Konkurs Literacki "Groza" 2017

    Ta strona wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Kontynuując jej przeglądanie, zgadzasz się na wykorzystywanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

    • Konkurs Literacki "Groza" 2017


      Kiedy dzień w NosVille staje się krótszy od nocy, a ta nieubłaganie ciągnie się jakby nigdy miała się nie skończyć, również i mieszkańcy wydają się być ospali, wręcz nieobecni. Nikt nie ma sił sprostać zagrożeniu tlącego się na Wschodnim Wybrzeżu, nikt nie ma odwagi stanąć twarzą w twarz z Lordem Draco, a już w zupełności nikt nawet nie chce słyszeć o niesławnym Jacku O'Lanternie, który rzekomo w tym roku uknuł potężny plan spustoszenia całej wioski, a nawet wschodniego krańca wybrzeża...

      Ludzie po prostu... nie są świadomi zagrożenia!
      Krwiożerczych kreatur czekających tuż za rogiem...
      Odurzających zapachów i widoków mrożących krew w żyłach...

      Zatem nadszedł czas, by o nich im przypomnieć!

      Dlatego też z tej racji słynna Mistrzyni Grozy księżniczka Catrisha zwołała tajną Radę (Nie)ustraszonych, by wspólnie razem zadecydować, w jaki sposób wybudzić ludzi ze "śpiączki".

      Mimo wielu sprzeciwów, podjęta została bezlitosna decyzja:
      "HISTORIA MROŻĄCA KREW W ŻYŁACH"

      Rada postanowiła więc wyłonić najstraszniejsze, najgroźniejsze, najbardziej krwiożercze historie ze świata NosTale (z nutą kultury ma się rozumieć!), które raz na zawsze obudzą w ludzkich sercach poczucie nieuchronnie zbliżającego się zagrożenia.

      Oto Zasady Rady:

      1. Zadaniem śmiałków jest napisać historię (opowiadanie) mrożące krew w żyłach dowolnej (wymyślonej) sytuacji ze świata NosTale, tak by w ludziach obudziło się poczucie wiekopomnego zagrożenia. Tekst zawierać musi elementy, by było wiadome, że tyczy się on świata NosTale (mogą to być więc m.in. NPC, potwory, mapy, obiekty, itp.).
      2. Tekst powinien mieć minimum 600 słów, ale nie może przekraczać 1200 (tak, by za dużo nie straszyć). Aby się upewnić, ile słów zawiera praca, można użyć licznika słów: licznik słów.
      3. Tekst opowiadania przesłać należy w formie pliku o rozszerzeniu .txt, .doc lub .pdf.
      4. Zabrania się zamieszczania w tekście treści łamiących Ogólne Warunki Korzystania, Regulamin Forum, Zasady Gry, jak i godzące w dobre obyczaje (tu: treści rasistowskie, obraźliwe, seksistowskie, wulgarne, zbyt brutalne, itp.).
      5. Historia (opowiadanie) ma być oryginalna, unikatowa, tzn. napisana od pierwszej do ostatniej linijki własnymi palcami - nie skopiowana z innych stron bądź od innych graczy. Brak dotrzymania tej zasady skutkować będzie natychmiastową dyskwalifikacją z konkursu.
      6. Ze względu na budzącą krew w żyłach tematykę każdy uczestnik wysłać może tylko jedną historię (opowiadanie).

      Pracę w postaci załącznika (pliku) należy wysłać na adres e-mail:
      konkurs@nostale.pl

      W temacie wiadomości należy wpisać: "HISTORIA MROŻĄCA KREW W ŻYŁACH"
      A w treści poza załącznikiem w postaci pliku z historią (opowiadaniem):
      1. Serwer
      2. Nick (nazwa postaci), na którą ma być wysłana nagroda

      Termin nadsyłania prac:
      do 31.10.2017 r., 23:59:59

      Przebieg głosowania:
      I tura (głosowanie Zespołu [Rady]):
      01-02.11

      II tura (głosowanie użytkowników w specjalnym temacie w dziale "Dyskusje ogólne" na forum):

      03-07.11

      Ogłoszenie wyników na forum:
      08.11.2017 r.

      Rada przygotowała również wykwintne nagrody (i to nie tylko dla 3. pierwszych "najstraszniejszych" historii):

      I miejsce:
      -1x Przerażąjący Demon,
      - 1x Księga haloweenowej przemiany,
      -1x Onyksowe Skrzydła,
      -1x Puszka Farby do Włosów.

      II miejsce:
      -1x Przerażąjący Demon,
      -1x Księga haloweenowej przemiany,
      - 1x Czarny Jednorożec.

      III miejsce:
      -1x Przerażąjący Demon,
      - 1x Księga haloweenowej przemiany,
      - 1x Varik.

      + dla najbardziej "krwiożerczych" historii spoza podium - niespodzianka!

      Wszystkie nagrody (poza Przerażającym Demonem) są limitowane!

      Powodzenia!

      Wasz Zespół NosTale.pl
      Grafika: @Aoi
    • Najczęściej zadawane pytania:

      1. Co się stanie, gdy przekroczę limit 1200 słów bądź moja praca nie spełni minimalnego liczącego 600?
      Prace będą oceniać ludzie - nie roboty. Jeśli stwierdzimy, iż dany uczestnik naprawdę postarał się w swojej pracy, jest naprawdę ciekawa i skora do czytania - zaakceptujemy pewne uchybienia, ale proszę też trzymać się wymogu.

      2. Czy praca ma być wykonana na komputerze czy mogę ją napisać odręcznie i wysłać zdjęcie pracy?
      Ma być to praca wykonana na komputerze (w jakimś programie tekstowym, np. WordPad, itp., który pozwala na zapisanie pracy w postaci pliku tekstowego). Nie jest to FanArt, zatem będziemy ignorować napływające takowe prace w postaci zdjęć (konkurs kaligraficzny może kiedyś będzie).

      3. Czy mogę wysłać pracę w innym formacie niż *.txt, *.doc lub *.pdf?
      Trzeba liczyć się z tym, że powyższe formaty są jednymi z najpopularniejszych obsługiwanych przez równie najpopularniejsze programy tekstowe, dlatego też jest 100% pewność, iż powyższe formaty plików zostaną wczytane w programach tekstowych członków Zespołu - co do pozostałych, nie jesteśmy w stanie tego zagwarantować.

      4. Co składa się na ocenę pracy?
      Jej całokształt, przechodząc od takich drobnostek, jak ortografia, interpunkcja (które zaświadczają o staranności dzieła), aż po samą akcję, bieg fabuły, a na końcu zwracając uwagę na obszerność pracy.

      5. Jak wygląda Przerażający Demon?
    • Rada spośród ponad 50 prac wyłoniła 15 najstraszniejszych i najbardziej krwiożerczych.
      Wasze teraz zadanie wybrać z podanej puli 3 prace, które Waszym zdaniem znacznie wybijają się spośród pozostałych.

      Zapraszamy do głosowania:
      Konkurs Literacki "Groza" 2017 - głosowanie użytkowników
    • Nadszedł czas na ogłoszenie koszmarnych wyników...

      Nim jednak to nadejdzie, należy wiedzieć, że bacznie czuwaliśmy nad tym, by głosowanie przebiegło w sposób najbardziej uczciwy, przede wszystkim chodzi tu o punkt zasad tyczący się żebrania o głosy/rozpowszechniania swojej pracy (jak i prób takowych działań). I tak z tytułu nieposzanowania tego punktu i ujawniania swojej pracy zdyskwalifikowane zostają prace o numerach:
      • 2,
      • 4,
      • 5.
      Tym samym rzeczywiste wyniki przedstawiają się następująco:
      • 7. - 28 głosów,
      • 11. - 22 głosy,
      • 1. - 21 głosów,
      • 12. - 19 głosów,
      • 15. - 18 głosów,
      • 14. - 17 głosów,
      • 10. - 14 głosów,
      • 3. - 9 głosów,
      • 13. - 7 głosów,
      • 8. - 4 głosy,
      • 6. - 3 głosy,
      • 9. - 3 głosy.
      Z uwagi na dużą liczbę ciekawych prac i zainteresowanie wydarzeniem, postanowiliśmy poszerzyć nieco liczbę miejsc.

      A oto zwycięzcy:

      I miejsce:
      Akazawa (Avalon)
      Pokaż spoiler
      Zbliżało się Halloween. Całe miasteczko pogrążone było w przygotowaniach do największej przebieranej zabawy, jaka miała miejsce w NosVille. Przez ostatnie dni prawie wszyscy żyli tylko nadchodzącym wydarzeniem i przygotowywali swoje kostiumy. Tylko jedna osoba udawała, że nie interesuje ją całe to zachłyśnięcie się nowym zwyczajem. Siedziała cały czas na drzewie i obserwowała wszystko wokół. Z nikim nie rozmawiała, ale mówiono, że nocami szuka czegoś u stóp wulkanu..
      ***
      Nadszedł wreszcie tak długo wyczekiwany dzień. Wszystko wydawało się być dopięte na ostatni guzik: dekoracje zagościły w NosVille, mieszkańcy użyli zwojów przemiany w najwymyślniejsze kostiumy – od słodziutkich króliczków i krzakogonów po przerażających stalowych oprawców. Całe miasteczko ogarnęła niesamowita aura. Przed domami stały wydrążone dynie i paliły się lampy. Bliźniacy Topp oraz Calvin przesiadywali w mieszkaniu Włóczykija i obmyślali plany podboju kobiecych serc podczas balu.
      Mieszkańcy zbierali się w NosVille, aby przetańczyć całą noc. Na balu zjawił się również mądry Malcolm. Wyglądał na nieco zdenerwowanego. Trzęsły mu się ręce, nerwowo przechadzał się pomiędzy gośćmi i unikał jakiegokolwiek kontaktu. Do czasu aż zaczepiła go Mimi. Przez krótką chwilę rozmawiali, a zdenerwowanie, które towarzyszyło Malcolmowi przeszło również na nią. Poprosiła zebranych o ciszę i rozpoczęła przemówienie:
      - Kochani! Wybaczcie, że przerywam zabawę, ale muszę Wam opowiedzieć o tym, co odkrył Malcolm. Może jednak lepiej będzie jak on sam się tym podzieli.
      Malcolm jeszcze bardziej zdenerwowany niż wcześniej poczuł lekkie zażenowanie.
      - Do-dobry wieczór.. – zaczął – Przeszukiwałem ostatnio archiwa naszego miasta. Znalazłem jego historię i stare kroniki. Na samym końcu mych poszukiwań do rąk wpadła mi pewna księga. Wyglądała na niezwykle starą. W środku opisana była le-legenda związana z okolicami NosVille, która głosi, że spokojne i bezpieczne miasteczko jest połączone magicznym przejściem z ta-tajemniczym laboratorium. Niby nic nadzwyczajnego, ale to przejście zostało za-zamknięte przez Lorda Mukrajutysiące lat temu. Od tego momentu duchy, zombie i istoty z innego wymiaru mają za złe późniejszym pokoleniom..
      - To zwykłe brednie! – krzyknął ktoś z tłumu.
      - Cisza! – uspokoiła wszystkich Mimi – To brzmi bardzo niewiarygodnie, ale… jest jeszcze coś. W tej księdze ukryta była – jak twierdzi Malcolm - mała tabliczka podpisana jako Kronika Akashica, na której napisane były starodawne zaklęcia, mogące obudzić zmarłych.
      - Tak, ale.. – urwał Malcolm
      - Ale co? – zapytała przerażona Soraya.
      - Ale ta tablica zniknęła..
      ***
      Nieznajomy ubrany w czarny strój z twarzą ukrytą w kapturze, tak że nawet nie można było rozpoznać jego płci, trzymał w ręku coś, co z wyglądu przypominało książkę lub jakąś tabliczkę. Stał nadmistyczną studnią i zaczął czytać:
      Duchy z podziemi ze snu wstać pora,
      A na powierzchnię niech wyjdzie każda największa zmora.
      Niech księżyc zgaśnie, aby mroczne plemię
      Mogło iść wygłodniałe przez te nasze ziemie.

