynuując jej przeglądanie, zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

  • Pokuta I: "Upadnij, jak Twe królestwo!"

    Pokuta I
    "Upadnij, jak Twe królestwo!"
    150 pierwszych zgłoszeń

    Historia z życia królowej Zenas

    "Królowa jest dziś w złym humorze, przyjacielu." - rzekł starszy mężczyzna.
    "Nie powinno Cię to dziwić, Emanuelu. Podejdź..." - odpowiedział mu drugi - o wiele młodszy - po czym chwycił kompana za ramię i podprowadził do okna.
    Obraz z pałacowych okien zaiste zapierał dech w piersiach. Oto bowiem z samych królewskich szczytów rozpościerał się widok na cały zachodni ląd. Czy jednak przepiękne można uznać to, co nachodzi z szarością, brudem i przestępczością?
    "Powiedz mi, Emanuelu... - powiedział ten sam mężczyzna, po czym wykonał głęboki wdech - Jesteś geografem, masz już swoje lata... Czy... czy w "zakazanych" wschodnich ziemiach jest lepiej? - kończąc, wskazał palcem w stronę horyzontu.
    Starzec rozejrzał się po pałacowej komnacie i gdy już upewnił się, że nikt ich nie słyszy, rzekł:
    "Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo... Rządy sprawowane przez... jej siostrę przesiąkają miodem i mlekiem... Całe wschodnie ziemie są..." - w czasie, gdy geograf opowiadał swojemu przyjacielowi - dworzaninowi - o wschodnich ziemiach, co na zachodnich ziemiach było zakazane przez panującą wówczas królową, do komnaty ze świstem wzleciał wiatr, który przeleciał przez wszystkie jej zakamarki, owinął się wokół głów mężczyzn i wyleciał z niej. Następnie zahaczył o północną dzielnicę, która mimo że graniczyła z majestatycznym pałacem nijak nie potrafiła dorównać mu we wdzięku, architekturze i dostojności. Zdradziecki wiatr w ogóle nie przejął się jękami dzieci, które błagały o wodę i pożywienie. Wzleciawszy nad miastem, zatrzymał się w pustce, by raz jeszcze się jemu przypatrzyć. Znudziwszy się szaro-czarnym widokiem litego, zabrudzonego kamienia, postanowił ruszyć do pałacu. Smętni dworzanie bardzo zdziwili się jego niezwykłą siłą, ale już nie królewscy astronomowie. Ci bowiem wiedzieli, że w krainie wielkiej Zenas zdradzieckie siły przyrody donoszą o wszystkim, co tylko nie idzie w myśl królowej.
    Tak też oto wiatr przelatywał przez pałacowe komnaty, w których królowały pozłacanie rzeźby przedstawiające wojennych weteranów, obrazy malowane nie farbą, a krwią, a także liczne oręża porozwieszane na marmurowych ścianach - najwięcej było mieczy i lanc.
    W pewnej chwili wiatr zatrzymał się nieopodal monstrualnych wrót, za którymi znajdowała się sala tronowa. Nie z bojaźni przystanął, a z zachwytu. Nad wrotami wisiał równie gigantyczny obraz przedstawiający królową i jej ojca - sprawiedliwego władcę wschodnich i zachodnich ziem, który z triumfem zwyciężał każdą bitwę. Dlatego też ojciec jej został utożsamiony z lwem - symbolem dzielności. Zenas od zawsze chciała mu dorównać - przede wszystkim pragnęła poskromić dla siebie wschodnie ziemie, ale nie zauważała, że ojciec jej działał w imię dobra, a nie zła.
    W końcu wiatr znalazł się u celu swej wędrówki. Oto przed nim rozpościerała się nieopisanie wielka komnata - oświetlona pochodniami, w których płomyki zręcznie przeskakiwały po sobie, jakoby tylko po to, by pokazać swoją siłę, a jednocześnie uległość dla postaci siedzącej na wielkim tronie.
    Sam wiatr nieco uciszył się, gdy zauważył tę postać. Wkroczył on bowiem do komnaty w czasie cotygodniowego osądu. Oto przed królową stały dwie kobiety, jedna z nich zaś trzymała w swych rękach dziecko.
    "To moje niemowlę!" - wykrzyknęła jedna z nich.