      - Czemu nic się nie dzieje?! Dobrze.. Tylko spokojnie.. dalej..

      Wzgórza NosTale, drzewa i palmy
      Żywot NosGraczy jest strasznie marny.
      Weźcie te perły ciemności jako ofiarę,
      A krwiożercze zombie niech zjedzą Mimi i Sorayę!

      - Nadal nic? Halo? Potwory? Legendy..
      Nieznajomy wyrzucił perły do studni i odszedł rozmyślając nad tym, gdzie popełnił błąd. Gdy tylko zniknął za horyzontem, woda przybrała kolor oliwkowozielonej, zaczęła się wylewać a z wnętrza studni wyłoniła się czyjaś dłoń..


      ***
      W pobliżu słonecznych łąk i innych terenów nadal znajdowali się ludzie. Nie interesowała ich cała przebierana zabawa i woleli spędzić swój czas na zbieraniu doświadczenia. Bezbronni gracze zostali jednak zaatakowani. Potwór ze studni o czarno-białych skrzydłach przelatywał nad ich głowami i pozbawiał życia. Ci, którzy przeżyli, trafili do podziemi, zaciągnięci przez Świtę Fernon.

      Nieukończony Fernon dotarł również do miasteczka, gdzie trwał właśnie bal. Zjawa zaskoczyła mieszkańców, którzy skryli się w popłochu w swoich domach. W NosVille zgasły światła a ulice opustoszały. W miejscu, gdzie stał Olbrzymi Święty Kamień, teraz była ogromna dziura, przez którą wydostawały się przeraźliwe potwory: Garbaci, Wychudzeni, Wstrętni, Człapiący Strażnicy Zombie;Lunatykujące Duchy; Wojownicy, Łucznicy Trupiej Czaszki; Mroczne Castry; Olbrzymie Pająkii inne . Mimi i Soraya stały się celem umarłych. Nawet w swoich domach nie były bezpieczne – zombie przedostawały się i tam. Przestraszone zdecydowały się odpłynąć statkiem na wyspę. Liczyły na to, że w nowych przebraniach pozostaną niezauważone. To jednak na nic. Swojej przemiany nie mogły anulować z powodu klątwy Fernon. Były bezradne. Postanowiły biec ile sił w nogach. Przedzierały się przez stada oszalałych duchów i kościotrupów, aby dotrzeć na statek. W połowie drogi, tuż przed Portem Alveus Soraya została złapana. Nie potrafiła się wydostać z rąk krwiożerczych potworów, które ciągnęły ją w podziemia. Mimi zadecydowała poświęcić przyjaciółkę, aby sprowadzić pomoc.

      Przerażona Soraya błagała o pomoc, jednak nikt nie reagował. Wszyscy mieszkańcy zostali siłą zaciągnięci do podziemi, gdzie królował Nieukończony Fernon wraz ze swoją Świtą. Obok jego tronu znajdowała się specjalna balia, do której starą abisynką pompowano wodę ze skażonej studni. Każdego kogo zanurzono w wodzie stawał po stronie zła i przybierał wygląd rozkładających się zwłok. Ten los nie ominął również Sorayi. Jej piękna twarz zmieniła kolor na zgniłozielony, długie włosy wypadły, a ubrania wyglądały jak podarte szmaty. Fernon z każdą chwilą powiększał swoją armię nieumarłych.
      ***
      Na szczęście w porcie panował spokój. Leika oraz Isalin, które nie brały udziału w balu, były zszokowane opowieścią Mimi. Fabian Mróz natychmiast wyruszył na Glacernon, aby ściągnąć stamtąd wojowników, łuczników i magów do walki z siłami ciemności. Całej rozmowie z przerażeniem przysłuchiwała się również Eva.
      - Udało się! Udało! O nie.. – wykrzyczała do zgromadzonego tłumu, po czym zemdlała.
      Śmiałków nie było zbyt wielu, ale byli to najdzielniejsi gracze NosTale. Po przypłynięciu statkiem okazało się, że z powodu efektów nałożonych przez Fernon, nie mogą założyć żadnej z kart specjalisty. W tym czasie udało się ocucić Evę, która zdążyła wyjaśnić całe zamieszanie.
      - Chciałam Was nastraszyć.. To w końcu Halloween. Nie wiedziałam, że to wszystko się wydarzy. Pomogę Wam.
      - Już dość zrobiłaś – zaprotestowała Mimi – Te potwory porwały wszystkich mieszkańców, kto wie co z nimi zrobiły. Wielkie dzięki za taką pomoc.
      - One zostały obudzone perłami ciemności wrzuconymi do skażonej studni. Stamtąd czerpią swoją moc. Według legendy ich władca toNieukończony Fernon, pokonany przez Lorda Mukraju. Musimy udać się do Tajnego Laboratoriumi dowiedzieć się ze Zwoju Oświetleniajak go pokonać.
      - Nie zaszkodzi spróbować. Ale Ty – Mimi wskazała palcem na Evę – zostajesz.

      ***
      Dzielni wojownicy dotarli na swoich skrzydlatych koniach i smokach do laboratorium, które okazało się być całkowicie puste. Szybko odnaleźli pradawną księgę, w której napisano:
      Ten, kto duchy uwolni – nagrodę dostanie,
      Lecz tylko on zgładzić je będzie w stanie.
      Przygotuj potrawę z leczniczych ziół
      I wrzuć ją w skażony wodny dół.

      ***
      Eva zdobyła lecznicze ziołai przygotowała z nich niby-miksturę, którą zagotowała nadogniskiem. Najtrudniejsze zadanie jednak przed nimi – Eva jako królowa podziemi nie mogła pojawić się w NosVille, bo od razu zostałaby postawiona przed tronem władcy. Na szczęście amulety powrotu otrzymane od Malcolma wciąż działały. Eva wraz ze swoją grupą pomocników przeteleportowała się na Skalny Klif, gdzie znajdowała się skażona studnia. Wrzuciła kilka buteleczek z wywarem z leczniczych ziół, a jednego z nieustraszonych magów poprosiła, aby użył Spadającego głazui kamieniem zaklinował ujście studni. Rozległ się przeraźliwy płacz, ryk i zgrzytanie resztek zębów. Studnia zaczynała eksplodować. Magowie cały czas zrzucali kamienie w głąb studni, aż w końcu ziemia przestała się trząść. Cała grupa - z Evą na czele – udała się do NosVille, aby sprawdzić, co z mieszkańcami. Miasteczko było przeludnione. Wszyscy w swoich już normalnych postaciach byli cali i bezpieczni. Nawet mistrzowie gry zachodzili w głowę co tu się stało i co robili przez ostatnie kilka godzin. Każdy był przekonany, że to tylko straszliwy koszmar.
      Może lepiej nie mówić im jaka jest prawda?


      Dubix (Avalon)
      Pokaż spoiler
      Z okazji zbliżającego się święta Halloween Mimi Mentor zorganizowała mini-konkursy dla wszystkich mieszkańców NosVille. Mogli brać w nich udział starzy i młodzi, ponieważ liczył się spryt i szczęście, a nie doświadczenie. Jeden z takich konkursów polegał na otwieraniu skrzynek latających Mimiców, które uciekały od uczestników i nie pozwalały im się dotknąć. Jeśli komuś ta sztuka się udała mógł zatrzymać zawartość skrzynki. W jednym konkursie wygrał nawet Malcolm! Główną nagrodą była wizyta w salonie fryzjerskim Sorayi Style, gdzie zwycięzca ma możliwość przefarbowania włosów tajemniczą farbą.
      Jedna konkurencja całkowicie zmieniła życie mieszkańców NosVille. Była to zabawa w chowanego. Wszyscy się bardzo na nią cieszyli i szukali kryjówek, gdzie nikt ich nie znajdzie. Wiecznie niezorganizowany Malcolm wpadł na pomysł, że schowa się w studni w NosVille. Jedyną osobą, która obserwowała jego poczynania był Ospałek. Odpoczywał sobie pod drzewem w pobliżu swojego domu i nie brał udziału w zabawie. Malcolm niestety miał pecha. Ukrył się w dużym wiaderku przywiązanym do liny, która pod wpływem ciężaru ciała zerwała się, a Malcom wpadł do studni pełnej wody. Przez długi czas próbował się wydostać, ale zszokowany bardzo szybko stracił przytomność. Ospałek usłyszał tylko plusk wody, lecz gdy podbiegł do studni niczego nie był w stanie zobaczyć. Malcolm przepadł bez wieści i pozostał po nim tylko zerwany sznur.
      Mieszkańcy, po usłyszeniu opowieści Ospałka, nie chcieli dać temu wiary. Malcolm jednak nie pojawiał się w NosVille i wszyscy zaczynali się niepokoić. Niejednokrotnie zaglądano do studni i zastanawiano się, gdzie mógł zniknąć i co mogło się stać z jego ciałem. Nikogo nie cieszyło już Halloween, ponieważ wszyscy mieli w pamięci tajemnicze zniknięcie Malcolma.
      Po kilku dniach w NosVille niespodziewanie pojawił się właśnie Malcolm. Nikt nie wierzył, że to właśnie on. Mimi Mentor żądała wyjaśnień, ale on sam nie do końca wiedział co się stało. Mówił coś o Wiedźmie Lartenie, Frankensteinie i innych potworach nie z tego świata.
      - Ale jak Ty się tutaj znalazłeś?! Gdzie byłeś tyle czasu? - Dopytywała Soraya
      - Naprawdę, nic nie pamiętam.. Przestańcie już pytać. Najważniejsze, że żyję. Cieszę się, że wreszcie Was widzę. – Uciął Malcolm – Mam dla Was niespodziankę. Dziś Halloween, a więc należy świętować.
      Malcolm wyjął ze swojego ekwipunku czarne i żółte dynio-cukierki oraz dyniowy syrop. Wszyscy rozkoszowali się przysmakami od Malcolma i nikt nie zastanawiał się, skąd on je wziął.
      Eva postanowiła wznieść toast - Niech żyje Malcolm! – wykrzyczała.
      Jedyną osobą, która nie piła napoju, był właśnie Malcolm. Po chwili wiadomo było dlaczego. Wszyscy mieszkańcy, zebrani wokół odnalezionego przyjaciela, w jednej chwili poczuli niesamowitą senność i padli na ziemię. W tym czasie z dna studni wyleciała na miotle Wiedźma Laurena.
      - Ha-Ha-Ha-Ha-Ha-Ha – zaśmiała się złowieszczo – Dobra robota, Malcolmie. Teraz wszystkich do studni! - rozkazała
      W głębi znajdowała się rezydencja Wiedźmy wraz ze specjalną przychodnią Doktora Maunusa. Będąc na jej usługach przeprowadzał swe szalone eksperymenty, używając do tego obiektu doświadczalnego.
      Mieszkańcy NosVille posłużyli jako dodatkowy materiał do doświadczeń. Doktor Maunus poczekał aż wszyscy wybudzą się z uśpienia i przystąpił do działań. Przerażające rzeczy działy się w jego drewnianej chatce. Wszędzie leżały zakrwawione bandaże i strzępyniewygodnego ubrania, na półkach stały słoiki ze świętą krwią. Maunus dokonał wielu straszliwych eksperymentów. Nikt nie zdołał uciec spod jego noża. Sorayę spotkał straszny los. Jej piękna głowa została ucięta w połowie szyi i zatopiona w formalinie. Wyłupiaste oczy spoglądały pustym wzrokiem na ciemne pomieszczenie, oświetlone jedynie pochodnią. Po odpowiednim czasie namaczania szalony doktor przyszył jej głowę do pleców. Soraya stała się przerażającym potworem i przez długi czas nie wiedziała jak powinna stać, żeby w miarę swobodnie się poruszać. Wszyscy byli przerażeni tym, co dzieje się tuż pod ich spokojnym miasteczkiem.
      Kolejnym celem byli bracia – Teodor i Teoman Topp. Doktor Maunus zardzewiałą piłą pozbawiał ich kończyn. Zostawił im tylko po jednej nodze i jednej ręce (Teoman miał dwie lewe kończyny, a Teodor dwie prawe), a następnie przypalił ogniem ich skórę na plecach, aby móc skleić ich razem. Krew bryzgała dookoła, a bracia krzyczeli z przerażenia.
      Po zakończeniu prac nad „upiększaniem” mieszkańców, Wiedźma Laurena wysłała ich wszystkich do NosVille. Przerażające monstra zaczęły siać zamęt i zniszczenie wśród graczy. Słabszych pożerały żywcem. Przeżyć mogli tylko najsilniejsi. Część z nich zdecydowała się uciec na wyspę Glacernon. Z pomocą Leiki i Fabiana Mroza dostali się na statek i bardzo szybko odpłynęli.
      Na lodowej pustyni życie było bardzo trudne. Po kilku miesiącach przebywania tam zaczynało brakować jedzenia i wody. Gracze myśleli tylko o przetrwaniu i zaczynali zabijać siebie nawzajem.
      Ocalić może ich tylko Tajemniczy Podróżnik, z którym toczona jest odwieczna bitwa. On – jako jedyny zna sposób na unicestwienie Doktora Maunsa i przywrócenie porządku w NosTale.
      Kilku śmiałków zdecydowało się błagać Podróżnika o pomoc, który okazał się bardzo łaskawy. Rozkazał graczom zorganizowaćtajemniczy pergamin orazstarą tablicę. Ta misja była niezwykle trudna. Po wielu poświęceniach i wyrzeczeniach graczom udało się pokonać potwory na Glacernonie i wydrzeć im potrzebne księgi. Dodatkowo zyskali kilka eliksirów ataku, które również oddali Podróżnikowi. Uradowany zapewnił swoich dłużników, których zostało tylko dwoje, że dzięki tym przedmiotom będą mogli uratować swoich przyjaciół poprzez cofnięcie czasu i zapobiegnięcie wydarzeniom. Gracze w zaciekawieniu przyglądali się czarom podróżnika. Nagle stała się rzecz, której nikt się nie spodziewał. Tajemniczy Podróżnik okazał się być zdrajcą. Wykorzystał bezbronność swoich wrogów i raz na zawsze się ich pozbył. Na samym środku Tundry Bitoren pojawiło się ogromne przejście, przypominające czasoprzestrzeń. Pozostali wojownicy zostali wrzuceni w to miejsce, gdzie do dziś czekają na uwolnienie. Niegdyś tęczowy świat NosTale został zniszczony, ostatni gracze przepadli na lodowej pustyni, a mieszkańcy NosVille błąkają się po mieście w postaci przerażających potworów.


      II miejsce:
      Solu (Gryf)

      Pokaż spoiler
      To był dzień inny niż wszystkie. W powietrzu czuć było zapach siarki, a cała wioska była spowita mgłą, którą wręcz można było przecinać.
      Mieszkańcy NosVille nie byli świadomi zbliżającego się zagrożenia. Tego dziwnego dnia, tylko jedna osoba miała złe przeczucia. On jeden wiedział, że nadchodzi coś złego,
      mrocznego, wręcz przerażającego. Był to nie kto inny, jak Ospałek. Ani na chwile nie mógł zmrużyć oka. Czuł, że coś się zbliża. Postanowił przejść się po mieście i sprawdzić, czy wszystko gra.
      W okolicy nie było żywej duszy, w oknach nie świeciły się światła. Na ulicy było widać jedynie samotnego Ospałka. Niepokój i przerażenie zaczęły tlić się w jego głowie.
      W pewnym momencie poczuł na ciele czyiś wzrok. Obrócił się, jednak przez mgłę nikogo nie widział. Szedł dalej, robiło się coraz zimniej, a ulice zdawały się nie mieć końca.
      Nagle Ospałek usłyszał kroki, powietrze stało się gęste. Nie wróżyło to nic dobrego. Panicznie rozglądając się na boki, zaczął biec. W jednym z pobliskich domów ujrzał światełko.
      - W domu Sorayi było widać światło! - pomyślał Ospałek.
      Popędził tam ile sił w nogach. Tuż przy samych drzwiach zdębiał. Wiedział, że ktoś za nim szedł, że ktoś go obserwował, że ten ktoś, nadal tam jest. Otrząsnął się i nie obracając się za siebie zapukał do drzwi.
      Na szczęście nie czekał długo. Soraya po chwili otworzyła. Widząc jego minę i twarz całą zalaną potem, wpuściła go bez wahania.
      - Ospałku, co się stało?! - zapytała zaniepokojona Soraya.
      - Nie wiem, nie wiem... - Ospałek wyglądał jakby tracił poczucie z rzeczywistością.
      - Czy coś nam grozi? OSPAŁKU! - coraz bardziej przerażona widokiem przyjaciela, złapała go za ramiona i energicznie nim potrząsała.
      W domu zgasło światło. Nastała ponura aura. Ospałek jakby uderzony w twarz, wrócił do rzeczywistości. Wziął Soraye za rękę i wybiegł z domu.
      - Ospałku! Co się dzieje!? Gdzie biegniemy? Ja... - Soraya wywróciła się, nie nadążała za ciągnącym ją za rękę Ospałkiem.
      - Wstawaj Soraya! Musimy biec do Mimi! Ona będzie wiedziała co zrobić. - Ospałek już wracał po siedzącą na ziemi przyjaciółkę, lecz kątem oka zobaczył, że z mgły wyłania się jakaś postać.
      - W Tobie cała nadzieja, musisz dobiec do Mimi. Powiedz jej tylko, że dzisiaj musi użyć "tego"! - nagle Ospałek ruszył z całych sił w stronę postaci, znikając z nią we mgle.
      Soraya przerażona całą tą sytuacją wstała i pobiegła w kierunku domu Mimi. Nagle usłyszała przeraźliwy krzyk. Modliła się, żeby to nie był krzyk jej przyjaciela.
      Mleczna mgła utrudniała drogę, stylistka straciła orientację. Błądziła po ulicach NosVille. Los jednak chciał, żeby trafiła do Mimi. Energicznym ruchem ręki, zaczęła dobijać się do drzwi.
      W domu mentorki również nie świeciło się światło. Soraya miała łzy w oczach. Po chwili ktoś otworzył. Różowo włosa postać wyłoniła się z ciemnego domu.
      - Soraya?! Co się dzieje?! - twarz Mimi spochmurniała, natychmiast wciągła do domu zapłakaną, trzęsącą się z przerażenia Soraye.
      - Ospałek... On uratował mnie! Ta mgła, postać... Coś złego się dzieje. Dlaczego nie ma świateł!? Gdzie są mieszkańcy?! - stylistka czuła się przytłoczona, jednak zrozumiała, że musi zebrać
      myśli i powiedzieć dokładnie co się stało.
      - Mimi, Ospałek kazał Ci powiedzieć, że musisz użyć "tego". Nie wiem o co chodzi, ani też co się dzieje, ale w wiosce jest coś bardzo złego. - Soraya opanowała myśli i przekazała
      wiadomość od przyjaciela.
      Różowo włosa zaczęła błądzić po pokoju. Powietrze stawało się coraz zimniejsze, a zło było wręcz wyczuwalne. Nagle stanęła.
      - To nie może być on... Przecież powinien być uwięziony. - mina mentorki stawała się coraz bardziej pochmurna.
      - Chodźmy, musimy iść po ten miecz. - powiedziała Mimi idąc w stronę szafy.
      Przesunęła ją w prawo, wywracając przy tym stojący obok stolik. Zza mebla wyłoniły się drzwi. Soraya bez zbędnych pytań wstała i pomogła Mimi przesunąć szafę.
      Schodziły po schodach w milczeniu. Soraya nie miała pojęcia o jakim mieczu mówi mentorka. Z kim mają do czynienia? Czy wioska jest w niebezpieczeństwie?
      - Soraya. - Mimi odwróciła się do przyjaciółki - To będzie Twoje zdanie, ja muszę udać się do Arcymagów, aby utworzyli nad NosVille tarcze, żeby on nie uciekł.
      Podała stylistce miecz. Soraya miała nadzieję, że to tylko zły sen. Ona? Walcząca?
      - Ale o czym Ty mówisz? Z kim mamy do czynienia!? - Soraya znowu nie wiedziała co ma zrobić, co się dzieje - Przecież musi być ktoś inny!?
      - Nie. Cała nadzieja w Tobie. Wioska opustoszała. On zrobił z nich swoich niewolników. Jack O'Lantern. - twarz Mimi wypowiadającej te słowa była poważna.
      Gdy Soraya usłyszała to imię... Jack O'Lantern, zdębiała. Zrozumiała o co chodzi. Bała się, ale wiedziała, że nie ma innego wyjścia.
      Chwyciła za miecz i nie patrząc na Mimi pobiegła szybko do góry. Miecz, który dzierżyła był najpotężniejsza bronią, jaką dotychczas wykuto.
      Połączenie kości pokonanego Draco oraz kła potężnego Kertosa. Tylko ten miecz mógł powalić tak silnego przeciwnika. Mgła lekko opadła, jednak powietrze nadal było mroźne.
      Soraya pobiegła od razu do centrum NosVille. To było najlepsze miejsce dla tego potwora. Stamtąd mógł obserwować całe miasto. Stylistka się nie myliła.
      Ukryta w krzaku, widziała go. Niepozorną postać. Nagle na ramieniu poczuła czyiś dotyk, był lodowaty. Przerażona odwróciła się.
      - Malcolm?! Co Ty... - poczuła uderzenie w brzuch - Jest opętany... - wyszeptała, kaszląc.
      - Wybacz przyjacielu! - uderzyła go rękojeścią w głowę, a ten padł na ziemie.
      - Jest tylko ogłuszony. - pomyślała.
      To nie był koniec. Mgła opadła i Soraya widziała, jak jej przyjaciele wychodzą z domów. Wyglądali jak bezmyślne zombie.
      - NIE POWSTRZYMASZ MNIE, MWAHAHAHA! - ten głos był jak uderzenie bicza - Twoi przyjaciele są już moi!
      Soraya odwróciła się w kierunku O'Lanterna. Ruszyła ile sił w nogach w jego stronę.
      - Straciłam ich... - pomyślała - Nie! Nie straciłam! Oni wrócą! JAK ZNISZCZĘ CIEBIE! - biegnąc w stronę O'Lanterna stanął jej na drodze Ospałek.
      - Ospałku?! - Soraya ledwo się zatrzymała.
      - O nie... Ty też. - twarz jej zbladła, wiedziała, że to przez nią Ospałek stał się niewolnikiem tego potwora.
      Zacisnęła ręce na mieczu, trąciła przyjaciela na ziemie i dotarła do źródła wszelkich problemów.
      - Giń i już nigdy nie wracaj! - wbiła miecz prosto w jego ciało.
      Jack zaczął się śmiać. Śmiał się tak głośno, że ziemia się trzęsła. Oczy O'Lanterna spoczęły na Sorayi. Stała przerażona trzymając w ręce miecz, którym przebiła jego ciało.
      Po chwili, zaczął się rozpływać. Wręcz się topił. Czarna maź była wszędzie. Ulatniający się z niej dym utworzył w powietrzu uśmiech. Przeraźliwy śmiech jeszcze raz rozniósł się po wiosce.
      Soraya opadła na ziemie. Wykończona całą tą sytuacją zasłabła. Obudziła się w łóżku, w swoim domu. Obok niej siedział Ospałek i Mimi, którzy nie ukrywali zadowolenia.
      - Soraya! Jesteś bohaterką! Uratowałaś wszystkich! - krzyknęli jednym chórem Mimi i Ospałek.
      - Nie uratowałam nas... On wróci. Widziałam to w jego oczach. - powiedziała z pochmurną miną stylistka. Oczy zaszły jej łzami.
      - Może wróci, ale wysłałam już Arcymagów, żeby się nim zajęli. - oznajmiła spokojnym głosem Mimi.
      Soraya spojrzała w okno. Zobaczyła słonce. Promienie nadziei i szczęścia. Wiedziała, że to nie koniec, że on powróci. Ale następnym razem będzie gotowa,
      żeby stanąć w obronie swoich przyjaciół i razem z nimi, ramie w ramie, stawić czoło O'Lanternowi.