    "Królowo..." - druga upadła na kolana - "Opiekowałam się tą kobietą, gdyż znalazłam ją na ulicy zupełnie wynędzniałą. Proszę, nie odbieraj mi mojego maluszka! Ona zazdrościła mi go i w nocy przywłaszczyła, po czym uciekła!" - z błaganiem wykrzyczała.
    Zenas uśmiechnęła się na te słowa, gdyż doskonale wiedziała, w jak wspaniałomyślny sposób może cały ten spór zakończyć. Gdy nagle wstała ze swego tronu, nawet sami rycerze się struchleli, nie mówiąc już o przybyłych kobietach.
    "Godfrydzie!" - zawołała królowa o fioletowych włosach.
    Z rycerskiego tłumu wynurzył się umięśniony rycerz i podszedł do kobiet.
    "Spór ten jest banalnie prosty. Oto dziecko to należy się obu kobietom, zatem rozczłonkuj je, by obie otrzymały równą jego część!" - stanowczo zarządziła.
    Cały dwór ogromnie poruszył się na te słowa, ale nikt nie był w stanie zaprotestować.
    "Królowo, nie pozwolę, by temu niemowlęciu coś się stało, proszę, oddaj jej to dziecko, kłamałam!" - krzyknęła pierwsza kobieta, a dziecko zaczęło mocno płakać.
    Na te słowa dwór jeszcze bardziej się przeraził.
    "Ach, tak? Będę zatem bardziej wspaniałomyślna! Godfrydzie, oddaj im to dziecko po równej części, a tę kłamczuchę wtrąć do najciemniejszego lochu, by nigdy już nie zakosztowała światła dziennego!" - rzekła Zenas.
    Rycerz Godfryd podszedł do kobiet, po czym spojrzał na niemowlę. Przypomniał mu się moment, gdy jemu samemu narodził się syn - wyglądał zupełnie tak samo. Niestety, nie widział, jak dorasta - został zabrany niebawem do armii, a jego żona wkrótce zmarła.
    "Na co czekasz? Wyciągaj miecz i działaj!" - krzyknęła z grymasem królowa.
    Godfryd obrócił się do władczyni, popatrzył na nią ze wściekłością i krzyknął na cały pałac:
    "Gdybyś była chociaż ciut podobna do królowej Erenii!"
    "Ja jestem dużo razy lepsza od tej szumowiny!" - po czym podeszła do niego, chwyciła miecz i zadała mu śmiertelny cios w serce.
    Widząc, że główna komnata przesiąka krwią, a królowa szaleje z pychy, wiatr wzleciał do jej uszu i opowiedział, co usłyszał w szczytowej komnacie.
    "Zatem zdrajcy otaczają mnie zewsząd..." - wyszeptała.
    Tymczasem Emanuel kończył opowiadać swemu przyjacielowi o cudownych ziemiach, które były pod władaniem dobrodusznej królowej Erenii - siostry Zenas:
    "Na ziemiach Erenii nie goszczą pycha, chciwość i nienawiść. Tam królują wiara, nadzieja i miłość, spośród których największa jest miłość. Najdrobniejsze życie jest tam szanowane, a nie tępione! Prawdą jest, iż kraina jest odzwierciedleniem serca władcy..."
    Była to jednak ostatnia opowieść w jego życiu, albowiem za choć najmniejszą wzmiankę o wschodnich ziemiach, jak i o panującej na owych ziemiach królowej groziła potworna śmierć - było to najsurowsze prawo ustanowione przez Zenas. Wtem rozległo się wielkie łomotanie do drzwi.
    "Otwierać, w imię wielkiej królowej zachodnich ziem!" - rozległ się głos.
    Wkrótce nie tylko hol główny skąpany był krwią, ale również i komnata geografa.
    Na wieść o owych wydarzeniach miasto powzięło bunt, na skutek którego wielu dworzan poniosło śmierć, zaś sama królowa musiała chronić się w lochach - królestwo bowiem upadało. Sprawdziły się zatem słowa wielkiej księgi: "Z królestwa zbudowanego na pysze ani pyłek się nie ostanie.".
    A wszystko to przez wielką królową Zenas, która w pysze zakazała wymawiania imienia swej siostry - dobrodusznej królowej Erenii - tylko po to, by połechtać swoje własne ego
  • Pokuta I
    "Upadnij, jak Twe królestwo!"
    150 pierwszych zgłoszeń