      kajdan1999 (Avalon)
      Pokaż spoiler
      Roz.1
      Wydarzenia, które w obecnym czasie zacznę opisywać, można potraktować jako relacje.
      Ostatnimi czasy w Nosville zrobiło się naprawdę szaro. Wraz z nadchodzącą jesienią nawarstwiło się sporo pracy, którą trzeba wykonać. Tak pewnego dnia Mimi poprosiła mnie o pomoc w sprawie domku znajdującego się gdzieś w Lesie Jodłowym. To opuszczony zamek, który od wielu lat straszy widokiem każdego, kto przechodzi niedaleko - szczególnie nocą.
      Od kilku dni, z tego co słyszała, dzieją się tam dziwne rzeczy typu mrugające światła z okien albo dziwne dźwięki dochodzące gdzieś ze środka, jakby pojękiwania. Normalnie wahałbym się przyjąć takie zadanie jednak prosi mnie o to Mimi. Wciąż staram się by zauważyła moje starania ale chyba mi to nie wychodzi, bo nadal nie zwraca na mnie szczególnej uwagi.
      Tak oto zostałem na pewien czas jakimś śmiesznym detektywem. Nawet dostałem od niej czapeczkę z daszkiem i fajkę. Udałem się do zamku co nie było proste bowiem był on położony w naprawdę grubym gąszczu tego lasu. Nie sądzę by ktokolwiek miał się tu zapuszać dlatego myśl, że ktoś słyszał takie głośne wycia z tego domu, nie wchodząc nawet głębiej do lasu wywołała u mnie gęsią skórę. Koniec końcow siedzę właśnie w tym miejscu i piszę ten dzienniczek. Ułożyłem się wygodnie dosyć blisko drzwi wejściowych, jednak nie sądze bym miał przyjemność z nich korzystać. Nie mógłbym się potem pokazać Mimi na oczy gdyby dowiedziała się, że jestem tchórzem. Tak... to miejsce jest przerażające jednak w kieszeni mam kilka zaklęć do wyciągnięcia w razie gdyby zrobiło się niebezpiecznie. Kompleks wygląda na totalną ruine jednak jak na swój wiek trzyma się solidnie. Na ścianach można zobaczyć poucinane ramy od obrazów, zdobione kolumny oraz inne cuda architektury. Noc jest w miarę pogodna i ciepła, więc nie musze martwić się, że świece, które ustawiłem dosłownie w całym wejściu zgasną. W jednym z pokoi na piętrze znalazłem bardzo stare książki. Dla zabicia czasu postanowiłem coś wyszperać w nich na temat historii oraz o właścicielach pałacu. Oczywiście, wyniosłem je jeszcze zanim się ściemniło. Tyle kurzu, ile znajdowało się na górze, nie widziałem w całym swoim życiu, a jednak już wtedy zaniepokoiło mnie to, że dół budynku jest w miarę posprzątany i poukładany jak na tak stary kompleks do którego ponoć nikt się nie zapuszcza. Tak czy siak muszę być ostrożny. Na jakiś czas odłożę dzienniczek i poczytam moją dość sporą lekturę wyniesioną z piętra.


      Roz.2
      Zrobiło się naprawdę późno a tu nic się nadal nie dzieje. Nie mówię, że chciałbym, ale powoli zaczynam myśleć, że wszystkie historie związane z tym domem to poprostu bujda. Właściwie to postąpiłem głupio, przychodząc tu samemu. Mogłem poczekać, aż ktoś z Nosville będzie miał trochę wolnego czasu i dopiero tu przyjść. Problem w tym, że była to pilna sprawa a jak to już wspominałem, nie jestem w stanie odmówić Mimi pomocy, eh...
      Po przeczytaniu wielu zapisków o tym domu muszę stwierdzić, że jestem lekko zdziwiony. Wyczytałem, że zamek był kiedyś obiektem kultu ludzi, którzy chcięli porozumieć się z czymś nie z tego świata. Wszyscy zaczęli się ich obawiać, bowiem to co wywoływali miało jakiś zły wpływ na okoliczny teren. Wszystko zaczęło obumierać. Nawet ludzie czuli się źle. Jeśli nawet tak było to w obecnym czasie wszystko trzyma się w miarę dobrze. Nie widzę żadnych anomalii, wokół obiektu porosło naprawdę sporo chwastów ,więc chyba nie jest tak źle. Musiało być to w takim razie naprawdę bardzo dawno.


      Roz.3
      Zrobiło się strasznie zimno... Jednak nie to jest moim obecnym problemem. W zamku gasną świece przez co tracę kompletnie widoczność. Najchętniej uciekłbym z tego miejsca, ale na zewnątrz jest tak ciemno, że nie mogę nic dostrzec. Jest jeszcze jeden problem. Ktoś lub coś kręci się wokół budynku. Wie, że tu jestem i chyba próbuje się zakraść. Kiedy wytężyłem wzrok, zobaczyłem tylko dwa białe punkciki w zaroślach. Może to jakiś pies albo kot. Zaczął szumieć wiatr, który spotęgował atmosfere niepewności. Szumy zlewają się w jedną wielką kakofonię. Pogoda psuje się kompletnie i boję się, że może zacząć padać.


      Roz.4
      Nie było innej opcji jak zaszyć się w głąb zamku. Na zewnątrz rozpętała się burza i nie można było usiedzieć już blisko drzwi. Przeciąg trzaskał nimi choć czułem, że coś jest nie tak. Podstawiając krzesła one wciąż się otwierały jakby ktoś je otwierał z zewnątrz. Przeraźliwy mróz ogarnął moje ciało. Dodatkowo jestem już pewien, że coś stara się niepostrzeżenie wkraść do środka. Być może już tu jest.
      Słyszę powolne stukania z piętra. Może jest ich więcej? Jedno jest pewne, nie ucieknę...
      Chociaż starałbym się wybiegnąć z domu to coś może mnie łatwo dopaść w ciemności lasu.
      Póki co siedzę w kuchni. Jest tu w miarę przytulnie i nie ma możliwości wejścia bez mojej wiedzy. Wejście to jedne drzwi... których będę pilnował jak swoje życie.
      Jestem przygotowany na wszystko i nie dam się tak łatwo przestraszyć.
      Cokolwiek tu nie wejdzie, poleci z dymem od mojej różdżki.


      Roz.5
      Ten budynek jest chory... Jestem przerażony jak nigdy w życiu. Podczas mojego pobytu w kuchni zrobiło się naprawdę cicho i na chwilę stres opadł. Wpatrując się w drzwi usłyszałem za sobą cichy krok. Straciłem kompletnie siłę do działania. Paraliż ogarnął całe moje ciało. To coś było tuż za mną...
      Odwracając powoli głowę, kątem oka zobaczyłem ciemną przezroczystą postać z białymi ślepiami i naprawdę a to naprawdę ogromnym uśmiechem, który był przyodziany kłami na całej rozciągłości ust. Tak po prostu patrzył się na mnie... Uciekłem z kuchni nawet nie próbując się bronić. Przebiegłem przez cały budynek i to właśnie był błąd. Prawdopodobnie największy jaki mogłem popełnić. Zgubiłem się, a próbując wrócić poczułem się jakbym chodził ciągle w te same miejsca. Wygląda to tak, jakby korytarze domu prowadziły mnie do miejsc, których one chcą. Największym jednak problemem jest to, że nie mam many...
      Kompletnie nie mogę rzucać zaklęć ani nawet wyczarować małego płomyka aby się ogrzać.
      Zostałem całkowicie obezwładniony. Bez mocy, jako mag, nie jestem w stanie już nic zdziałać, nawet miotaczem zaklęć. Spróbuje dostać się na piętro, ponieważ okna na górze nie są zakratowane. Może tam uda mi się wyskoczyć i spróbować zregenerować moc.


      Roz.6
      Nie wiem czy wyjdę z tego cało jednak udało mi się poznać kilka istotnych faktów z książek znalezionych w piwnicy. Tak, trafiłem do miejsca gdzie nawet w koszmarach nie śniło mi się, że się znajdę. Dziwne stworzenia zaczęły wrzeszczeć i gonić mnie po całym kompleksie. Myślalem, że to już koniec jednak zgubiłem je właśnie tu.
      Mają białe ślepia i przypominają lekko koaren. Wygląda to tak jakby strzegły tego miejsca.
      Nie wiem ile już tu siedzę, ale jedno jest pewne. Nie wyjdę już stąd...
      Dom otwiera czasoprzestrzeń do miejsca, w którym schowana została nienawiść Ancelloan. Po jej śmierci to w to miejsce została zepchnięta i zamknięta. Dawno temu kultyści szukając władzy zapuścili się na odmęty tych potworności. Prawdopodobnie sami padli ofiarą własnej chciwości.
      Jestem już wyczerpany psychicznie i fizycznie. Piwnice domu są równie ogromne co on sam, jeśli nie większe. Został on zbudowany właśnie na potrzeby ochrony tajemnic spoczywających jeszcze głębiej. Naprawde boje się iść dalej, ale jeśli zostanę tutaj to prawdopodobnie w końcu mnie znajdą. Muszę ruszać...


      Roz.7
      Jestem wykończony, dopadły mnie... Moja noga jest połamana, nie mogę już biec. Schowałem się w szafie w jednej z cel. Znajduje się tu dużo książek. Wszystkie opisują przebieg inkantacji tego czegoś... Słyszę jak węszą. Szukają mnie... Na samym dole słychać uderzenia, które rozchodzą się po całych katakumbach. Jakby coś nie mogło się stamtąd wydostać.
      Chce mnie dopaść, czuję to, woła mnie w nieznanym mi języku. Wysyła po mnie te zjawy, aby mnie odnalazły. Wydaje mi się, że już wiedzą nawet gdzie jestem. Czekają tylko już na wejście. Czuję ich. Są przed celą. To już chyba mój koniec... Trzymam na kolanach czapkę, którą dała mi Mimi i żałuję, że nigdy nie powiedziałem jej tego, co o niej myślę. Teraz odłożę mój dzienniczek i zacznę się modlić o bezbolesną śmierć.


      III miejsce:
      <Avatar> (Avalon)
      Pokaż spoiler
      Wszyscy znali opowieści na temat okrucieństwa Amona. Olbrzymi stojący w płomieniach Demon o sile tysiąca mężczyzn, oczach czarniejszych niż obsydian i wzroście zasłaniającym promienie słońca. Istota przyzwana z najgłębszych czeluści Otchłani aby wykonywać jedno jedyne zadanie – strzec Sztyletu Rozpaczy, artefaktu z łez bogini Ancelloan, jedynej broni zdolnej przebić ciało Erenii.
      Legendy głoszą, że gdy armia piekieł pod dowództwem Amona podbiła Bramę Niebios, a Święta Protektorka Zenas została ścięta własnoręcznie przez Erenie, próbowali oni zniszczyć sztylet. Jednak mimo użycia całej potęgi piekieł i boskiej mocy sztylet pochodzący od samej Stworzycielki pozostał nienaruszony. Wtedy też zabrała sztylet do Ruin Piekła, ukryła w najgłębszych lochach i pogrzebała pod morzem wrzącej lawy. Wyczerpana po walce pogrążona była od tysiącleci w letargu czerpiąc moc z ciała i krwi Zenas.
      Jednak w końcu się przebudziła.
      Nagle ze wszystkich stron świata zaczęły nadchodzić raporty o dziwnych anomaliach i podwyższonej agresji potworów. Niedługo po tym Cylloan zostało podbite przez armie piekieł. Ci, którzy uciekli przed rzezią, opowiadali nie tylko o demonach i ich wynaturzonych bestiach ale też o spowitych w mrok aniołach. Ostatkiem sił rycerze Zakonu zapieczętowali wejście do naszego świata, samemu skazując się na śmierć w ogniu Erenii.
      Od tego wydarzenia ludzkość zawiera sojusze, mobilizuje armie i stara się bronić gdy Talionom uda się przedrzeć przez wyrwy w czasoprzestrzeni. Jednak wszyscy wiedzą, że pieczęć w końcu straci moc, a świat podzieli los Cylloan i bogini Zenas.
      -----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
      Ramos od początku wiedział, że w otwartej walce nikt nie ma szans przeciwko Erenii, Amonowi i ich armii. Jako mistrz Gildii Skrytobójczej, tajnej organizacji Lorda Cuarry, wbrew jego rozkazom, wyruszył z zamiarem wykradnięcia sztyletu. Gdy armia Inkwizycji przeszła do Cylloan, aby zdobyć Ruiny Piekła, niepostrzeżenie ruszył za nimi. Przeczekawszy bitwę, gdy ucichł ryk bestii niosący się przez góry, wyruszył na miejsce masakry. Kończył mu się prowiant, koń podkradziony oddziałom padł dwa dni temu, a on sam coraz bardziej uważał, że przecenił swoje możliwości. „Co może jeden człowiek przeciw potędze zdolnej zniszczyć całą armie, a nawet Bogini?”. Gdy dotarł do celu i ujrzał pobojowisko, coraz bardziej męczyła go myśl, że być może jest to podróż w jedną stronę.
      W powietrzu można było wyczuć odór siarki, ludzkich ekskrementów i spalonego mięsa. Roztrzaskane tarcze, powyginane kawałki pancerzy i broń walały się wszędzie wokół skąpane we krwi. Ramos wiedział, że to co ujrzy nie będzie widokiem przyjemnym, lecz na to co zobaczył nie mógł się przygotować. Przed zamkiem w centrum dziedzińca leżał stos zwłok, a raczej tego co pozostało z wysłanej tu armii Inkwizycji. Zbite w masę nagie ciała ludzi, koni, ogarów i gryfów pozbawione niektórych członków i krwi. Twarze śmiałków wykrzywione w grymasie przerażenia, bólu, rozpaczy. Na podwyższeniu za nim na palu nabita była głowa Arcykapłana Marvina z powyrywanymi zębami, wyłupionymi oczyma i przybitym do czoła odwróconym krzyżem.
      Ta walka to był ostatni zryw. Ostatnia nadzieja. Ostatnia szansa na wygranie tej wojny.

      Ominąwszy stos ruszył w cieniu do wejścia. Olbrzymie wrota z wygrawerowanymi jarzącymi się czerwienią runami był rozwarte na oścież, jakby zapraszając do środka. „Nie musisz się nikogo obawiać, jeśli to Ciebie trzeba się obawiać”. Dopiero gdy się zbliżył dojrzał, że prócz run wyryte są na nich także iście dantejskie sceny. Na środku obu skrzydeł wrót ukazana była demonica, spijająca cieknącą krew z trzymanej nad sobą urwanej głowy. Wokół widać było Anioły katowane przez Demony. Były one obdzieranie ze skóry, pozbawiane kończyn i zalewanie lawą. Ogrom tego miejsca, obrzydliwy zapach i cisza która nastała od czasu klęski wojsk Inkwizycji sprawiła, że po Ramosie przeszły ciarki. Czuł, że w jego żołądku się przewraca. Mimo, że widział nie jedno w życiu, poczuł że popełnił błąd, a zwątpienie to najgorszy wróg.
      Wkroczył w mroczny korytarz wyłożony czerwonym granitem. Ściany wyściełane były czaszkami ludzi, aniołów, a nawet demonów. Cały czas trzymając się jej kurczowo starał się podążać przed siebie. Wrota pozostawił już daleko w tyle, a końca tunelu nie było widać. W głowie miał tysiące myśli. To miejsce wpędzało w szaleństwo...
      Nagle mrok ustąpił. Jego oczy rozszerzyły się. Korytarz kończył się balkonem, z którego rozpościerał się widok na nieskończenie olbrzymią komnatę. Nie było widać jej końca, ścian, dna ani sufitu. Z góry lały się olbrzymie potoki magmy. W dole między nimi dostrzec można było most, który zdawałoby się lewituje i niknie gdzieś w oddali. Zabrnąwszy już tutaj Ramos ruszył schodami w dół. Mimo wrodzonej ostrożności ruszył biegiem przed siebie, wiedząc że i tak jest tu świetnie widoczny.
      Chwilę potem wkroczył do wielkiej jamy. I wtedy go zobaczył... Wielka rogata mroczna postać siedziała w dole odwrócona plecami do niego. Ramos ledwo powstrzymał się przed zwróceniem posiłku, gdy zorientował się, że Amon właśnie żywi się martwymi żołnierzami. Niedaleko przed nim stała rzeźba - wykuta w czarnej skale kobieta, leżąca w kuszącej pozie z jedną ręka wzdłuż ciała, a drugą przed sobą trzymając sztylet.
      Ramos ruszył najciszej jak potrafił. Przemykając koło ścian i między kolumnami zszedł do pieczary pod nim. W pewnym momencie usłyszał donośne charknięcie i zamarł. Odczekawszy chwilę wznowił krok za stosami trupów, ich odór był ledwo do wytrzymania. Między nim, a rzeźbą było już zaledwie pięć metrów… i najpotężniejszy demon. Ramos rozejrzał się, sięgnął po leżącą obok dłoń i cisnął nią za siebie. Huk zakutej w stalową rękawice kończyny poniósł się echem po jaskini. Serce mu przyśpieszyło, gdy Amon przestał pożerać zwłoki i przez chwilę nasłuchiwał. Za sekundę odwrócił się i ruszył w kierunku odgłosu, a jego krokom towarzyszył głuchy stukot kopyt. To była jedyna szansa. Ramos ruszył w stronę sztylet, by po chwili się przekonać, że jest on dużo większy niż dwuręczne miecze noszone przez paladynów Zakonu. Chwycił jednak oburącz za rękojeść i w tej chwili zaczął maleć, idealnie dopasowując się do ludzkich rozmiarów. Nie zastanawiając się długo schował go za pazuchę i zawrócił. Stracił Amona z oczu i zastanawiał się czy zauważył on brak artefaktu. Nie oglądając się za siebie podążył kamiennym mostem z powrotem.
      Bez trudu dotarł do schodów i tunelu. Jednak gdy do niego wszedł była w nim ściana z litej skały. Zaczął ją nerwowo obmacywać w poszukiwaniu jakiegoś przełącznika lub ukrytego wyjścia. Nagle usłyszał za sobą zamykanie drzwi, opuszczaną kratę, a tunel wypełniła ciemność i śmiertelna cisza. Wtem w jego głowie rozległ się szaleńczy i donośny śmiech. Po chwili jednak ustąpił głosowi potwora. „Uwielbiam to uczucie, gdy wydaje wam się, że wszystko się uda, że dokonacie niemożliwego, że ocalicie swoich bliskich, a tak na prawdę zwodzę was do samego końca”. Ramosowi stanęło serce. Zastanawiał się gdzie popełnił błąd. „Tak jak wszyscy przed Tobą myślałeś, że najciężej ukraść sztylet”. Demon znowu zarechotał drwiąco. „Prawda jest taka, że żaden głupiec nie jest godzien wyjść z piekła, do którego po niego przyszedł. Wy ludzie jesteście mordercami, niszczycielami, równie mrocznymi istotami jak demony i zasługujecie na wieczne cierpienie w ogniu Erenii. Obiecuję ci, że Twoja czaszka dołączy do tych w korytarzu, twoja krew wzmocni moją władczynie, a twoje ciało pożre już niebawem”. Otoczony przez ciemność nie mógł się pogodzić ze słowami Amona. Czuł jak mocz spływa mu po nogawkach. Nagle w ciemności dostrzegł parę płonących oczu. Nim jego martwe ciało padło na ziemie, poczuł jak jego serce zostaje wyrwane z piersi.


      Beziu_xD (Gryf)
      Pokaż spoiler
      „Cel misji jest dość prosty. Waszym zadaniem jest przejście przez opuszczone laboratorium w celu odnalezienia magazynu Radala. Macie sprawdzić jego zawartość i ewentualnie zabezpieczyć ścieżkę do niego. Co możecie uznać za istotne? Wszystko, co pomoże w walce z demonami. Zniknięcie Tajemniczego Podróżnika przysporzyło nam więcej kłopotów niż mogłoby się wydawać. Odziały włóczników zaczęły atakować łąki Nosville i kopalnie Kovolt. Mało tego mieszkańcy Zaginionego Archipelagu Cylloan zaczęły przedostawać się w niezliczonych ilościach na tereny Seli Lusha. Potrzebujemy broni i wiedzy. Radal badał czasoprzestrzeń, to może być nasza jedyna szansa. Misja jest ściśle tajna, poza wami wiedzą o niej Anni, zarządca NosObozu na Górze Krem i Doggo, jej kompan. Porozmawiajcie z Anni w celu uzyskania dalszych instrukcji.

      Starszy Arcymag Ognia, Saneshi.”