    Pokuta królowej Zenas

    Zimno.
    Nigdy nie spodziewałam się, że na tych jałowych ziemiach może być aż tak chłodno.
    Uf, w końcu mogę choć trochę odetchnąć... Miasto jest już daleko za mną, a dookoła mnie... pustka. Eh... Jestem tak bardzo spragniona... A przecież nie znajdę tu ani jednej kropli czystej wody!
    Sama doskonale o tym wiedziałam, zsyłając tu tych, którzy mi się nie podobali. Czemu aż tak teraz o tym rozmyślam? Przecież to była ich wina, nie moja! A może...
    Pamiętam, jak mój ojciec opowiadał mi kiedyś historię o straszliwej potędze sił przyrody. Ach, wietrze, czemu tak bijesz mnie teraz po twarzy!? To boli! Aaaa....
    Upadłam. Nie mam siły wstać. Wiatr zasypuje pyłem me oczy, tak bardzo cierpię!
    Ach... Znów ty przed moimi oczami? Tak bardzo mi o sobie ostatnio przypominasz... To dla Ciebie wyruszyłam w tę tułaczkę, dla Ciebie!

    Ta ziemia nie nadaje się do niczego... Może tak udałoby mi się...
    Wstałam. Czas otrzepać się z tego pyłu. Moi geografowie mieli rację, tu nie da się żyć. W końcu było to idealne miejsce dla wygnańców... Losie?! Chyba sobie ze mnie kpisz!
    Niekończące się wzgórza i skaliste doliny przesłaniają mi horyzont. Ten sen... Góra, do której zmierzają pielgrzymi... Do diabła, może chociaż jakieś wskazówki? Tu nie ma żadnej góry!
    - Nieeee!!! - krzyczę.
    Czy ta ziemia aż tak mnie nienawidzi, że ciągle muszę upadać? Mój płaszcz się przedarł, nie mam żadnej innej rzeczy oprócz niego. Ryzykuję życiem, a wyrzuty sumienia wciąż mnie męczą!
    Krztuszę się. Kiedy na te ziemie ostatnio spadł deszcz? Czemu tak o tym nagle rozmyślam? Nigdy mnie to nie interesowało...
    Hej, a co tam się tak błyszczy w oddali! Słońca na tych ziemiach nie ma... Zerkam w niebo.
    Miałam rację, całe niebo przesłonięte chmurami. Szare te chmury jakieś... Może to pył?
    Co za przeklęta ziemia! Wszystko z pyłu tu jest wybrukowane! Ponoć na tych ziemiach w dawnych czasach tliło się życie! Dlaczego moje królestwo musiało aż tak nisko upaść? Czy to z mojej winy?... E, to niemożliwe!
    Och, znów szumisz, wietrze? Chcesz mi coś przekazać? Ale co!?
    Powoli zbliżam się do błyszczącego obiektu. Nogi mnie tak bardzo bolą, tracę siły. Ale... Nie mogę się poddać!
    Cóż to za przepiękny kamień! Byłby kolejną błyskotką do mojej kolekcji, ale... nie! A, to chyba nie kamień!
    Haha, na błyskotkach znam się, jak nikt inny! Przecież to bursztyn. Ale dlaczego sączy się z niego światło tak silne, że aż oczy me się mrużą? Naprawdę piękny ten bursztyn przepełniony światłem... Gdy go trzymam w ręku, czuję, jak moje serce szybciej bije i... co to za uczucie? To chyba nadzieja! Ona wciąż żywa!
    Schowałam ten bursztyn do kieszeni.
    Nie wiem, czy kiedyś mi się on przyda, ale tak czy siak zachowam go.
    Wyjęłam go i patrzę na niego raz jeszcze. To niesamowite, nawet moje klejnoty nie świeciły tak mocno. To dobry blask...
    Znów go schowałam. Patrzę w niebo. Chmury nieco odsłoniły taflę błękitu, gdzie też skrywa się słońce. Widzę je. Mgielna kula wschodząca zawsze na wschodzie teraz już zmierza ku ostatecznej linii zachodu. Niedobrze...
    Patrzę w drugą stronę. Księżyc już wschodzi.
    Płaczę. Księżycowy sierp... Tyle wspomnień! Może by tak... zawrócić?
    Nie! Muszę znaleźć schronienie, gdyż noc już bliska.
    - "Nieee!" - krzyczę.
    Ach, gdzie ja jestem? Jak zimno... Leżę na ziemi. Znów upadłam? Straciłam przytomność... Słońce jeszcze się nie ukryło, szybko się obudziłam... Szczęście...
    Wstałam. Coś jest nie tak z moją prawą nogą, bardzo mnie piecze. Podwijam nieco podarty płaszcz... Krew. Potrzebuję wody!
    Biegnę przed siebie. Nie czuję bólu, a jedynie strach przed... nieznanym. Sama się podjęłam tej misji, nie mogę zawrócić! O, siostro... Daj mi jakiś znak!
    Słońce już znikło. Widzę tylko... sierp. Schodzę ze szczytu wzgórza. Co tak intensywnie świeci w mej kieszeni? Zapomniałam, to bursztyn! Jak dobrze, że wciąż go mam! Świeci coraz mocniej...
    Zeszłam ze wzgórza... Och, co ja widzę! Ile zieleni! Tu jest życie! A tam, gdzie życie, musi być i...
    Woda! Tak! Źródło czystej wody w kamiennym kręgu!
    Widzę swoje obicie. Czy to naprawdę moja twarz? Jestem tak bardzo blada i wychudzona... Jedynie moje fioletowe włosy w ogóle się nie zmieniły. W blasku księżyca są najbardziej widoczne... O ojcze, czemu odwróciłeś się od swego syna?! Wprawdzie... Nie dziwię Ci się...
    Słońce już dawno zniknęło za horyzontem, teraz gwiazdy na niebie oddawały hołd księżycowi.. choć z wyraźnym przymrużeniem.
    No, wyglądam trochę lepiej. Przemyłam swoją twarz i ranę. Bardzo boli, czym sobie na to zasłużyłam?
    Może jeszcze nie nadszedł czas, bym się o tym dowiedziała? Nie czas na rozterki! Muszę czym prędzej znaleźć jakieś schronienie!
    Przydałoby mi się trochę tej wody... W rękach jej przecież nie zabiorę, do licha!
    A co tam widzę? Butelka! Jak dobrze!
    Nabieram trochę wody do butelki. Niesamowite, jak ona lśni, jak błyszczy! Chowam butlę z wodą do drugiej kieszeni. Muszę ją oszczędzać, może mi się jeszcze przydać...
    Słyszę jakieś grzmoty. Czy to burza?
    - "Jeszcze burzy tu brakuje..." - mówię do siebie.
    Nie, to nie z nieba! To z mojej prawej strony. Spoglądam w tamtą stronę. Widzę jaskinię... Nie, to chyba jakaś kopalnia!
    Powoli zbliżam się do niej. Nieopodal wejścia widzę jakieś skalne odłamy. Wyglądają one nieco inaczej niż okoliczne skały. Za tymi odłamami widzę krater... Meteoryt?
    Nieważne. Mam tylko nadzieję, że tę jaskinię nikt nie zamieszkuje. Wchodzę do środka, pusto i głucho.
    Ciemna ta kopa... Bum! Moja głowa... Znów jakaś kupa kamieni! To chyba żelazo...
    O, a tam co? Obok rudy patyki i krzesiwo! Ktoś tu musiał być!
    "Czy ktoś tu jest?" - krzyczę.
    Jedynie echo. Jestem tu chyba sama...
    W przeszłości ojciec nauczył mnie rozpalać ogień. I tak oto rozpaliłam ognisko obok tej twardej kupy żelaza. Mogę się chociaż podeprzeć... Moje plecy...
    Dzisiejszą noc spędzę w tej kopalni. Płomyki odbijają się od mej twarzy. Czuję ciepło i... pustkę.
    Wyciągam świecący kamień i wodę z kieszeni. Swym blaskiem wypełniają niemal całą kopalnię...
    Nigdy nie czułam się aż tak samotnie, jak teraz... Łzy mi ciekną z oczu...
    "Za wszystko... naprawdę przepraszam!" - ryczę.
    Płomyki wciąż odbijają się od mej twarzy, a ja nie przestaję trzymać wody i kamienia...
    Przeszłość... Tak bardzo okropna...
    Muszę znaleźć tę górę...
    - "Siostro, tęsknię!" - mówię do siebie.