      Poniedziałek, 30. października. Ranek, pierwszy dzień wyprawy. Zgodnie z poleceniem arcymaga i wskazówkami Anni udaliśmy się w stronę laboratorium. Mam ze sobą krzyż Grahama. Ponoć dostał go od samej Bogini Zenas. Posiada on moc odpychania demonów, może się przydać. W ostateczności różaniec ten przyda się by zmówić ostatnią modlitwę. Zaraz wyruszamy. Ja, Doggo, Balentin i jakiś szermierz. Nie znam go właściwie, dziwny typ. Jednak machać szpadą to on potrafi. Widziałem go w akcji podczas podróży z oddziałem przez Ruiny Piekła. Balentin jest utalentowanym magiem, jednak nie jest on magiem bitewnym. Mam nadzieję, że jego zdolności światła zdadzą się coś w walce z nieumarłymi.

      30. październik, południe. Brama laboratorium. Na murach widnieją stare runy, prawdopodobnie jeszcze z czasów Duke’a. Zgodnie z zapiskami Radala opowiadają one o wyrwach w czasie i przestrzeni, jakie można znaleźć na tym świecie. Nie podoba mi się to miejsce. Krzyżyk zawibrował. Czyżby wyczuwał obecność demonów?

      Testament Radala:
      „To cień Zenas... Wyśmiałem cię, ale tak było. Teraz wiem, że miałeś rację. Nie wiem, czy usłyszysz moje przeprosiny, ale chcę ci powiedzieć, że żałuję, iż zignorowałem twoje strzeżenie. W tym laboratorium wszyscy poza mną stracili rozum i stali się "strażnikami". Ach, ty prawdopodobnie nie wiesz, czym jest 'strażnik'. To końcowe stadium choroby. Pacjenci nie oszaleli, lecz choroba przeniknęła ich myśli. Są zmuszeni ochraniać to miejsce. Ci strażnicy atakują każdego, kto się tu pojawi. Mogą być bardzo brutalni. Kto to zrobił? To był demon. Jedno jest pewne - jakaś demoniczna moc sprowadziła na nas tę chorobę. Ty jesteś przekonany, iż był to cień Zenas, jednak ja w ogóle nie wierzę w jej istnienie. Tak czy siak, wszystko przepadło... Cała praca badawcza Duke'a nigdy nie ujrzy światła dziennego, bo jest teraz w rękach strażników. Bardzo tego żałuję, ale każda pomoc przybywa za późno. Zastanawiasz się pewnie, jak mogłem napisać ten list, otoczony strażnikami. Jeśli mam być szczery, to powiem ci, że również jestem strażnikiem. Już nie dam rady dłużej walczyć z chorobą. Szaleństwo zdążyło i mnie opętać. Pamiętam, jak mówiłeś, że powrócisz po 2 miesiącach. Jeśli znajdziesz mój list, proszę, spełnij moją prośbę. Jeżeli mnie znajdziesz, zabij mnie. Nie chcę już na zawsze wędrować po tym laboratorium jako zombie! Nie chciałbym stracić rozumu i stać się dla kogoś marionetką. Mam szczerą nadzieję, że znajdziesz ten list.”

      Doggo miał go przy sobie. Mówił, że była to część raportu innego poszukiwacza przygód, który podróżował po najniższym poziomie laboratorium. Radal pisał coś o cieniu Zenas. O co mogło mu chodzić? Zenas może i jest bezlitosna, jednak to jest Bogini, siostra Erenii. Coraz bardziej zaczyna mi się to nie podobać...

      Wtorek, 31. października. Minęło jakieś 15 godzin od wejścia do laboratorium. Nie natknęliśmy się na żadnego ze strażników. Doggo nie wspominał mi nic, że klątwa została zdjęta. Mimo to nie wydaje się on być tym faktem zdziwiony. Zgubiliśmy się kilka razy. W jednej z uliczek znaleźliśmy kamień czasoprzestrzeni. Dookoła niego leżały strzępki ubrań ubrudzone krwią. Strażnicy? Niestabilna wyrwa? Czy może coś gorszego? Nie wiem, uwzględnię to w raporcie. Rozbiliśmy obozowisko w ruinach sali wykładowej. Na tablicy dalej znajdują się słowa i runy. Mam wrażenie, jakby runy emanowały energią. Balentin wydaje się podzielać moje zdanie na ten temat, jednak z jakiegoś powodu nie chce mówić o tym głośno. Balentin jako mag z kręgu Maginów powinien te runy znać bardzo dobrze. Albo te runy są niegroźne, albo wręcz przeciwnie. Nasz tajemniczy szermierz poszedł wybadać okolice. Matko, to laboratorium jest ogromne! Moje rodzinne miasto Orła Pustyni nie jest tak duże jak ten obiekt. Albo za bardzo błądzimy...

      Wtorek, chyba. To już chyba noc. Ciężko określić mi ile godzin minęło. Napadli nas strażnicy. Cała horda strażników. Armia umarłych zbierana przez jakieś stulecia... Zostaliśmy tylko ja, Balentin i Doggo. Nasz tajemniczy szermierz odwrócił uwagę stada i poświęcił się. Nie spodziewałem się po nim takiego heroizmu. Jeśli jakimś cudem przeżyłeś, odwdzięczę się.
      Skryliśmy się w okolicy dziwnego odłamka czasoprzestrzeni. Emanuje z niego znacznie większa energia niż z czegokolwiek, co dotąd w życiu widziałem. Doggo twierdzi, że był tu kiedyś. Wydaje mi się, jakby chciał skorzystać z wyrwy jak z przejścia. Nie podoba mi się ten pomysł. Balentin jest zbyt zdruzgotany po walce. Pora wynosić się z tego miejsca...

      Doggo zniknął. Po prostu zniknął. Razem z nim cała wyrwa. To chyba zły znak. Musimy jak najprędz<W tym miejscu urywa się wpis>

      To cień Zenas... Ty. Ty, który czytasz ten list. Klątwa cienia narasta w siłę. Nie mam czasu tego tłumaczyć, tracę siły. Nie wiem czym jest cień Zenas. Wiem tylko, że każdy, kto wejdzie do starego laboratorium Duke’a, umrze. Właściwie nie umrze. Zostanie strażnikiem. Tak jak ja teraz. Strażnicy. Nie wiem czym są. Nie wiem czego pilnują. Cały legion nieumarłych pilnujących bramy we wnętrzu laboratorium. Dziwne kamienie czasoprzestrzeni, pojawiające się i znikające. I jest jeszcze On. Cień Zenas. Zenas jest moją Boginią, jednak ten cień. Uosobienie zła. Nie wiem, czy uda mi się skończyć list. Moja siła woli słabnie. Ty, który czytasz ten list. Powiadom NosObóz. Powiadom krzyżaków. Powiadom wszystkich. Laboratorium Radala, znane również jako laboratorium Duke’a. To, co się tutaj znajduje... Musicie zniszczyć to miejsce. Musicie zabić cień Zenas. Inaczej czeka nas coś gorszego niż przebudzenie Fernon. Czeka nas coś gorszego niż upadek cywiliza <W tym miejscu urywa się wpis>


      -Zniszczyć. Zwłoki spalić, Doggo odnaleźć i odesłać z powrotem do NosObozu. Nikt nie może się dowiedzieć, co planujemy. Przeszukajcie jeszcze raz wszystkie korytarze. Jeśli zwykli śmiertelnicy byli w stanie zajść tak daleko, oddział zwiadowczy Erenii przekradłby się bez większego trudu. Strażnicy to za mało. Oddział Kamaela może zająć się patrolowaniem okolic bramy mego cienia. Reszta zgodnie z planem. Zwiększcie obstawę przewozów. Ostatnio ataki się wzmagają. Musimy usprawnić technologię teleportacji przez czasoprzestrzenie. W Seli Lusha to my jesteśmy siłą.
      -Tak jest.
      -Latheore. Mój Latheore. Wkrótce będziesz wolny... Odmaszerować!


      Wyróżnienia:
      Sheilley (Avalon)
      Pokaż spoiler
      ***
      -Hej Alarius, zrób mi coś dobrego na obiad- westchnęła i usiadła.
      -Ymm.. Laoni?- zapytał - Czy Ty nie miałaś wrócić później?- Zdziwił się i ruszył w stronę kuchni.
      -Wiesz.. mamy tyle pracy.. Potwory nie dają nam spokoju. Dzisiaj miałam dużo zleceń, więc Smoczyca pozwoliła mi wrócić do domu. Korrieta przejęła pracę za mnie - odpowiedziała, czując zmęczenie napawające jej ciało, zamknęła powieki i zasnęła.
      -No dobrze, akurat byłem u Evy i kupiłem co nieco- wziął nóż do ręki i zaczął kroić zioła.
      Dzień wydawał się taki jak zwykle, lecz to co się wydarzyło zaskoczyło Laoni, Alariusa i nie tylko...
      Nagle ziemia zaczęła drżeć i mieszkańcy Nosville poczuli, że czeka ich coś strasznego.
      -A-alarius.. - poczuwszy trzęsienie obudziła się - co tu się dzieje?
      - Nie mam pojęcia, rozglądne się a Ty poczekaj. Schowaj się tutaj - wskazał wejście do małego pomieszczenia podobnego do schronu.
      -A co z Tobą? Gdzie idziesz?- spytała zaniepokojona.
      -Muszę ochronić mieszkańców, idź tam gdzie wskazałem.
      -Pójdę z Tobą!
      -Zostań.- Oznajmił i wyszedł.
      ***
      -Veltarox.. widzisz tą czarną chmurę? to.. to chyba nad Nosville..- powiedział Ingolf.
      -Jak to? Przecież nie dopuściliśmy potworów do terenów blisko miasta.. wszystko zrobiliśmy dobrze!- Odparł zmartwiony.
      -Prześlę tę informację Smoczycy przez komunikator. Nie mam pojęcia co teraz robić.
      Droga przewodniczko, nad Nosville panuje czarna chmura i mgła. Co powinniśmy zrobić? Proszę o szybką odpowiedź.
      Veltarox
      -Odpowiedź już jest:
      Udajcie się na wschodnie Słoneczne Łąki. Czekamy, tam obmyślimy plan. Lecz pośpieszcie się, mamy mało czasu. Niektórzy z nas zostali w Nosville.
      Smoczyca

      ***
      Na Łąkach zebrali się żołnierze. Strach ogarnął wszystkich bo ciemna mgła przysłaniała coraz większą część nieba. Co teraz czeka miasto Nosville?

      -Drodzy zebrani- rozpoczęła Smoczyca- sytuacja wygląda bardzo poważnie. Nie możemy tak po prostu wkroczyć do miasta. Nie jestem pewna co tam nas czeka. Choć bardzo chciałabym uratować moich bliskich... – w jejoczach można było zauważyc wzruszenie- wyślemy dwóch najodważniejszych łuczników na obserwacje terenu. Niewidzialni będą mogli zobaczyć, co się tam dzieje i pomóc. Z informacji wiadomo, iż Alarius i Laoni znajdują się w mieście. To ich najpierw trzeba odnaleźć. Są utalentowani, więc najprawdopodobniej dalej żyją. Szpiegami będą Korietta i Etilo.- po przemówieniu wskazała na dwójkę bohaterów.
      -Rozumiem, że niewidzialni musimy wkroczyć do Nosville, informować o sytuacji i uratować to, co możliwe?- spytała Korietta.
      -Tak, dokładnie. Ciągle kontaktujcie się z nami. W razie poważnego zagrożenia będziemy musieli wstąpić wojskiem do miasta- odpowiedziała Smoczyca.
      -Ruszajmy- powiedział Etilo - Ty idź od północy a ja pójdę od południa.
      Oboje skryli się płaszczem i po kilku sekundach byli już niewidzialni.
      ***
      Miasto osaczył mrok. Korietta mimo tego podążała w stronę mieszkania Laoni. W pewnym momencie potknęła się i upadła na ziemię. W okolicach karku poczuła zimny wilczy oddech... Ogarnął ją ogromny strach. Czuła się jak sparaliżowana... Niemiłosierny ból rozchodził siępo jej szyi. Nie zważając na niego, sięgneła ręką po sztylet, odwróciła się na plecy i przecięła bestię wpół. W oddali zauwazyła wiele małych czerwonych oczu, które zmierzały w jej stronę. Mimo poranionych nóg, rzuciła się do ucieczki. Wtem.. przed nią pojawiła się bardzo jasna postać. Korietta poczuła się jakby wchodziła do niebios. Dłoń wystająca ze światła chwyciła ją i przeteleportowała w zupełnie inne miejsce...
      -Już dobrze.. spokojnie.. to ja, Alarius.. pamiętasz mnie?- spytał troskliwie.
      -Tak.. pamiętam.. co się wydarzyło?
      -Użyłem swojej umiejętności i sprowadziłem Cię do podziemii Nosville. Tutaj znajdują się mieszkańcy, których udało mi się ocalić- pokazał Korieccie pomieszczenie. Znajdowało się tu tyle, ile zdołano zabrać. Kilka łóżek, krzeseł, dwa stoły i mało jedzenia. Gdy dziewczyna przyglądała się przestraszonym ludziom, podeszła do niej Holly:
      -Jak się masz? Pewnie okropnie, dlaczego pytam... Daj, opatrzę Ci rany- delikatnie przyłozyła ręcę w miejsca obrażeń.
      Zawyły wilki i zaraz potem zatrzęsła się ziemia. Alarius uspokajał ludzii zabronił imwychodzić na zewnątrz. Czyhałotam wiele niebezpiecznych kreatur; nie tylko Catsów, lecz też Kovoltów. Wydawało się, że byli sprzymierzeni z wszystkimi potworami na świecie... Alarius zaczął żałować, że nie zabrał Laoni ze sobą.
      ***
      Niczego nie można było dojrzeć.. ciemność ogarnęła dosłownie wszystko.. W niektórych miejsach, gdy się przyjrzało,można było zobaczyć jeszcze świeżą, spływającą krew, wisiały potargane ubrania... Ciągle czuć było zimny i okropny powiew. Etilo jednak mimo złych myśli podążał..
      -Gdzie ja w ogóle jestem.. - pomyślał- czy... czy to... jakaś kobieta?- podbiegł do leżącej pod ścianą budynku dziewczyny. Po chwili zobaczył, że to Laoni. Była nieprzytomna i blada. Delikatnie nią potrząsnał i spytał czy żyje. Oddychała. Etilo choć na chwilę poczuł ulgę...
      -Znowu wyją- usłyszał przeraźliwe krzyki- muszę zaprowadzić ją w bezpieczne miejsce. Schował dziewczynę pod pelerynę i we mgle udał sie w jedyne miejsce, gdzie można było wejść do podziemi Nosville.
      Wysyłam komunikat do wszystkich, jeśli ktokolwiek jest w podziemiach, proszę o otworzenie drzwi. Czekam z ranną Laoni i dwoma mieszkańcami.
      Etilo
      Chwilę po otrzymaniu zgłoszenia drzwi zostały otwarte. "Laoni, Laoni!!!"- głośne krzyki obudziły dziewczynę.
      -Już jesteśmy bezpieczni.. przepraszam, mój błąd, że Cię zostawiłem.- powiedział ze smutkiem Alarius. - Nic nie mów, połóż się. Laoni po tych słowach zamknęła oczy i usnęła.
      ***
      -Nie.. nie mogę tego tak zostawić, te krzyki! Ja muszę pomóc!- Laoni wyszła z ukrycia i wybiegła z domu. To był bardzo zły pomysł. Jesienny, ciepły poranek na jej oczach zamienił się w największy nieoczekiwany koszmar. Poczuła strach w sercu, widoczne było to też w oczach. Gdy tylko potwory ją zauważyły, zaatakowały. Boingi, larwy i golemy lawy kiedyś wydawały się jej takie łatwe do pokonania. Teraz... ich siła wzrosła stukrotnie. Mimo mroku, który ogarnął dziewczynę, użyła zaklęcia. Z nieba, które tego dnia było ciemniejsze niż kiedykolwiek, spadały gwiazdy, prosto na potwory. Promyki świetlne przezwyciężały panującą ciemność. Laonipomimo walki oberwała wiele razy. Wszystkie larwy pokonała dzięki swoim umiejętnością, stalowe kawałki po boingach walały się po ziemi. Okropnie śmierdziało. Zabite robaki wytwarzały zapach nie do wytrzymania. Ostatni cios! Leciał w stronę magiczki z niesamowitą prędkością. Zdążyła zabić cień, który zaatakował, lecz nie uniknęła zaklęcia. Zemdlała oparta o dom.
      ***
      Na Słonecznych Łąkach ludzie się niecierpliwili. W tym momencie Gujin zauwazył mężczyzne idącego szybkim krokiem.
      -Art! Nareszcie jesteś!- krzyknął- Smoczyca na Ciebie czeka.
      -Tak wiem.- Odparł- Smoczyco, dostałem wiadomość, że nasi przyjaciele znajdują się w podziemiach. Póki co, potwory o tym nie wiedzą. Ale nie możemy tak tu bezczynnie stać! Niedługo mogą zaatakować schrony.
      -Hmm..- zastanawiała się- no tak. Veltarox, poprowadzisz razem ze mną pierwszą armię wojowników. Gujin i Art staną z tyłu razem z łucznikami i magami. Musimy trzymać się razem, mimo wszystko. Potwory najprawdopodobniej zajęły sam środek miasta. Uderzymy z jednej strony, a ludzie z podziemia z drugiej.- opowiedziawszy plan, załozyła zbroję i hełm, i ruszyła na przód a za nią wszyscy...
      ***
      Centrum Nosville przeistoczyło się w piekło. Ze środka ziemi wypływała lawa, która była jedynym źródłem światła. Wychodziły z niej duchy, feniksy i inne ogniste stwory. W okół okręgu stała rada Covoltów i Catsów. Patrząc na twarze napastników widać było, że są szczęśliwi i pewni wygranej. Ichuśmiech jednak zniknął szybkopo zobaczeniu żołnierzy biegnących prosto na nich.
      -Nigdy wiecej!- krzyknął Veltarox i rzucił włócznią prosto w głowę Catrishy. Smoczyca używając ostrego miecza wymierzyła ognisty cios w stado Kovoltów! Nagle Art używając gazowego pocisku zrównał Catsy z ziemią, a Gujin lodową wichurą zamroził pozostałych! Mimo to, bohaterowie doznali sporych obrażeń.Wieluz nich miało poparzoną skórę i krztusiło się przez dym. Na pomoc z podziemii ruszyli Laoni, Korietta, Alarius, Etilo z pozostałymi mieszkańcami. Brali rannych do siebie i opatrywali. Gdy walczący nie mieli już sił, zastąpili ich. Tak piękne miejsce przerodziło się w krainę pełną krwi i zniszczeń. Wszędzie piętrzyły się stosy trupów
      Oddziały ze wznowioną siłą atakowały stwory do czasu, aż wszystkie zginęły...
      ***
      Czy od tego momentu Nosville będzie już bezpieczne? Siła w naszych rękach!


      Tobi (Gryf)
      Pokaż spoiler
      Ah…
      Wioska Nosville. Dzień jak co dzień. Mijał standardowo. Krótki spacer wzdłuż zatoki, szukając pozostałości, jedzenia czy ubrań – generalnie, przydatnych rzeczy.
      Dla włóczęgi jak ja, ten „dzień” nie powinien rożnić się niczym. Wszyscy wydawali się być normalni. Calvin tradycyjnie – w stercie książek. Mimi potrząsała radośnie swoimi kocimi uszami, Eva przyrządzała swoje specjały a Soraya zbierała świecidła i inne tego typu pierdoły. Sielanka, można by rzec. Tego właśnie dnia, świat który ja – Ospałek, znałem, przestał istnieć.
      Właśnie. „Dzień”
      Wróciwszy do domu, a właściwie pod dom, pod którym miałem zwyczaj się chować w cieniu i rozkoszować wolnością, moje wiecznie zmrużone i zmęczone oczy po chwili odpoczynku same się zamknęły, a ja zapadłem w letarg.
      Wydawało mi się, że nie śpię długo. I tak właśnie było. Zwykle drzemię dwie, góra trzy godziny, a budzą mnie dzwony których echo, dobiegające z Alveus, obijało mi się o uszy. Cóż, ciężko było ich nie słyszeć. Ogromny huk żeliwa, który towarzyszył mi przez całe moje życie, zawsze o tej samej porze.
      Nawet nie wiecie, jak bardzo wtedy za nim zatęskniłem.
      Ale od początku.
      Znacie ten moment, kiedy budzicie się jakby ze śpiączki?
      Nie?
      No tak, przecież nie zdarza się to każdemu.
      Przez pierwsze dwie minuty nie kontaktowałem. Promienie słońca nie padały mi na twarz i nie wpadały specjalnie do oka, żeby wybudzić mnie ze snu. Nie wyglądało to jak dwunasta w samo południe.
      -Noc? – pomyślałem.
      Jednak nie, to nie była noc jaką znam – noce na wschodnim wybrzeżu są wilgotne, rześkie – zwykle czuć bryzę. To było jakby ktoś zamknął wszystko w wielkim słoiku bez dziur w wieczku. Duchota, mrok – żadna latarnia się nie świeciła. Nie sposób było usłyszeć radosnego krzyku i gwaru typowego dla poszukiwaczy przygód. Po chwili dopiero zorientowałem się, że jestem zlany potem.
      Wstałem.
      Szybkim krokiem udałem się pod pracownie braci Topp. Jak już powiedziałem- żadne światła się nie paliły, chodziłem więc po omacku parę razy wywracając się na twarz. Zawsze byłem niezdarą.
      -Teodor? Teoman? –krzyknąłem.
      Ta dwójka zawsze lubiła się kłócić. Jednak gdy zawołało się ich imię dwa razy, stawiali się oboje, nawet jeśli wybudziło się ich ze snu, z nadzieją na zarobek.
      Tym razem, tak jak wiele innych rzeczy, to się nie zdarzyło.
      Zrezygnowany udałem się w okolice rynku. Kręciłem się tak kilka godzin, wzdłuż pustych domostw. Nie słychać było wiatru, jedyne co słyszałem to szepty.
      Byłem jednak na co dzień ze swoimi problemami z głową, dlatego właśnie wybrałem zycie w samotności – by nikogo nie obarczać swoimi chorobami, toteż nie przejmowałem ani nie bałem się niczego – w końcu, nieraz słyszało się dziwne rzeczy.
      Nie kontrolowałem czasu. Nie byłem w stanie go określić. Księżyc schowany był za chmurami. Próbowałem go wypatrzeć jednak nic z tego nie było. Stanąłem przy studni wycieńczony, marząc by zaczerpnąć z niej wody. Pogrążony w półmroku oparłem się o płotek.
      -To tylko zwykła noc. Prawdopodobnie po prostu za długo spałem – próbowałem sobie wmówić.
      Nagle usłyszałem śmiech.
      Odwróciłem się do miejsca, z którego wydawał się dobiegać.
      -Mimi? – Do moich oczu zaczęło dobiegać światło z małej latarni, którą trzymała w trzęsącej się, zwiędłej jak kwiat ręce.
      Nie odpowiedziała.
      -To ty się śmiałaś? – jej oczy wydawały się być puste i jakby zamglone, jej ubrania były podarte, jednak ona stała w bezruchu.
      Znowu brak odpowiedzi. Cisza zadzwoniła mi w uszach.
      Usłyszałem kroki za swoimi plecami. Mimi wskazała na coś znajdującego się za mną palcem.
      -O co chodzi? Spytałem.
      Znów cisza… Postanowiłem się odwrócić.
      Cholera… Jaki to był błąd.
      Nie minęła chwila a odskoczyłem z wrażenia, zobaczyłem charakterystyczny, srebrny odcień włosów Calvina. Jego puste oczy wgapiały się we mnie i wwiercały, jakby chciał krzyknąć pomocy, jednak nie mógł wydać z siebie żadnego dźwięku.
      Nie minęło dużo czasu, a po mojej prawej znalazła się Soraya, Malcolm, Eva… Nawet dwóch braci Topp wyglądało na zgranych w tym całym szaleństwie.
      I te szepty, te cholerne szepty, z chwili na chwilę coraz głośniejsze, coraz bardziej wyraźne:
      „Nie żyjesz… Szaleństwo… Dzwony… Włóczęga…”
      I tak w kółko, i w kółko, i w kółko…
      -Potwory z pustymi oczami! –Dokładnie to krzyknąłem, zaś najbliższe mi osoby utworzyły wokół mnie koło. Stałem jak wryty i nic nie mogłem zrobić. Tylko te puste ślepia wpatrywały się we mnie…
      Nie byli zbyt ruchliwi. Szczerze, nie widziałem nawet, żeby oddychali. Ociężałe ręce wzniosły się do góry, wskazując na studnię – jakby rozkazując mi, bym do niej zajrzał.
      Powoli podszedłem do studni, jedynym źródłem świata były latarnie trzymane przez Mimi, Teomana, Calvina, oraz resztę…
      Powoli opuszczałem głowę, by cokolwiek w niej dostrzec.
      Wody było więcej niż zwykle. Miała jakby krwisty odcień. Dopiero po chwili zauważyłem, że nie mogę w niej dostrzec żadnego swojego odbicia, nawet zarysu.
      Przerażony cofnąłem się wpadając na Teodora.
      -Włóczęga. –Powiedział beznamiętnie.
      -Kłamca. –Powtórzyła Soraya.
      -Ding… Dong… -Wymamrotał Malcolm…
      Spojrzałem w niebo. Księżyc miał krwistą barwę, którego poświata delikatnie wyłaniała się tylko zza chmur.
      -Ding, dong… -Powtarzali wszyscy, wwiercając się pustymi oczyma we mnie.