    Tymczasem inna tajemnicza postać w płaszczu była już niemal u wielkich wrót prowadzących do prezbiterium monstrualnej świątyni, kiedy drogę przegrodził jej strażnik.
    "Stać! Jest to miejsce wiecznego spoczynku królowej Erenii! Proszę zawrócić i dać jej spoczywać w pokoju!" - stanowczo rzekł.
    Pielgrzym jednak nic nie odpowiedział, a uśmiechnął się i zniknął.
    "Mówiłeś coś?" - krzyknął drugi strażnik, który właśnie nadchodził.
    "Spójrz... Tam..." - odpowiedział mu, po czym wskazał na pustą przestrzeń.
    "Hę? Znowu Ci się coś przywidziało... Przecież tam nic nie ma, eh... Powinieneś więcej spać." - osądził.
    Po pielgrzymie nie pozostał żaden ślad - jedynie pukiel połyskujących w słońcu pszenicznych włosów jeszcze przed chwilą leżących na posadzce, a teraz dryfujących na wietrze...


    Pytania:
    1. Dlaczego ojciec Zenas został na pałacowym obrazie utożsamiony z lwem?
    2. Co było głównym tematem osądu sprawowanego przez królową Zenas?
    3. W jaki sposób i z czyich rąk zginął Godfryd?