      Usłyszałem dzwony;
      Ding, dong… Ding, dong… Ding, dong…

      Świeciło słońce. Leżałem w cieniu altany, którą doskonale znałem.
      Z oddali dochodziły do mnie dźwięki dzwonów.
      Spanikowany podbiegłem do Mimi. W mieście było pełno poszukiwaczy przygód, wszystko wydawało się być tylko snem. W amoku wykrzyczałem:
      -Mimi! Nie uwierzysz, co mi się przyśniło.
      Ta jednak stała tyłem do mnie. Wydawało mi się, że z kimś rozmawia, jednak było inaczej.
      Odwróciła się dopiero, gdy chwyciłem ją za ramię.
      Znowu ujrzałem te same, puste oczy.
      -Ding, dong… -Powiedziała…


      Ranu (Avalon)
      Pokaż spoiler
      Deszcz.

      -Musisz iść akurat dziś? Zostań ze mną, jest taka okropna pogoda… - W rzeczy samej. Pogoda pozostawiała wiele do życzenia. Deszcz i wiatr z godziny na godzinę coraz bardziej się nasilały. Było już ciemno, a Soraya nie lubiła przebywać w domu samotnie. W ramionach Calvina zawsze czuła się bezpiecznie.
      -Tyle razy mówiłem, żebyś przygarnęła sobie zwierzaka, a Ty zawsze mówisz…
      -No bo ciężko wybrać jednego spośród tylu ubiegających się o moją miłość! – Zrezygnowany Calvin tylko przytaknął szukając płaszcza w kufrze przy drzwiach.
      - Czy to był kpiący śmiech?
      -Niby gdzie? – Dziewczyna zalotnie zbliżyła się do chłopaka i wtuliła się tak, by jak najlepiej zapamiętać jego bliskość. – Kochanie, wrócę rano. Przez tą pogodę w porcie jest problem z rozładunkiem. W przeciwnym razie cała dostawa z Glacernonu może pójść na dno… - Delikatnie odsunął ją od siebie i spytał. – A chyba nie chcesz z rana iść na pole i walczyć ze złośnikami żebyś miała co włożyć do garnka?
      - Nie wzbudzaj we mnie tego rodzaju empatii! Dobrze. Nie martw się. Na pewno jakoś to przetrwam. –Wymienili pożegnalne pocałunki i wtedy Calvin opuścił chatę. W głowie Sorai jeszcze chwilę dźwięczał odgłos zamykanych drzwi. Nie było jednak jeszcze tak późno, by kłaść się spać. Usiadła więc w fotelu przed kominkiem i otulając się ciepłym pledem sięgnęła po książkę. Ciepło dobywające się z kominka tylko zapraszało do wtopienia się w świat lektury. Coś jednak nie pozwalało w pełni skupić się na powieści. Gałęzie w połowie już ogołoconych drzew nie pozwalały zapomnieć o zaawansowanej już jesieni. Uderzały rytmicznie jakby bały się, że dziewczyna zapomni o świecie na dworze. Nie był to jednak obraz przyjemny. Wolała śpiew ptaków i szum zielonych liści na letnim wietrze. Teraz jednak musiała zadowolić się kominkiem i zapachem herbaty.
      - Herbata! No oczywiście… Jak mogłam o niej zapomnieć… - Gdy zbliżyła się do kuchennego aneksu i rozpaliła w piecu wówczas ze strychu dobiegł przenikliwy dźwięk. Jakby ktoś zrobił parę kroków po drewnianej podłodze. Wpatrując się w ciszy w drewniany sufit czekała na powtórkę. „Przesadzam” pomyślała i postanowiła to zignorować. Czekając na wodę patrzała w ogień i rozmyślała o tym co robi Calvin oraz czy faktycznie sztorm jest aż tak silny.
      Gdy z gotową herbatą usiadła znowu w fotelu poczuła jak bardzo jest senna. Wtuliła głowę w oparcie i podziwiała ogień. Żywioł. Jest tak piękny. Jest hybrydą dobra i zła. Niszczy i tworzy… Jej powieki głaskane ciepłem płynącym z kominka stawały się coraz cięższe. Aż w końcu się zamknęły.
      Znowu.
      Ten dźwięk kroków. Soraya zdezorientowana rozejrzała się w okół. Ogień przygasał, herbata była już zimna. W pokoju nie było już tak jasno jak wcześniej lecz wskazówki zegara były wystarczająco widoczne, by zobaczyć, że wskazywały punkt trzecią. Rozciągając się ziewnęła i wstała. Z kocem na plecach dorzuciła do ognia i poprzerzucała zwęglone już drewno pogrzebaczem. Coś jednak zaprzątnęło jej myśli. Z niepewną miną spojrzała na swoją dłoń, w której dzierżyła metalowe narzędzie i spojrzała w kierunku okna. Niepewnie zbliżyła się w jego stronę. Gałęzie nie uderzały już o szybę. Mimo to wszystko inne wskazywało na to, że pogoda od paru godzin była niezmienna. Odsłoniła firanę i wtedy cały krajobraz niewyobrażalnie się rozświetlił. Soraya aż podskoczyła gdy ogarnęła, że uderzył grzmot. Po chwili pojawił się również równie potężny dźwięk, przypominający łamanie starych gałęzi. Wystraszony odskoczyła od okna i próbując otrząsnąć się z tego obrazu odwróciła w stronę serca domu. Wtedy dźwięk kroków ponownie nawiedził jej uszy…
      - H-halo? – To było już podejrzane.” Ja rozumiem, że meble się przesuwają… Ale to nie jest mebel tylko jakieś ciężkie buciory. „ Pewniej złapała pogrzebacz i ostrożnie zaczęła przesuwać się w stronę drzwi. – Jest tu ktoś? –Powoli obserwowała każdy metr małego domku od lewej do prawej. Nie zarejestrowała jednak nic niepokojącego. A dźwięk dochodził jakby z pomieszczeń na dole. –Wiem, że tu jesteś. Odezwij się! – Walka ze schnącym gardłem trwała, podobnie jak ze strachem, który narastał z każdą sekundą. Wtedy też ponownie zagrzmiało, burza była już tuż nas NosVille. Wszystko wskazywało na to, że szła z północy… Rosnące ciśnienie utrudniało skupienie się na otoczeniu. Tętno krwi było słyszalne już w uszach, a walące serce jakby miało zaraza wyrwać się z piersi dziewczyny. Nie mogła już mówić. Strach, który nie miał realnego wytłumaczenia coraz bardziej ogarniał jej ciało. Dziewczyna spojrzała w stronę aneksu. Ogień w piecu gasł. Dlaczego nie ugasiła go wcześniej? Spojrzała w głąb chaty. Jej uwagę przykuło coś ciemniejszego od cienia, który doskonale znała. Wśród jaśniejących i ciemniejących blasków ognia dostrzegła niespójność. Cień się ruszył. Ta przylgnęła do ściany. Koc zsunął się jej z pleców odsłaniając pogrzebacz, który dziarsko podniosła oburącz. – Nie zbliżaj się! – To jednak nie powstrzymało postaci przed zrobieniem kroku. Mroczny dźwięk, który powtórzył się już kolejny raz teraz wydawał się być pewniejszy. –Mówiłam coś! – Ta zrobiła kolejny krok w stronę drzwi jakby widząc w tym jedyną deskę ratunku. Postać jednak nie pozostawała dłużna. Nadrobiła dystans kolejnymi trzema odsłaniając tym samym swój obraz. Czarna jak smoła dwumetrowa postać z kończynami długimi niczym te u pająka, a twarz… O ile można to nazwać twarzą… Jedynie dwa małe iskrzące się jarzącym białym półblaskiem punkciki… - Czym jesteś!? – Soraya poczuła na plecach ucisk. Wtedy też zobaczyła jak postać wbija w nią spojrzenie i robi kolejne, można rzec śmiertelne kroki w jej stronę. Nie słyszała już nic poza krwią która z zawrotną prędkością przemierzała jej krwiobieg. –ZOSTAW MNIE! – Wbijający się w plecy przedmiot był klamką, szybką ją przekręciła i nie bacząc na zagrożenie wyskoczyła na dwór. To były sekundy. Miała zamknęte oczy. Poczuła czyjąś rękę na plecach.
      - Soraya, wszystko dobrze? – Ostrożnie otworzyła oczy. Przed nią stał Calvin. Rzuciła mu się na szyję całkowicie zapominając o przedmiocie, który wciąż miała w ręku.
      Było już całkowicie jasno. Ptaki wesoło śpiewały, a Soraya spojrzała na to co dzierżyła w dłoni.
      Czarną, powykrzywianą gałąź.


      Do wyróżnionych powędruje 1x Księga halloweenowej przemiany.


      Gratulujemy i dziękujemy za udział!
      Nagrody zostaną wysłane do 24 godzin!